Odwiedzin: 98772
Święty Ojcze Onufry módl się za nami, Ikona świętego Onufrego

Artykuły
Яблочинский Листок №18/2012
 

Prawosławie wkracza w okres szczególny.

Za kilka dni mamy nadzieję dostąpić zaszczytu

rozpoczęcia postnych wyrzeczeń ze względu na nieustającą miłość Matki Bożej do nas wszystkich.

Rozpocznie się post zwany uspienskim, który jest srogim zaleceniem żywieniowym dla naszego dobra.

Wiemy dokładnie, iż wraz z ograniczeniem pokarmowym,

powinniśmy postarać się ograniczyć także nasze wady duchowe,

by nad nimi popracować z mniej przepełnionym brzuchem.

 

Na długo przed rozpoczęciem wspomnianego postu ku czci Bogurodzicy, Cerkiew wspomina także św. Annę – mamę Dziewicy Marii. Na pytanie o celowość takiego święta prawosławny chrześcijanin odpowie najprościej: dlatego, że Rodziców czcimy zgodnie z zaleceniem Bożym jeszcze ze Starego Testamentu. Skoro więc wszyscy podlegamy naturalnym prawom, które ustalił Bóg tworząc świat – nie możemy nigdy zapomnieć także o tych ludziach, którym błogosławił nasze poczęcie.

Święto zaśnięcia świętej Anny 7 sierpnia wieszczy Zaśnięcie Bogurodzicy, na które poczekamy do końca sierpnia, tj. do 28 sierpnia. I jedno, i drugie święto, noszą dość wielki ładunek zarówno radości, jak i smutku. Radością bowiem w naszym życiu nie jest śmierć człowieka a jego narodziny. W sytuacji, gdy rozważania nasze dotyczą osób świętych – logiczna wydaje się być data ich śmierci. Po trudnym życiu pełnym dobrowolnych wyrzeczeń ze względu na Jezusa Chrystusa, po przejściu wszelkich możliwych ucisków i cierpienia od ludzi i demonów – data śmierci świętych okazuje się być rękojmią ich duchowego spełnienia w Bogu, więc dla nas radosnym świadectwem Bożej Prawdy. Od momentu cielesnej śmierci, święci zanoszą swoje silne modlitwy bezpośrednio przed Boży Majestat i dlatego w cerkwi mamy tak wielu świętych. Każdy wierny w swoim życiu obiera jedego bądź wielu świętych, do których może zwracać się w sposób szczególny podczas codziennych czynności, jak i w sytuacjach zagrożenia.

Święta Anna była osobą starszą i bezpłodną, co – w Starym Testamencie – niechybnie oznaczało wielką grzeszność przed Bogiem i karę za taki stan. Jej niezwykle późne macierzyństwo udowodniło jednak wszystkim wyznawcom starej religii, że nie osądza się człowieka za jego życia.

Święta była ciągle poniżana i razem ze św. Joachimem głęboko i szczerze prosiła Boga o pomoc. Udział w nabożeństwach świątecznych i powszednich zawsze oznaczał wszelkie przejawy niechęci ze strony innych ludzi, którzy znajdowali się w świątyni jerozolimskiej. Nawet jej mąż, sprawiedliwy Joachim był wielokrotnie wypędzany z miejsca, które zwykle przeznaczone było dla kapłanów – właśnie ze względu na brak potomka. Historia Rodziców Bogurodzicy – świętych Joachima i Anny – podobnie, jak i historia każdego rodzica we współczesnym świecie i na przestrzeni całej historii, trwale związana jest z osobą własnego dziecka – tu: Matki Bożej. Jej wymodlone pojawienie się na świat ukróciło falę prześladowań ówczesnego żydowskiego pryzmatu postrzegania i naznaczyło budującą linię twierdzenia, ugruntowującego wiarę wyznawców Jedynego Boga – że może On wszystko.

