Odwiedzin: 99475
Święty Ojcze Onufry módl się za nami, Ikona świętego Onufrego

Artykuły
Яблочинский Листок № 17/2012
 

 

Turkowicka Ikona Bogarodzicy
/Turkowickaja Ikona Bożijej Matieri/

 

 

Turkowicka Ikona Matki Bożej jest jedną z najbardziej czczonych ikon na Chełmszczyźnie i Podlasiu. Jej historia sięga XIV w. W 1340 r. książę opolski Władysław objął w posiadanie zamek w Bełżcu. Około 1382 r. postanowił wywieźć stamtąd oraz z zamkowej cerkwi prawosławnej największe drogocenności. Wśród nich była Bełska (obecnie Częstochowska) Ikona Matki Bożej.

Po drodze zatrzymał się na odpoczynek w turkowickim zagajniku. Gdy książę chciał ruszyć w dalszą drogę, okazało się, że konie, które ciągnęły karetę, gdzie była ikona, nie chcą ruszyć. Wówczas wszyscy zrozumieli, że Bogarodzica chce, aby Jej ikona została na tym miejscu. Gdy wreszcie konie ruszyły, w miejscu, gdzie znajdowała się ikona pojawił się blask, który odzwierciedlił na płótnie wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem, bardzo podobny do Bełskiej (Częstochowskiej) Ikony Bogarodzicy. Wkrótce w tym miejscu wzniesiono męski monaster i nim umieszczono ikonę. Monaster został zamknięty przez unitów w 1789 r., i odrodził się w 1902 r. już jako żeński. W 1914 r. świętą ikonę ewakuowano wraz z mniszkami w głąb Rosji, gdzie ślad po niej zaginął. Z dalszych losów ikony wiadomo jedynie, że do 1941 r. znajdowała się w Kodniu pod Żytomierzem. Tymczasem w Turkowicach pozostała tylko wierna kopia tej ikony wykonana po rewolucji przez pisarza ikon z Hrubieszowa o nazwisku Ziń. W 1981 r., w zdewastowanej prawosławnej kapliczce cmentarnej znajdującej się na dziedzińcu Zespołu Szkół Rolicznych w Turkowicach, odnaleziono dwie ikony, z których jedna okazała się być wierną kopią słynnej Turkowickiej Ikony Matki Bożej. 15 lipca przeniesiono ją do cerkwi św. Mikołaja w Tomaszowie Lubelskim, a wiosną 1990 r. do Monasteru św. Onufrego w Jabłecznej.

Z chwilą odrodzenia się monastycznego życia w Turkowicach, gdzie od kilku lat tętni duchowym życiem Żeński Klasztor prawosławny, ikonę, która znajdowała się w naszym monasterze przekazaliśmy dla mniszek. Codzienna modlitwa przy niej oraz sprawowane nabożeństwa cyklu dobowego to warunek umieszczenia tej ikony w Turkowicach – w rzeczywistości zaś, był to jedyny warunek jej powrotu na ziemię, z której do nas przywędrowała.

Święto Turkowickiej Ikony Matki Bożej obchodzone jest w pierwszą niedzielę po 2/15 lipca.

