Odwiedzin: 104387
Święty Ojcze Onufry módl się za nami, Ikona świętego Onufrego

Artykuły
Яблочинский Листок № 1/2014


Genealogia Jezusa Chrystusa

 

 

W ewangelii na Liturgii niedzieli przed Bożym Narodzeniem czytana jest genealogia Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama wzięta z Ewangelii św. Mateusza. Ta genealogia wymienia pokolenia od Abrahama do Dawida, następnie do niewoli babilońskiej ludu izraelskiego, po narodzenie Jezusa. To wybrana genealogia kończąca się pojawieniem się Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. (Mt 1,16). Różni się ona od genealogii prezentowanej w Ewangelii św. Łukasza, która zaczyna się od Jezusa, który Był, jak mniemano, synem Józefa, a dochodzi nie tylko do Abrahama, ale do Adama (Łk 3, 23-38).

 

 

Wśród wielu celów pokazania genealogii Jezusa w Ewangeliach, głównym jest potwierdzenie, że Jezus, będąc prawdziwym Synem Bożym - czego dowodzą wszystkie ewangelie - przyszedł  w ciele jako prawdziwy człowiek. To potwierdzenie było szczególnie ważne w czasach apostołów i pokoleniach pierwszych chrześcijan, bo - w przeciwieństwie do tego, co mamy dzisiaj - pokusą wczesnej epoki chrześcijaństwa nie było zaprzeczenie boskości Jezusa, ale zaprzeczenie Jego autentycznej naturze ludzkiej.

 

 

Zgodnie z historycznymi faktami pierwszymi chrześcijańskimi heretykami byli ci, którzy mówili, że Jezus był jakimś rodzajem boskiej istoty (było wiele wersji wyjaśnienia tej kwestii), który tylko wydawał się być prawdziwym człowiekiem, ale nie był nim, bo ciało i krew były postrzegane jako degradujące, jeśli nie wprost złe. Dlatego apostoł Paweł musiał podkreślać, że w Jezusie, który jest Żydem według ciała (Rz 9,5), mieszka cała Pełnia: Bóstwo, na sposób ciała (Kol 2,9) i to jest ten sam Jezus, który umarł i był pochowany i wskrzeszony w ciele jako prawdziwy człowiek, który jest Mesjaszem i Panem. (zobacz 1 Kor 15, 3-4; Gal 4,4; Fil 2, 6-11).

 

 

List do Hebrajczyków jest nawet bardziej stanowczy odnośnie prawdziwej, ludzkiej natury Jezusa niż listy apostoła Pawła, do których już się odnosiliśmy. Ten list podkreśla, że Jezus nie jest aniołem ani innym rodzajem niebiańskiego ducha, ale jest Synem Boga we własnej osobie (Hbr 1,2). Podkreśla z jeszcze większą mocą i patosem, że ten Syn Boga stał się na chwilę niższy od aniołów, że będąc prawdziwym człowiekiem przez łaskę Boga mógł doznać śmierci za wszystkich (Hbr 2,9).

 

 

Ponieważ zaś dzieci uczestniczą we krwi i ciele, dlatego i On także bez żadnej różnicy stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli. Zaiste bowiem nie aniołów przygarnia, ale przygarnia potomstwo Abrahamowe. Dlatego musiał się upodobnić pod każdym względem do braci, aby stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem wobec Boga dla przebłagania za grzechy ludu. W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom. (Hbr 2, 14-18).

 

 

Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają, (Hbr 5, 7-9).

 

 

Listy świętego Jana są najmocniejsze ze wszystkich nowotestamentowych pism w tej kwestii. Wygląda na to, że apostoł i jego wspólnota byli nękani przez ludzi, którzy odmawiali uznania rzeczywistego wcielenia Syna Bożego jako prawdziwego człowieka. Umiłowany uczeń Pana głośno potępia ich z siłą, która dla wielu chrześcijan obecnie byłaby szokująca.