Po raz kolejny naród izraelski został pouczony, iż wyznawców jednej religii nie może dzielić którakolwiek ze stronniczych teorii w postrzeganiu rzeczywistości, ponieważ każdy człowiek, tym bardziej wierny wyznawca przywiązany do religijnej tradycji, powinien szanować innych oraz im pomagać. Ogromny smutek, wynikający z faktu stałego poniżania świętych Joachima i Anny, w ich życiu został zupełnie zatopiony w modlitwie do Stwórcy o siły w tym cierpieniu. Opisana sytuacja doprowadziła prędko do nawyku gorącej i usilnej modlitwy – jak w nieszczęściu, gdy prosimy Boga o szczególną pomoc. To stało się niezwykłą szkołą modlitwy obojga małżonków, którą szybko wykorzystali zupełnie jak duchowy alfabet podczas kształcenia malutkiej Marii. Widok modlących się rodziców zapadł w Jej pamięci i cerkiewna Tradycja obfituje w najprzeróżniejsze opowieści dotyczące życia Bogurodzicy: zarówno w domu rodzinnym (3 lata życia), jak i później podczas świątynnej służby. Nawet scena Zwiastowania NMP, zobrazowana na kanonicznych ikonach prawosławnych, ukazuje modlącą się przyszłą Matkę Bożą.

Modlitwa, której nauczyli Dziewicę Marię bogobojni rodzice, stała się jedynym pocieszeniem w Jej pełnym cierpienia życiu. Gdyby nie modlitwa – o czym dobrze wiemy z własnego doświadczenia – niejednokrotnie człowiek nie byłby w stanie znieść cierpienia bądź odważyć się na podjęcie ważnych decyzji. Modlitwa uspokaja i pociesza, daje nadzieję i wlewa potrzebną miłość oraz uczy pokory. Człowiek, który nieustannie pragnie obcować z Bogiem stale się modli. Z tego też względu Matka Boża jest także uważana za matkę wszystkich mnichów – Jej dzieci.

Modlitwa pomaga ludziom przezwyciężać niemoce oraz pozbywać się namiętności i złych nawyków. Wszystko, co niepełne i chore, może zostać uzdrowione siłą modlitwy, ponieważ nie jest to ludzka ograniczona siła ani diabelska ułuda. Modlitwa to najprawdziwsza rozmowa z Bogiem w sercu wiernego, któremu wtóruje umysł.

Nauczona takiej właśnie modlitwy, Bogurodzica wiernie kontynuowała jej tradycję w swym życiu i oświęcała nią wszelkie wypowiadane słowa, które wcześniej oroszone zostały łzami pokory przed Bogiem. Jej jedynym dążeniem była ofiarna służba Bogu a nauczyła się jej w świątyni.

Współcześnie, prawosławni wierni, przystępując do zaleceń postu uspienskiego, aktualizują i stają się uczestnikami postnych wyrzeczeń, postnej modlitwy i postnej służby Bogu i ludziom. Dzięki temu, po raz kolejny każdy ma przed sobą kolejną szansę naprawy przewinień wobec bliźnich bądź złożenia kolejnej obietnicy poprawy i pracy nad sobą podczas sakramentu św. Spowiedzi. W każdym czasie historycznym posty chrześcijańskie wielokrotnie okazywały się najlepszymi lekarstwami na bolące rany dusz i ciał wyznawców. Postne ograniczenia zostały na zawsze skorelowane z pojęciem złotego środka w podejściu do podporządkowania się ich surowości. Powszechnie wiadomo, że lekarze w szpitalach czy przychodniach zalecają niekiedy powstrzymywanie się od pokarmów z różnych grup żywieniowych, jednak nie czynią tego bez względu na faktyczny stan zdrowia pacjentów. Najważniejszym i fundamentalnym wyznacznikiem procesu leczenia jest doprowadzenie do końcowego stanu terapii wielokrotnie pozytywniejszego niż początkowy stan chorego. Inne działanie nie tylko nie jest wskazane a najzwyczajniej przeczy pojęciu procesu leczenia, ponadto, jeśli zachodzi taka ewentualność – lekarz mija się z celem i naraża się na całą gamę negatywnych konsekwencji.

