Odwiedzin: 105367
Święty Ojcze Onufry módl się za nami, Ikona świętego Onufrego
Aktualności Monaster św. Onufrego w Jabłecznej
Cud kolejnego tygodnia
 


   Wniebowstąpienie naszego Pana, Jezusa Chrystusa to wydarzenie, przed którym pokornie skłaniamy nasze głowy duchowo wyczekując zesłania na nas Ducha Świętego w Jego przemożnych darach. Zakończyliśmy wspaniały okres paschalnych świątecznych uroczystości i czas najwyższy powolutku powrócić do spokojnego bicia serca.

   W Jabłecznej nie wydaje się jednak ten czas obecny momentem oddechu ponieważ w najbliższą niedzielę mamy obchody święta naszego ukochanego mnicha i męczennika za wiarę Ignacego Jabłeczyńskiego. Ten stary dziadzio ze zdjęć oraz poważny mnich z krzyżem na ikonach to nasz orędownik w czasach najbliższych nam wszystkim. Każdy z nas sygnuje datę urodzenia w stuleciu, które już za nami a w którym poniósł męczeńską śmierć mnich Monasteru w Jabłecznej, włączony w poczet świadków-męczenników za wiarę prawosławną Ziemi Chełmskiej i Podlaskiej.

   Mimo, iż główne uroczystości odbyły się już w Chełmie, stolicy naszych nowych Męczenników, to jednak na krótko przed głównym świętem Monasteru Jabłeczyńskiego wzniesiemy się na wyżyny ducha wysławiając Boga wspaniałego w Świętych Swoich i przeniesiemy się duchowo do nieodległych miejsc oraz czasu, w jakim wszystko, co ważne dla nieba, dokonało się na ziemi poprzez męczeńską krew.

   Miniona niedziela pouczyła nas o niezwykłości Bożego daru, jakim jest postrzeganie, nie tylko cielesny wzrok - owo postrzeganie, tj. wybieranie wszystkiego, co najlepsze dla zbawienia każe nam kłaniać się w poszczególne święta przed poszczególnymi ikonami a nawet kapłanami, duchownymi. Nie stawiamy tu żadnego pytania retorycznego, ponieważ prawosławni w każdym czasie i miejscu odpowiadają na nie w duchu i prostoscie serca własnym osobistym działaniem. Każdy szczery uczynek w świątyni Pana nie zostanie zapomniany a wszelka posługa będzie służyć naszemu duchowemu dojrzewaniu. Ewangeliczny ślepiec to niejednokrotnie każdy człowiek, który poszukuje, próbuje namacalnie określić istotowość własnej wiary - mamy nadzieję, że dojdzie do poznania prawdy wiary, którą odczuwamy sercem. To jedyny wspaniały i nieomylny wzrok, duchowy, pełny, szczery i niezmącony, dający prawdziwy obraz rzeczy.

   Męczennicy chełmscy i podlascy zasłynęli przed Bogiem i Cerkwią swym wzrokiem przenikającym głębię wydarzeń, historii, rzeczy, które miały się wkrótce dokonać. To także dzięki nim możemy nadal w spokoju wychwalać Imię Boże, dzięki ich ofiarności oraz wysokiemu poziomowi wiary, duchowości, cnotom chrześcijańskim: miłości i wierności Jezusowi, możemy czerpać ze źródła i brać przykład niezłomności wiary oraz głębi sensu życia w Chrystusie.

   Jezus Chrystus - Ten sam i na wieki - pozostaje
Przyjacielem niezmiennie pragnącym naszego duchowego sukcesu oraz radości w Bogu. Postarajmy się więc wymodlić poprzez wstawiennictwo naszych Świętych Męczenników oraz ukochanego mnicha Ignacego z Jabłecznej drogocenną zdolność rozróżniania dobra i zła w naszym życiu osobistym.



Święty Mnichu-Męczenniku Ignacy - módl się do Boga za nas !!!!!!!!!!!!!




Dodano: 08 czerwca 2016

Troszkę o minąwszym :)
 

   Niezapowiedzianie i jak zwykle nieoczekiwanie przeminął nam niezauważalnie tydzień o Samarytance.. lato w pełni?
  
   Wróćmy jeszcze na chwileczkę do przekazu minąwszej niedzieli, która była poświęcona nie tylko jej jedynej, wraz z nią czciliśmy oraz biegaliśmy z życzeniami do wszystkich Swietłanek. Święta męczennica Fotinija - w jęz. cerkiewnosłowiańskim właśnie Swietłana - to owa kobieta, z którą rozmawiał Jezus Chrystus.