W roku 1903, po prawie półtorawiekowej atrofii, reaktywowano życie monastyczne w Turkowicach. Monaster w latach 1903-1911 działał organizacyjnie w strukturze klasztoru żeńskiego w niedalekiej Radecznicy. Jednak stały kult Matki Bożej wśród miejscowej ludności, dawność (1382 rok) tutejszej tradycji jak i starania arcybiskupa Eulogiusza (Gieorgijewskiego) oraz jego wsparcie kanoniczne i materialne zaowocowały samodzielnością i prężnością życia monastycznego w tym zakątku Hrubieszowszczyzny. W latach 1906-1909 monaster stał się na tyle samodzielny, że mógł stanowić nie tylko miejsce kultu, lecz także stać się ośrodkiem duszpasterskim i kulturalno-oświatowym. W 1910 r. otwarto żeńskie seminarium nauczycielskie, następnie szkołę agronomiczną, sierociniec i szpitalik. Trzydzieści tysięcy pielgrzymów w dniu odpustu na łąkowo-lesistym terenie, okalającym pięciokopułową cerkiew, było sukcesem biskupa i tradycji cerkiewnej. W latach 1914-1915 monaster ewakuowano do klasztoru św.św. Marty i Marii w Moskwie, a cudotwórcza ikona zaginęła. Gdy kilka sióstr powróciło w 1919 roku z bieżeństwa, gospodyniami klasztoru były siostry Służebniczki NMP, prowadzące sierociniec, szkołę i przytułek dla kalek. Po wojnie polsko-bolszewickiej, której front latem 1920 r. z całą siłą tędy się przetoczył, trwały próby odzyskania części terenu i niektórych zabudowań klasztoru. Prawosławne siostry rozproszyły się po różnych parafiach i monasterach (np. Warszawa, Zimno), a pierwsza skromna uroczystość odbyła się w dniu 14 lipca 1924 r. Kolejne śmielsze próby podjęto, gdy na panewce spaliły próby akomodacji kultu przez neounię w latach 1925-1926.

Po 1927 roku społeczność Turkowic i najbliższych okolic Chełmszczyzny postanowiła z determinacją wziąć na swoje barki odbudowę prawosławnej tradycji. Hrubieszowskiemu artyście Tomaszowi Zinowi zlecono wykonanie kopii cudotwórczej Ikony Matki Bożej. Malarz nie tylko odtworzył obraz, lecz także wyrzeźbił w drewnie i pokrył złotymi listkami ryzę. Turkowiczanie przygotowali w cerkiewce kiot, gdzie umieszczono ikonę.

Warszawski Konsystorz Duchowny wydelegował hieromnicha Serafina (Samojlika), pochodzącego z sąsiednich Tyszowiec, który podjął pracę duszpasterską w Turkowicach. W ten sposób zaczął się odradzać kult Turkowickiej Ikony Matki Bożej, przyciągający na uroczystości i na co dzień licznych wiernych z historycznej Chełmszczyzny, Podlasia i terenów zabużańskiego Wołynia.
Odradzanie się życia prawosławnego w Turkowicach w międzywojniu pozostawało pod wnikliwą obserwacją władz państwowych, a także organów bezpieczeństwa. Przechwytywano pisma urzędowe i listy, podstawiano szpicli, próbowano nakłaniać duchownych do informowania o poczynaniach „czynników cerkiewnych”. Z przechwyconych dokumentów-listów władze mogły dowiedzieć się m.in., że o. Atanazy (Martos) zaangażował do pracy nad odtworzeniem życia monastycznego posłusznicę Animansę z monasteru w Zimnie (lata 1933-1934). Blokowano i cenzurowano korespondencję do ihumenii Magdaleny (Trojczuk), o. Józefa (Zabarnego), o. Smaragda (Bucharca), archimandryty Aleksego (Aleksandra Ostaszewskiego z Dubna w woj. lwowskim), o. Atanazego (Bokijewicza). W Archiwum Państwowym w Lublinie znajdujemy m.in. pismo UWL do Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z 14 maja 1934 roku, gdzie czytamy: Akcja założenia klasztoru prawosławnego w Turkowicach prowadzona jest bardzo intensywnie. Według uzyskanych informacji, prawosławni zgadzają się zapłacić Makomackiemu po 3000 zł za morgę pod plac na klasztor. Oprócz tego duch. Zabarny prowadzi pertraktacje z administratorem majątku Turkowice Stanisławem Rasińskim, który chce sprzedać grunt po 1000 zł za morgę, jednak stawia warunek, że sprzeda cały kawałek ziemi, wynoszący około 20 morgów, na co Zabarny nie może się zdecydować.