Podobnie sprawa ma się z zagadnieniem postnych wymogów: post nie oznacza głodówki – ma uzdrawiać. Kto nie cieszy się dobrym zdrowiem, ten nie może przyjąć ograniczeń zdrowego człowieka i powinien pamiętać przede wszystkim o zadbaniu w płaszczyźnie utrzymania i zwiększania jakości zdrowia, stałego podwyższania jego poziomu, dając wyraz tym samym wierności Bożej woli. Wyraża się ona w darze życia, które powinno trwać do momentu znanego jedynie Stwórcy. NADMIERNE palenie tytoniu; spożywanie alkoholu lub innych środków odurzających i ich pochodnych czy mieszanek, etc., - powszechnie jest uważane za niepotrzebne narażanie się na obniżenie jakości zdrowia, więc negatywnie wpływa także na długość życia. W czasie trwania postnych wyrzeczeń należy nie tylko ograniczyć lecz zadbać o zaprzestanie takiej wyniszczającej działalności na własny organizm.

Duchowy wymiar postu oznacza wzmożoną dbałość o wypełnianie zalecenia modlitwy w naszym życiu, ponieważ ona oznacza siłę wiary i ugruntowuje dobre myśli w człowieku. Niekiedy mówi się nawet, że jakość wiary oznacza właśnie ciepło (obecność) bądź brak modlitwy. Skoro więc modlitwa – pozostając jedynie jednym ze środków służących do zbawienia – oferuje i umożliwia tak wiele, sama będąc czynnością niewymagającą granicznego poświęcenia czy heroizmu, ta dlaczegóż jej nie stosować, by choć w małym stopniu duchowy proces leczenia dał pozytywne rezultaty?!

Niekoniecznie oznacza to godzinne stanie w jednym miejscu przy zapalonych stu świeczkach – o nie! Zaleceniem Ojców pozostaje myśl, by modlić się w pomieszczeniu nieoświetlonym, by tym łatwiej odrzucać pojawiające się w pamięci obrazy minionego dnia, mającego nadejść wysiłku czy inne. Przed modlitwą należy dokonać rachunku sumienia, by uspokoić serce i określić kierunek mających nadejść duchowych zmian. Modlitwy wyczytujemy bez pośpiechu i staramy się zrozumieć poszczególne wyrażenia, by zgodzić się z Ojcami i Nauczycielami Cerkwi, którzy pozostawili nam te uświęcone teksty.

Dodano: 11 sierpnia 2012

Яблочинский Листок № 17/2012
 

 

Turkowicka Ikona Bogarodzicy
/Turkowickaja Ikona Bożijej Matieri/

 

 

Turkowicka Ikona Matki Bożej jest jedną z najbardziej czczonych ikon na Chełmszczyźnie i Podlasiu. Jej historia sięga XIV w. W 1340 r. książę opolski Władysław objął w posiadanie zamek w Bełżcu. Około 1382 r. postanowił wywieźć stamtąd oraz z zamkowej cerkwi prawosławnej największe drogocenności. Wśród nich była Bełska (obecnie Częstochowska) Ikona Matki Bożej.

Po drodze zatrzymał się na odpoczynek w turkowickim zagajniku. Gdy książę chciał ruszyć w dalszą drogę, okazało się, że konie, które ciągnęły karetę, gdzie była ikona, nie chcą ruszyć. Wówczas wszyscy zrozumieli, że Bogarodzica chce, aby Jej ikona została na tym miejscu. Gdy wreszcie konie ruszyły, w miejscu, gdzie znajdowała się ikona pojawił się blask, który odzwierciedlił na płótnie wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem, bardzo podobny do Bełskiej (Częstochowskiej) Ikony Bogarodzicy. Wkrótce w tym miejscu wzniesiono męski monaster i nim umieszczono ikonę. Monaster został zamknięty przez unitów w 1789 r., i odrodził się w 1902 r. już jako żeński. W 1914 r. świętą ikonę ewakuowano wraz z mniszkami w głąb Rosji, gdzie ślad po niej zaginął. Z dalszych losów ikony wiadomo jedynie, że do 1941 r. znajdowała się w Kodniu pod Żytomierzem. Tymczasem w Turkowicach pozostała tylko wierna kopia tej ikony wykonana po rewolucji przez pisarza ikon z Hrubieszowa o nazwisku Ziń. W 1981 r., w zdewastowanej prawosławnej kapliczce cmentarnej znajdującej się na dziedzińcu Zespołu Szkół Rolicznych w Turkowicach, odnaleziono dwie ikony, z których jedna okazała się być wierną kopią słynnej Turkowickiej Ikony Matki Bożej. 15 lipca przeniesiono ją do cerkwi św. Mikołaja w Tomaszowie Lubelskim, a wiosną 1990 r. do Monasteru św. Onufrego w Jabłecznej.