   Jej imię oznacza oświecenie od Boga i wiemy o tym z treści przeczytanej Ewangelii. Oświecenie Słowem dotyczyło nie tylko jej osoby, uległy tej łasce Bożej także inni Samarytanie, zamieszkujący daną miejscowość razem z tytułową Samarytanką. Sami poprosili Chrystusa by pozostał, raczył pobyć w ich miejscowości i wytłumaczyć czym jest ów Duch i Prawda?

   Dziś wiemy wiele. Nie potrzebujemy wyraźnej apokalipsy proroczej wśród nas, ponieważ wszelkie pytania znajdują odpowiedzi w ustach Bożych kapłanów, których zawsze możemy zapytać a znalezienie tych odpowiedzi to ich posłuszanije przed Bogiem i Cerkwią. Także przed nami. Mimo to wielu z nas błądzi w okowach grzesznej niewiedzy nie zdając sobie z tego sprawy; niektórzy stali się faryzeuszami licząc pokłony przed ikonami czy ilość znaków krzyża kładzionych w różnych momentach nabożeństw; kolejni oddalili się od przejrzystego strumyka prostoty i cerkiewnej logiki w kierunku własnych dogmatów, które stały się niemal celem!

   Pytanie o Duch i Prawdę to pytanie o nas samych, to pytanie o człowieka. To także kwestia ukierunkowania naszej wiary oraz próba jej dokładniejszej definicji. Ważne przecież pozostają kwestie zewnętrzne, tak jak ważny pozostaje Stary Testament podczas nabożeństwa cerkiewnego. Nie można zapomnieć także o ważności duchowego doświadczenia - owego wnętrza człowieka, jego nastawienia, intencji - co odwzorowuje nam pouczający Nowy Testament, w którego promieniach znajdujemy się wszyscy.

   Duch i Prawda to priorytety naszego dążenia ku sile zbawienia, to także Droga. Zupełnie tak, jak w Cerkwi łączy się Stary i Nowy Zakon (Testament, Przymierze) - tak też w życiu każdego z nas powinniśmy potrafić łączyć wartości duchowe i zewnętrzne ich przejawy jako średnia droga Świętych Ojców w dziele naszego zbawienia. Dbałość o logikę wiary jednocześnie dbając o jej ekonomię oraz zachowując samą siłę wiary to nie lada wyzwanie psychofizyczne oraz duchowe. W zgłębieniu tajników owej sztuki pomagają nam słowa homilii duchownych, którzy prowadzą nas nie tylko słowem lecz także czynem - oni już wybrali Drogę w Duchu i Prawdzie.

   Nie każdy człowiek może być osobą duchowną lecz każdy z nas jest posiadaczem tzw. powszechnego kapłaństwa. Oznacza to określoną misję, którą prowadzimy przez całe życie. Misją jest świadectwo wiary w każdym czasie i miejscu. Nie tylko w życiu prywatnym ale także przed ludźmi (takie jest założenie świadczenia=świadectwa) należy stale zachowywać prerogatywy naszej wiary.

   W sposób mądry i niepowodujący niepotrzebnych waśni dawajmy nasze świadectwo światu; w pokorze serca, powściągliwości języka, miłości do modlitwy i wyciszenia,... w ten sposób pokonamy cały świat i niespodziewanie odkryjemy innych siebie tak, jak w Jabłecznej niespodziewanie odkryliśmy koniec tygodnia :))




Dodano: 03 czerwca 2016

Uzdrowienie paralityka
 


   Wtorek tygodnia poświęconego paschalnemu wspominaniu uzdrowionego człowieka przy sadzawce stał się naszą rzeczywistością. Wiemy dokładnie co się z nami dzieje gdy choruje nasze ciało, jednak ten rodzaj bólu duchowego, który odczuwał paralityk z ewangelicznej opowieści niedzieli O Paralityku - pozostaje dla nas zagadką. Jesteśmy w stanie wczuć się w jego położenie - wielokrotnie próbował doczołgać się, przemieścić się do sadzawki, w której poruszyła się uzdrawiająca wszelkie niemoce woda ale za każdym razem ktoś go ubiegł w tych staraniach - nie potrafimy jednakże w prawdziwej pełni czuć tak jak on. Możemy więc naszą niemoc poznawczą przyoblec w filozoficzne określenia w wywodach o niepełosprawności człowieka lub zapytać osób podobnych jak ewangeliczny szczęślwiec o ich prywatne postrzeganie stanu faktyczego. Nawet wtedy nie zdobędziemy się na osiągnięcie poziomu czy stanu ducha tych osób, mimo naszych usilnych wysiłków.