 

 

Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie. Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, który - jak słyszeliście - nadchodzi i już teraz przebywa na świecie. (1 J 4, 1-3)

 

 

Wielu bowiem pojawiło się na świecie zwodzicieli, którzy nie uznają, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele ludzkim. Taki jest zwodzicielem i Antychrystem. Uważajcie na siebie, abyście nie utracili tego, coście zdobyli pracą, lecz żebyście otrzymali pełną zapłatę. Każdy, kto wybiega zbytnio naprzód, a nie trwa w nauce Chrystusa, ten nie ma Boga. Kto trwa w nauce [Chrystusa], ten ma i Ojca, i Syna. Jeśli ktoś przychodzi do was i tej nauki nie przynosi, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie go, albowiem kto go pozdrawia, staje się współuczestnikiem jego złych czynów. (2 J 7-11).

 

 

Kolejną przyczyną zamieszczenia genealogii w ewangeliach jest pokazanie, że Pan jest rzeczywiście wypełnieniem obietnicy danej Abrahamowi, potwierdzonej na przykład w pieśni Dziewicy Marii w Ewangelii Łukasza (Łk 1, 55) i bronionej jako prawdy teologicznej w pismach apostoła Pawła, na przykład w jego liście do Galatów, gdzie mówi, że Abrahamowi i jego potomstwu dano obietnice… I nie mówi /Pismo/: i potomkom, co wskazywałoby na wielu, ale /wskazano/ na jednego: i potomkowi twojemu, którym jest Chrystus. (Gal 3,16) Ich celem jest również pokazanie, że Jezus jest jednocześnie wypełnieniem obietnicy danej królowi Dawidowi, że jeden z jego synów zasiądzie na jego tronie i będzie rządził Bożym królestwem, które nie ma końca. (zobacz Ps 89, Łk 1,32, 69; Hbr 1).

 

 

Genealogia w ewangeliach Mateusza i Łukasza przebiega do i od Józefa. To nie ma sprawić wrażenia, że Jezus pochodził z nasienia Józefa. Obie ewangelie są absolutnie precyzyjne w tej kwestii. Jezus rodzi się z Dziewicy Marii mocą Ducha Świętego. Chodzi raczej o to, że Józef jest ojcem Jezusa według Prawa, od ojca wylicza się pochodzenie prawnych potomków. Prawnym ojcem Jezusa jest „Józef, syn Dawida”[1], prawny mąż Marii. (Mt 1,20).

 

 

Jeszcze jedna ważna kwestia podkreślona jest poprzez wymienienie ludzkich pokoleń, które doprowadziły do narodzin Jezusa. Ten fakt to wierność Boga danym przez siebie obietnicom, nawet jeśli naród wybrany często jest niewierny. Wśród ludzi, od których pochodzi Jezus, są i grzesznicy i poganie. Jednym słowem Jezus pochodzi nie tylko od sprawiedliwych i świętych, ale również od nikczemnych i grzesznych. I pochodzi nie tylko od Żydów, ale również od pogan. Na liście u św. Mateusza wymienione są cztery kobiety – Tamar, Rahab, Rut i żona Uriasza (Batszeba) – było o nich wiadomo, że są pogankami, łącznie z jedną z żon Dawida, matką Salomona. Kwestia, która tu jest widoczna, jest pięknie nakreślona we wczesnochrześcijańskim hymnie, cytowanym w Biblii w drugim liście do Tymoteusza:

 

Jeżeliśmy bowiem z Nim współumarli, wespół z Nim i żyć będziemy. Jeśli trwamy w cierpliwości, wespół z Nim też królować będziemy. Jeśli się będziemy Go zapierali, to i On nas się zaprze. Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego. (2 Tym, 2, 11-13).