Z chwilą odrodzenia się monastycznego życia w Turkowicach, gdzie od kilku lat tętni duchowym życiem Żeński Klasztor prawosławny, ikonę, która znajdowała się w naszym monasterze przekazaliśmy dla mniszek. Codzienna modlitwa przy niej oraz sprawowane nabożeństwa cyklu dobowego to warunek umieszczenia tej ikony w Turkowicach – w rzeczywistości zaś, był to jedyny warunek jej powrotu na ziemię, z której do nas przywędrowała.

Święto Turkowickiej Ikony Matki Bożej obchodzone jest w pierwszą niedzielę po 2/15 lipca.

W roku 1903, po prawie półtorawiekowej atrofii, reaktywowano życie monastyczne w Turkowicach. Monaster w latach 1903-1911 działał organizacyjnie w strukturze klasztoru żeńskiego w niedalekiej Radecznicy. Jednak stały kult Matki Bożej wśród miejscowej ludności, dawność (1382 rok) tutejszej tradycji jak i starania arcybiskupa Eulogiusza (Gieorgijewskiego) oraz jego wsparcie kanoniczne i materialne zaowocowały samodzielnością i prężnością życia monastycznego w tym zakątku Hrubieszowszczyzny. W latach 1906-1909 monaster stał się na tyle samodzielny, że mógł stanowić nie tylko miejsce kultu, lecz także stać się ośrodkiem duszpasterskim i kulturalno-oświatowym. W 1910 r. otwarto żeńskie seminarium nauczycielskie, następnie szkołę agronomiczną, sierociniec i szpitalik. Trzydzieści tysięcy pielgrzymów w dniu odpustu na łąkowo-lesistym terenie, okalającym pięciokopułową cerkiew, było sukcesem biskupa i tradycji cerkiewnej. W latach 1914-1915 monaster ewakuowano do klasztoru św.św. Marty i Marii w Moskwie, a cudotwórcza ikona zaginęła. Gdy kilka sióstr powróciło w 1919 roku z bieżeństwa, gospodyniami klasztoru były siostry Służebniczki NMP, prowadzące sierociniec, szkołę i przytułek dla kalek. Po wojnie polsko-bolszewickiej, której front latem 1920 r. z całą siłą tędy się przetoczył, trwały próby odzyskania części terenu i niektórych zabudowań klasztoru. Prawosławne siostry rozproszyły się po różnych parafiach i monasterach (np. Warszawa, Zimno), a pierwsza skromna uroczystość odbyła się w dniu 14 lipca 1924 r. Kolejne śmielsze próby podjęto, gdy na panewce spaliły próby akomodacji kultu przez neounię w latach 1925-1926.

Po 1927 roku społeczność Turkowic i najbliższych okolic Chełmszczyzny postanowiła z determinacją wziąć na swoje barki odbudowę prawosławnej tradycji. Hrubieszowskiemu artyście Tomaszowi Zinowi zlecono wykonanie kopii cudotwórczej Ikony Matki Bożej. Malarz nie tylko odtworzył obraz, lecz także wyrzeźbił w drewnie i pokrył złotymi listkami ryzę. Turkowiczanie przygotowali w cerkiewce kiot, gdzie umieszczono ikonę.