   Ewangeliczny chory przy sadzawce wspominany jest nie jako chory, tytularnie jedynie, jednak każdy z nas postrzega go jako owego uzdrowionego, który przedtem był niepełnosprawny. Taki kontrast dopomaga nam w rozumieniu pojęcia cudu. Cud Boży dokonuje się z Jego woli i przy Jego współudziale, sami z siebie nie potrafimy i nie możemy tego dokonać. Pozostaje nam jeszcze modlitwa o dar czucia i odczuwania podobnie jak ci błogosławieni Bogiem ludzie, których życiowy krzyż okazał się cięższy, niepospolity zupełnie i wyjątkowy..

   Modlitewne działanie od zarania dziejów pozostaje jedynym cudownym dążeniem człowieka - ono również pozostaje w sferze daru Bożego. Sami z siebie nie potrafilibyśmy wyobrazić, zobaczyć, wymyślić modlitwy do Boga, szczególnie po upadku prarodziców. Modlitwa to rozmowa z Bogiem, więc była to naturalna czynność człowieka Adama w Raju. Pojawienie się Ewy oznacza rozdział modlitwy na rozmowę z innym człowiekiem. Nie to okazało się zgubne a myśli, dążenia, plany, które z takiej rozmowy wyniknęły.

   Po upływie tysięcy lat od stworzenia wszechświata, po przeminięciu Starego Zakonu, po wydarzeniach określających Nowy Testament na ziemi - pozostajemy w sytuacji potrzeby cudu modlitwy. To właśnie my jesteśmy niepełnosprawni, jeśli o niej nie pamiętamy, to o nas samych mówi Cerkiew w przypowieści minąwszej niedzieli, która oświęca trwający tydzień. Potrzebujemy codziennych cudów, które dokonując się na naszych oczach z taką częstotliwością, stały się dawno zwyczajnością naszego życia. Nie potrafimy zauważyć wielkości Boga w naszym życiu ponieważ ów zły świat zmusza nas do nieustannego pędu za nieokreślonym szczęściem. Nie mamy czasu na modlitwę - więc nie jest nam dana.

   Gdy poczujemy się odpowiedzialni za cokolwiek bądź kogokolwiek - wtedy prosimy Boga o pomoc. Gdybyśmy stale z Nim przebywali, nie zwracalibyśmy uwagi na to, co zewnętrzne. Ontologia Bożej pomocy dostępna jest jedynie tym, którzy oddają siebie Bogu. Niezwykłość Jego pomocy ludziom zawiera się w fenomenie modlitwy, nawet krótkiej - porównując z całym okresem życia człowieka na ziemi - modlitwa jest jedynie określonym czasowym momentem ukierunkowanej dzialalności człowieka. Niezwykle często modlitwa bywa przysłowiową ostatnią deską ratunku, ponieważ nagle coś się dzieje, czego nie było wcześniej a człowiek nie przebywał w modlitwie nieustannie i w tym momencie potrzebuje zaistnienia cudu Bożego w jego osobistym życiu.

   Tymczasem, cud Boży dokonuje się nadal mimo wszystko. Istnieje ten świat, nie ustaje działalność człowieka na ziemi, każdy z nas dąży do rozwoju swojej osoby i osobowości dbając o dobro innych - to także dary Boże! Cud Boskiej ingerencji nie ustaje w ciągu naszego życia na ziemi, nie ustaje od czasu stworzenia i wciąż trwa. Umiejętnością rozwoju osoby i osobowości nazwijmy akt modlitwy, ponieważ w nim dokonuje się poznanie siebie i Boga, Który pragnie dać się poznać. Nie warto bać się ani wstydzić modlitwy w każdym jej przejawie, ponieważ nie jesteśmy pewni naszej przyszłości a "nie opłaca się" zaprzepaścić wieczność przejawem krótkotrwałego wstydu przed ludźmi...

   Nie pozostajemy trędowaci ani niepełnosprawni gdy korzystamy z Bożego daru modlitwy. W niej, naszej modlitwie, możemy przytulić cały wszechświat, psychologię, fizykę, wszelkie nauki oraz wachlarz uczuć a szczególnie wszelką duchowość świata. Ona, nasza modlitwa, okaże się przewyższającą wszystko wartością ze względu na cud współpracy z nami Boga. To Jego dzieło przy naszym świadomym współudziale, to synergia Boga i człowieka. To najprawdziwszy cud: Jeśli pragniesz - Zapraszam; jeśli nie - twoja wola, Kochany człowieku.







Dodano: 24 maja 2016


© 2009 Monaster św. Onufrego w Jabłecznej