To wspaniałe świadectwo genealogii Jezusa – jeśli nie jesteśmy wierni, Pan Bóg pozostaje wierny – bo nie może się zaprzeć samego Siebie.
Oto przybliża się czas zbawienia naszego, przygotuj się groto, Dziewica nadchodzi, aby urodzić. Betlejem, ziemio Judy, upiększ się i wesel, albowiem z Ciebie zajaśnieje Pan nasz. Usłyszcie góry i pagórki, i okolice krainy judzkiej, że nadchodzi Chrystus, aby zbawić człowieka, którego stworzył jako Przyjaciel człowieka. (stichira Przedświęcia)

Jesteśmy stworzeni, by świętować dary Boże i samego Boga. To nasz powód do istnienia. To istota naszego życia. Cały ludzki grzech, włączając w to „pierwszy grzech” Adama i Ewy, jest porażką we właściwym świętowaniu kim jest Bóg i co robi ze względu na tych, którzy są stworzeni na Jego obraz i podobieństwo.

Grzeszne świętowanie, które ostatecznie nie jest świętem w ogóle, ale po prostu grzechem, wyklucza Boga i próbuje radować się czymś innym, niż Nim, Jego obecnością i działaniem w świecie. Innymi słowy to świętowanie Bożych darów bez odniesienia do Boga – Darczyńcy. I nieuchronnym tego rezultatem, nieodzownym i naturalnym, jest brak satysfakcji, cierpienie, depresja i w końcu śmierć.

Okres świąt jest czasem świętowania, porą radości i wesela. Ale wielu ludzi, w tym wielu, którzy uważają się za chrześcijan, jest pozbawionych radosnego ducha świętowania. Odczuwają ten czas jako irytujący, rozczarowujący i depresyjny, czasami przyznając się, że cieszą się, kiedy już się skończy. Oczywistą tego przyczyną jest to, że świętują niewłaściwie.

Niektórzy ludzie w ogóle nie świętują Boga i Jego darów, w tym daru Jezusa Chrystusa. Świętują zmysłowe przyjemności i cielesne pragnienia. Mogą się dobrze bawić, ale autentyczna radość im ucieka. Dochodzą do końca okresu świątecznego kompletnie wypaleni, pożądając automatycznie więcej tego samego, bo to, co dostali - cokolwiek to było - z pewnością nie było wystarczające. I w każdym przypadku już minęło.

Inni przystępują do święta z czystą intencją, by świętować Zbawiciela – dar od Boga. Są superpoważni. Zaciskają pięści i zagryzają zęby w determinacji, by było to „duchowe” i „religijne”. Ale kiedy czas świąteczny się skończy, zostają puści i martwi, bo zużyli swoją energię patrząc na innych, potępiając ich głupie zachowanie i stając się z tego powodu samotni. Tacy ludzie zamiast wypełniać ludzką radość tego okresu - Boską łaską Pana, rujnują święty czas dla siebie, swoich rodzin i przyjaciół przeklinając „sekularyzację” i „komercjalizację”, które zainfekowały święta w miejsce błogosławienia Boga i radowania się świętem takim, jakie jest naprawdę. Strofując swoich przyjaciół za „pomijanie Chrystusa w Bożym Narodzeniu”, w rzeczywistości wykluczyli Go ze swego własnego świętowania przez swoją faryzejską prawość i potępienie swoich braci i sióstr, dla których Chrystus przyszedł i dla których umarł, bez względu na to, czy o tym wiedzą, czy nie. Powinniśmy wznosić nasze modlitwy i za nich wszystkich, i za samych siebie, by przypadkiem takimi lub podobnymi się nie okazać...niech Bóg nam pomaga i Jego Święci!

 za: cerkiew.pl

Dodano: 06 stycznia 2014

Яблочинский Листок № 13/2013
 


Grudniowe najważniejsze wydarzenia opasują nas postnymi przeżyciami wielkich czynów wyjątkowych postaci w formacie duchowym. Cała plejada swoistych herosów ducha, którzy uczynili swoje życie nieustannym działaniem i przykładem słowem oraz czynem, doprowadziło ich do nieustającej kontemplacji Boga w niezwykłym pozagrobowym kontakcie zarówno z Nim, jak i z nami. Jest to przedsmak wieczności, ponieważ na stałe, na wieki wszyscy święci, sprawiedliwi i prawi osiągną zjednoczenie z Bogiem jedynie po dokonaniu się Sądu Ostatecznego. Do tego jednakże czasu nasza duchowość zależna jest od siły modlitwy zarówno do Najwyższego, jak i do Jego Świętych.