Warszawski Konsystorz Duchowny wydelegował hieromnicha Serafina (Samojlika), pochodzącego z sąsiednich Tyszowiec, który podjął pracę duszpasterską w Turkowicach. W ten sposób zaczął się odradzać kult Turkowickiej Ikony Matki Bożej, przyciągający na uroczystości i na co dzień licznych wiernych z historycznej Chełmszczyzny, Podlasia i terenów zabużańskiego Wołynia.
Odradzanie się życia prawosławnego w Turkowicach w międzywojniu pozostawało pod wnikliwą obserwacją władz państwowych, a także organów bezpieczeństwa. Przechwytywano pisma urzędowe i listy, podstawiano szpicli, próbowano nakłaniać duchownych do informowania o poczynaniach „czynników cerkiewnych”. Z przechwyconych dokumentów-listów władze mogły dowiedzieć się m.in., że o. Atanazy (Martos) zaangażował do pracy nad odtworzeniem życia monastycznego posłusznicę Animansę z monasteru w Zimnie (lata 1933-1934). Blokowano i cenzurowano korespondencję do ihumenii Magdaleny (Trojczuk), o. Józefa (Zabarnego), o. Smaragda (Bucharca), archimandryty Aleksego (Aleksandra Ostaszewskiego z Dubna w woj. lwowskim), o. Atanazego (Bokijewicza). W Archiwum Państwowym w Lublinie znajdujemy m.in. pismo UWL do Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z 14 maja 1934 roku, gdzie czytamy: Akcja założenia klasztoru prawosławnego w Turkowicach prowadzona jest bardzo intensywnie. Według uzyskanych informacji, prawosławni zgadzają się zapłacić Makomackiemu po 3000 zł za morgę pod plac na klasztor. Oprócz tego duch. Zabarny prowadzi pertraktacje z administratorem majątku Turkowice Stanisławem Rasińskim, który chce sprzedać grunt po 1000 zł za morgę, jednak stawia warunek, że sprzeda cały kawałek ziemi, wynoszący około 20 morgów, na co Zabarny nie może się zdecydować.

Już w 1924 roku w Ubrodowicach doszło do krwawych bratobójczych starć pomiędzy ludnością prawosławną a rzymskokatolicką. Główną przyczyną było wyświęcenie cerkwi na kościół, ale w podtekście było też oszustwo (według dzisiejszych pojęć: intryga) w sprawie Turkowic. „Księża z Lublina”, jak określano misjonarzy obrządku łacińskiego, wspieranych przez duchownych i działaczy grekokatolickich, chcących utworzyć Ukrainę w Cerkwi, skoro upadała Cerkiew na Ukrainie, usiłowali nadać wschodniochrześcijańskiej tradycji Turkowic koloryt łaciński lub adaptować kult ikony i święto, w celu włączenia zruszczonych przez prawosławną Rosję Polaków (...) do jedynego prawdziwego, nieschizmatyckiego, prawowiernego, trwającego przy Stolicy Apostolskiej Kościoła rzymskokatolickiego. Miało się to dokonać nawet za cenę utworzenia odrębnego „Ukraińskiego Kościoła obrządku łacińskiego” (później: Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie – przyp. GJP) i ewentualnie „utrącenia” części ziem Rzeczypospolitej dla autonomii ukraińskiej, byleby wiodące politycznie czynniki wśród Ukraińców poparły wyrugowanie „moskiewskich popów” i prawosławia z terenów polskich, a przynajmniej „za Bug”.
14 i 15 lipca 1928 roku z powodu choroby oraz niebezpiecznie nabrzmiałych stosunków między państwem a Cerkwią metropolita Dionizy (Waledyński) nie mógł przybyć do Turkowic, ale delegował arcybiskupa Aleksego (Gromadzkiego). Wojewoda, Okręgowy Urząd Policji Politycznej i Wydział Społeczno-Polityczny Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie nie były w stanie zapobiec obchodom. Władyka Aleksy przewodniczył św. Liturgii o godz. 9 w Hrubieszowie, gdzie dokonał poświęcenia kopii Turkowickiej Ikony Matki Bożej. Tego samego dnia modlił się w cerkwiach w Moniatyczach, Kułakowicach, Ubrodowicach i Czartowcach. Po noclegu u proboszcza w Husynnem celebrował nabożeństwo w Turkowicach przed kaplicą cmentarną, gdzie na prestole umieszczono kopię Turkowickiej Ikony Matki Bożej. W uroczystości uczestniczyło dwanaście tysięcy wiernych. W tej liczbie było około tysiąca czcicieli Matki Bożej Turkowickiej wyznania rzymskokatolickiego.
W 1929 roku, w wyniku protestu wiernych, władze administracyjne województwa lubelskiego zezwoliły na dokończenie budowy drewnianej cerkiewki w celu umieszczenia w niej kopii ikony. Czasownię wyświęcił 13 lipca 1930 roku arcybiskup grodzieński Aleksy. Metropolita Dionizy 25 września 1931 roku kanonicznie i oficjalnie delegował do Turkowic nieetatowego hieromnicha Atanazego (Martosa), celem objęcia zarządu nad cerkwią i utworzenia przy niej domu zakonnego, podporządkowanego monasterowi  św. Onufrego Wielkiego w Jabłecznej. Dziekanem tegoż monasteru był wówczas archimandryta Sawa (Sowietow), od 3 kwietnia 1932 roku  biskup lubelski, wikariusz diecezji warszawsko-chełmskiej.