Niewątpliwym przykładem twardości wiary oraz swoistym początkiem dobrego działania jest postać św. Apostoła Filipa, którego słynne Przyjdź i zobacz! przez całe wieki stanowiło najlepszy bodziec dla opornych duchowo ludzi. Bodziec, dzięki któremu element religijny stawał się rzeczywistością realną wielu sceptyków, ateistów, wszystkich nie znających Boga.  

Post bożonarodzeniowy rozpoczął się w tym roku w dniu wspominania liturgicznej pamięci tego Apostoła – była to środa – w kalendarzu prawosławnym post ten rozpoczyna się w dniu następnym. Warto wspomnieć, że najlepszym badaniem jest przeżywanie całym sobą, więc słowa Filipa niezwykle trafnie ujmują cały przekaz postu przed Bożym Narodzeniem. Każdy z nas ma po raz kolejny możliwość wypróbowania aktualności wspomnianej prawdy Ewangelii: Przyjdź i zobacz!..

Drugiego dnia postu kroczyliśmy duchowo razem z ewangelistą św. Mateuszem, by – tak, jak jego Ewangelia, pisana z myślą o Żydach, prowadziła ich ku Prawdzie  - podążać śladem jego przekazu, iż Jezus Chrystus to nie tylko Bóg: to także Człowiek! Rodowód Chrystusa wyszczególniony jako najważniejsza i nagłówkowa wiadomość całej jego Ewangelii po raz kolejny uświadamia nam prawdziwość teologicznego przekazu Tradycji Świętej, która przypisuje jego Ewangelii symbol Człowieka/anioła – o czym dowiadujemy się z licznych fresków w wielu prawosławnych cerkwiach.

Postnym świętem okazało się niezwykle ważne Wprowadzenie do Świątyni NMP, które przede wszystkim informuje nas o duchowym wstąpieniu w płaszczyznę i zakres sacrum: znajdujemy się w objęciach postu, który wprowadza nas w kolejne, coraz ważniejsze i bliższe kręgi prowadzące ku wielkiemu wydarzeniu przyjścia na świat Zbawiciela.

Niewątpliwą pomocą okazała się historia męczeńskiej śmierci pięknej i wyjątkowo stanowczej św. Katarzyny. W czasie, gdy zginęła Święta, chrześcijaństwo nie było znane tak jak dziś, toteż każdy pogański władca nie tylko był poirytowany faktem pojawienia się nowego religijnego ruchu na terenie jego panowania bez jego osobistej zgody ale także kierował się ślepym strachem przed tym, co nieznane. Człowiek, który jeszcze nie potrafi określić w żaden sposób danego zjawiska, zawsze jako pierwszy symptom działania okazuje właśnie niewytłumaczalny strach – przed czymś, co nie jest wytłumaczalne dla niego samego. Dopiero poznanie uwalnia z okowów strachu i człowiek taki już nie walczy ze zjawiskiem a najzwyczajniej w świecie stara się je wykorzystać lub co najmniej podtrzymywać, ponieważ posiada pełen jego obraz w swoim umyśle i go nie boi.

W miniony piątek nasze modlitwy w sposób szczególny kierowane były ku wielkiemu św. Apostołowi Andrzejowi Pierwszemu Powołanemu. Pierwozwannyj bez wahania skorzystał z możliwości podążania za Jezusem i pozostaje dla Słowian największym autorytetem, który świeci niczym Jezus Chrystus czystością wiary oraz poświęceniem całego życia w dziele oświecenia ludzkości Ewangelią. To on przyniósł chrześcijaństwo na tereny najbardziej nam bliskie oraz przepowiedział przyszły rozkwit nowej religii właśnie na tych obszarach, gdzie dziś mieszkamy. Swoją męczeńską śmiercią zaświadczył o prawdziwości własnego dążenia do i za Ukochanym Nauczycielem oraz na zawsze ubogacił prawosławny ośmioramienny Krzyż Święty. Dolna, ukośna belka na naszym krzyżu nawiązuje do tego, na jakim umierał św. Apostoł Andrzej Pierwszy Powołany.

Od soboty 14 grudnia (wg starego, juliańskiego kalendarza był to 1 grudnia) Cerkiew rozpoczęła liturgiczne wspominanie dziejów wielkich Proroków Starego Testamentu, co uzmysłowiło nam znaczenie czasu, w jakim się znaleźliśmy: prorok Naum (wczoraj), prorok Habakuk (dziś), prorok Sofoniusz (jutro). Wkraczamy w ten błogosławiony i jakże przez wszystkich oczekiwany czas przedświąteczny: już możemy radośnie nucić, śpiewać kolędy; możemy już od dawna starać się być lepszymi dla naszych bliskich i znajomych – na to działanie nigdy nie jest za późno.

We wtorek 17 grudnia uroczyście wspomnimy modlitwami świętą męczennicę Barbarę, która tak bardzo ukochała Najsłodszego Jezusa Chrystusa, że nawet polecenia własnego ojca, wydawane gniewnie i w strachu przed nowym, nie były w stanie jej złamać. Na zawsze pozostaje dla nas, słabych, wzorem do naśladowania oraz wyznacza drogę odwagi w sprawach wiary. Nic nie może nas przygnębić ani zaskoczyć, skoro mamy taki wzorzec przed oczami naszych dusz; jej cierpiące ciało stało się najwspanialszym zaczynem dla wiecznej radości ducha w Bogu.

Czwartek 19 grudnia będzie modlitewnie poświęcony świętemu Mikołajowi, cudotwórcy i arcybiskupowi Mir Licejskich. To najbardziej znana postać na całym świecie, choć wizerunek Świętego uległ niezwykle barwnym retuszom i poprawkom. W wyniku jednego bądź większej ilości celów marketingu i w związku z polityką mediów, w obecnych czasach zaistniała potrzeba odnowienia informacji o życiu i działalności św. Mikołaja, ponieważ dla wielu ludzi jest on tożsamym z komunistycznym Dziadkiem Mrozem czy znanym Santa Claus.

W niedzielę 22 grudnia uroczyście odświętujemy święto Poczęcia przez św. Annę Najświętszej Bogarodzicy. Jest to tym ważniejsze wydarzenie, ponieważ podkreśla prawosławne pojmowanie Matki Bożej jako zwykłego człowieka, oddzielnego od rzymskokatolickich nad- uwarunkowań: jest to jedna z zasadniczych różnic prawosławnej ortodoksji w odniesieniu do rzymskiej nieomylności.


Dodano: 15 grudnia 2013

Яблочинский Листок № 12/2013
 

W listopadzie mieliśmy kilka ważniejszych wydarzeń cerkiewnych, jednak wszyscy radośnie oczekujemy święta Wprowadzenia do Świątyni Przenajświętszej Bogurodzicy 4 grudnia. Będzie to postne wydarzenie, ponieważ już w czwartek 28 listopada rozpocznie się Bożonarodzeniowy Post. Nazywa się także Postem Filipowym, dzień wcześniej (środa) uczcimy św. Apostoła Filipa.

Jest to pierwszy post w cerkiewnym roku liturgicznym. Ustanowiony został już w starożytności chrześcijańskiej w celu należytego przygotowania wiernych do spotkania Wcielonego Syna Bożego. W r. 1166 sobór w Konstantynopolu ustalił stałą datę rozpoczęcia i zakończenia tego postu, którego czas trwania dotychczas nie był jednakowy. Obostrzenie postu zalecane jest na 5 dni przed świętem Bożego Narodzenia. W wigilię święta, zwaną soczelnikom istnieje pobożny zwyczaj powstrzymania się od posiłków aż do wieczerzy wigilijnej.