 

Za: www.lublin.cerkiew.pl oraz: www.przegladprawoslawny.pl

Dodano: 08 lipca 2012

Яблочинский Листок № 16/2012

Bóg jest miłością.

Każdy człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże, więc prosty stąd wniosek, iż cnota miłości także jest założona w każdym z ludzi. Miłość przewyższa wszelkie cnoty, jest najważniejszym osiągnięciem, które może stać się udziałem człowieka. O miłości najwspanialej wyraził się Apostoł Paweł, który jako młody Szaweł nie wiedział o niej wcale. Prawo, dla którego racją i najwyższym świadectwem wiary było umyślne gubienie zbawiających się wiarą w Chrystusa chrześcijan, było jego prawem. Działał i żył w obrębie jego postanowień, nie wiedział i nawet nie pragnął bliżej dowiedzieć się o tych, których kazano mu prześladować. Był niezwykle obeznany z nakazami i zakazami Starego Testamentu, z pouczeniami rabinów oraz wewnętrznym statutem, etosem Izraelitów tego okresu historycznego. Znał literaturę i dzieła antyczne, uchodził za wielkiego człowieka a jego zadania były świętymi dokonaniami ku chwale całego wielkiego Izraela!

Do czasu, aż łaska Boża przemieniła go w najgorliwszego z chrześcijan, największego z Apostołów – do tego czasu miotał się z pianą nienawiści wyszukując niejednokrotnie ukrywające się grupki zastraszonych ale mężnych pierwszych chrześcijan. W środowisku jemu podobnych uchodził za ikonę wyznawcy judaizmu, wśród chrześcijan wieść o jego wizycie zawsze budziła zasłużony strach ale i nadzieję na szybsze spotkanie z Jezusem Chrystusem w niebie. Rozlew  męczeńskiej  krwi  chrześcijan z jednej strony oznaczał agresję świata pozbawionego miłości na ten, który właśnie ze względu na miłość dał setki tysięcy męczenników za wiarę. Z drugiej jednak strony chaos świata nie wpłynął w większym stopniu na miłość kultywowaną w Cerkwi. Pierwsze Liturgie odprawiane były w katakumbach nie tylko ze względu na prześladowania – sprawowano je na grobach zabitych chrześcijan – nowych męczenników za wiarę w Ukrzyżowanego Jezusa. Do dziś w cerkwiach na całym świecie w specjalnej chuście na Ołtarzu – Antymensionie – liturgicznie wszywane są relikwie świętych podczas sprawowania obrzędu poświęcenia świątyni. W Jabłecznej na głównym Ołtarzu znajdują się cząsteczki relikwii św. Onufrego Wielkiego z IV w. Wszystko to z miłości, ponieważ Mistyczne Ciało Jezusa Chrystusa, jakim jest Cerkiew to właśnie miłość.

Stary Zakon i wszelkie przepisy rabinackie pozbawione były miłości, dlatego też zostały tak krytycznie potraktowane w pouczeniach Jezusa Chrystusa, zapisanych na kartach Nowego Testamentu. ..miłości chcę, nie ofiary... to znamienne słowa Syna Bożego, które określają drogę każdego chrześcijanina. Wiemy, iż ofiara to wspaniała rzecz, ofiarność jednych buduje doskonałość innych; jednak miłość przewyższa nawet tę i jednocześnie ją wyprzedza: by zaistniała ofiara musi pojawić się miłość, ofiara to cząstka miłości z niej wypływająca.