Post ten nosi także nazwę czterdziesiątnicy od tego, że trwa, podobnie jak Wielki Post - 40 dni. Określenie Filipowy Post pochodzi od Apostoła Filipa, któremu poświęcony jest dzień poprzedzający post (14/27 listopada).

Oprócz tego postu dniami postnymi są wszystkie środy i piątki (w niektórych monasterach również poniedziałki), z wyjątkiem okresu pomiędzy świętem Bożego Narodzenia a Epifanią, tygodnia paschalnego i tygodnia po święcie Pięćdziesiątnicy. Dniami postu są również święta Podwyższenia Krzyża Świętego, Ścięcia głowy św. Jana Chrzciciela oraz wigilia Epifanii

Reguły postu w Kościele prawosławnym są tak srogie, iż u wielu zachodnich chrześcijan budzą trwogę i zadziwienie. Na przykład w ciągu całego niemal Wielkiego Postu i Wielkiego Tygodnia nie spożywa się nie tylko mięsa, ale również ryb i wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego (smalcu, jaj, masła, mleka, serów), wyłączając również wino i olej. W praktyce jednak, wielu prawosławnych – szczególnie w świecie Zachodu – dochodzi do wniosku, iż we współczesnych warunkach życia nie sposób dokładnie przestrzegać tradycyjnych reguł ustalanych z myślą o całkowicie odmiennej sytuacji zewnętrznej i z tego względu stosowane są pewne odstępstwa od tych zaleceń. Niemniej jednak Wielki Post – w szczególności zaś jego pierwszy tydzień i cały Wielki Tydzień – dla wielu gorliwych prawosławnych ciągle jest okresem prawdziwie surowej prostoty i poważnego fizycznego trudu. Nawet biorąc pod uwagę wszelkie złagodzenia i odstępstwa od reguł, ciągle okazuje się, że prawosławni chrześcijanie początków XXI wieku – zarówno mnisi, jak i świeccy – poszczą z surowością, która zapewne nie ma sobie równej w całym zachodnim chrześcijaństwie, z wyjątkiem członków najbardziej ścisłych reguł zakonnych.

Na różne pory roku przypadają charakterystyczne dla nich ceremonie: wielkie poświęcenie wody w dzień święta Objawienia Pańskiego (sprawowane przeważnie na zewnątrz - przy studni, nad rzeką, czy też na brzegu morza); poświęcenie owoców w dzień święta Przemienienia; uroczyste podniesienie oraz cześć oddawana Krzyżowi 14/27 września; obrzęd wzajemnego przebaczenia w niedzielę przed rozpoczęciem Wielkiego Postu, kiedy to duchowni i wierni, wszyscy zebrani w cerkwi po kolei klękają przed sobą nawzajem z prośbą o przebaczenie. Najbardziej poruszające i wywołujące głębokie wrażenie wydarzenia w prawosławnym nabożeństwie następują jednak w okresie Wielkiego Tygodnia, kiedy to dzień po dniu, godzina po godzinie Kościół rozpamiętuje mękę Pana. Zwieńczeniem Wielkiego Tygodnia jest procesja z całunem (gr. epitaphion, cs. płaszczanica – wyobrażenie przygotowanego do pogrzebu ciała Chrystusa) w Wielki Piątek wieczorem, oraz rozpoczynająca się o północy, przepełniona tryumfalną radością Jutrznia święta Zmartwychwstania celebrowana w środku paschalnej nocy. Każdego obecnego na tym nabożeństwie porywa poczucie powszechnej radości. Chrystus uwolnił świat od jego pierwotnego zniewolenia i dawnego przerażenia, i cały Kościół tryumfalnie raduje się z Jego zwycięstwa nad ciemnością i śmiercią.

bp Kallistos Ware Kościół prawosławny, BMP w Polsce, 2002, tlum. ks. Włodzimierz Misijuk


Dodano: 25 listopada 2013


© 2009 Monaster św. Onufrego w Jabłecznej