Stary Testament nie znał tego zasadniczego przełożenia. Tam ofiara oznaczała rytualne działanie, które swą jałowością wysuszyło z czasem pojęcie samej ofiary. Gdyby wprowadzić odpowiedni skrót lingwistyczny, który odpowiadałby znaczeniu starotestamentowej ofiary, z pewnością możnaby mówić o bezdusznym i niezrozumiałym nakazie, który niczemu nie służy i nic nie znaczy..

Ze względu na brak miłości przyszły Apostoł pogan, jeszcze jako Szaweł, z lubością przyglądał się męczeństwu

św. diakona Stefana i nie rozumiał jego męstwa. Ze względu na miłość Boga do człowieka, ten sam Apostoł został w cudowny sposób pouczony tak, by w efekcie móc pewnie zaświadczać o roli miłości w życiu czlowieka. Jego słowa, którymi opisuje i przedstawia zasadę miłości, są od początku chrześcijaństwa najlepszym świadectwem i najwspanialszym opisem właśnie miłości. Nie wiedział o niej przebywając wśród Żydów, poznał ją w środowisku chrześcijan. Jego własne słowa stanowią po wsze czasy swoisty Hymn o miłości (1Kor 13, 1-8). Warto w wolnej chwili zajrzeć do Nowego Testamentu, by przypomnieć sobie ów ważny tekst jak i pozostałe, niemniej cenne:

 

Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzia dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. (...)

Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się,

Nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego,

Nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy,

Wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi,

Miłość nigdy nie ustaje!

Zrozumiałe może okazać się w tym momencie zadziwienie wielu z nas, iż tak trafne i cenne słowa zapisał człowiek, który początkowo nie był świadomy pojęcia, tak pięknie i wspaniałomyślnie przedstawionego przez niego samego w kilkunastu słowach. Nie tylko nas zadziwiały te wersety, podobne uczucie stało się udziałem ponad dwóch tysięcy lat pokoleniowej historii chrześcijaństwa. W zachwyt wpadały rzesze czytelników, gdy odczytywany był lub rozpowszechniany   Hymn  o  miłości autorstwa Apostoła Pawła. Nie zachwyt odbiorców jednak czy peany autorowi były motywem stworzenia tego tekstu a najprawdziwsze uczucie, którego żar nakazał Apostołowi wyrażenie się w taki właśnie sposób do mieszkańców Koryntu.

Co reprezentował sobą Korynt tamtych czasów? – duch całego świata, który nakazywał zdobywać swoje, gromadzić bez względu na wszystko, żyć pełnią rozpusty i zapominać o wyższych przejawach duszy, kierując się niskimi pobudkami ciała.

     Skąd taka krytyka, cóż to za słowa? Dawnego Koryntu już nie ma, po cóż więc toczyć pianę; może kieruje pragnienie osądzania pokoleń, które nie moga się obronić bo już nie istnieją? Nic bardziej mylnego. Fragment o miłości Apostoł kiedyś, jak Monaster współcześnie, kieruje do wiernych, by niektórzy z nich zrozumieli określone cechy i pojęcia. Rzeczywistość nazywana codziennością niekiedy wymyka się z jednorodności pojęć i niejednokrotnie przeistacza się w paradoksalność piekła na ziemi. Sami jesteśmy tego autorami. Miast boczyć się i osądzać, przyjrzyjmy się prawdziwemu pojęciu miłości – najważniejszego układu wewnętrznego w Bosko-ludzkim organizmie, jakim jest Cerkiew. Wszystko w Niej odbywa się i jest budowane na zasadzie miłości, którą opisał nam już dawno Apostoł Paweł. Sam przeżył duchowe oświecenie od Boga, jego słowa są więc najaktualniejsze, bo zawsze szczere. Nie my je wymyśliliśmy; cała Cerkiew je przyjęła i ich słucha – z miłości do Chrystusa. Przychodząc do świątyni i modląc się w niej, starajmy się zaświadczać o Cerkwi w codziennym życiu – nie będzie nigdy szare i bezkształtne, zawsze będzie wspaniałe i pełne znaczenia oraz kształtu Krzyża Jezusa Chrystusa, Któremu chwała na wieki. Amiń.

Dodano: 06 lipca 2012


© 2009 Monaster św. Onufrego w Jabłecznej