Już w 1924 roku w Ubrodowicach doszło do krwawych bratobójczych starć pomiędzy ludnością prawosławną a rzymskokatolicką. Główną przyczyną było wyświęcenie cerkwi na kościół, ale w podtekście było też oszustwo (według dzisiejszych pojęć: intryga) w sprawie Turkowic. „Księża z Lublina”, jak określano misjonarzy obrządku łacińskiego, wspieranych przez duchownych i działaczy grekokatolickich, chcących utworzyć Ukrainę w Cerkwi, skoro upadała Cerkiew na Ukrainie, usiłowali nadać wschodniochrześcijańskiej tradycji Turkowic koloryt łaciński lub adaptować kult ikony i święto, w celu włączenia zruszczonych przez prawosławną Rosję Polaków (...) do jedynego prawdziwego, nieschizmatyckiego, prawowiernego, trwającego przy Stolicy Apostolskiej Kościoła rzymskokatolickiego. Miało się to dokonać nawet za cenę utworzenia odrębnego „Ukraińskiego Kościoła obrządku łacińskiego” (później: Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie – przyp. GJP) i ewentualnie „utrącenia” części ziem Rzeczypospolitej dla autonomii ukraińskiej, byleby wiodące politycznie czynniki wśród Ukraińców poparły wyrugowanie „moskiewskich popów” i prawosławia z terenów polskich, a przynajmniej „za Bug”.
14 i 15 lipca 1928 roku z powodu choroby oraz niebezpiecznie nabrzmiałych stosunków między państwem a Cerkwią metropolita Dionizy (Waledyński) nie mógł przybyć do Turkowic, ale delegował arcybiskupa Aleksego (Gromadzkiego). Wojewoda, Okręgowy Urząd Policji Politycznej i Wydział Społeczno-Polityczny Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie nie były w stanie zapobiec obchodom. Władyka Aleksy przewodniczył św. Liturgii o godz. 9 w Hrubieszowie, gdzie dokonał poświęcenia kopii Turkowickiej Ikony Matki Bożej. Tego samego dnia modlił się w cerkwiach w Moniatyczach, Kułakowicach, Ubrodowicach i Czartowcach. Po noclegu u proboszcza w Husynnem celebrował nabożeństwo w Turkowicach przed kaplicą cmentarną, gdzie na prestole umieszczono kopię Turkowickiej Ikony Matki Bożej. W uroczystości uczestniczyło dwanaście tysięcy wiernych. W tej liczbie było około tysiąca czcicieli Matki Bożej Turkowickiej wyznania rzymskokatolickiego.
W 1929 roku, w wyniku protestu wiernych, władze administracyjne województwa lubelskiego zezwoliły na dokończenie budowy drewnianej cerkiewki w celu umieszczenia w niej kopii ikony. Czasownię wyświęcił 13 lipca 1930 roku arcybiskup grodzieński Aleksy. Metropolita Dionizy 25 września 1931 roku kanonicznie i oficjalnie delegował do Turkowic nieetatowego hieromnicha Atanazego (Martosa), celem objęcia zarządu nad cerkwią i utworzenia przy niej domu zakonnego, podporządkowanego monasterowi  św. Onufrego Wielkiego w Jabłecznej. Dziekanem tegoż monasteru był wówczas archimandryta Sawa (Sowietow), od 3 kwietnia 1932 roku  biskup lubelski, wikariusz diecezji warszawsko-chełmskiej.

 

Za: www.lublin.cerkiew.pl oraz: www.przegladprawoslawny.pl

Dodano: 08 lipca 2012

Яблочинский Листок № 16/2012

Bóg jest miłością.

Każdy człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże, więc prosty stąd wniosek, iż cnota miłości także jest założona w każdym z ludzi. Miłość przewyższa wszelkie cnoty, jest najważniejszym osiągnięciem, które może stać się udziałem człowieka. O miłości najwspanialej wyraził się Apostoł Paweł, który jako młody Szaweł nie wiedział o niej wcale. Prawo, dla którego racją i najwyższym świadectwem wiary było umyślne gubienie zbawiających się wiarą w Chrystusa chrześcijan, było jego prawem. Działał i żył w obrębie jego postanowień, nie wiedział i nawet nie pragnął bliżej dowiedzieć się o tych, których kazano mu prześladować. Był niezwykle obeznany z nakazami i zakazami Starego Testamentu, z pouczeniami rabinów oraz wewnętrznym statutem, etosem Izraelitów tego okresu historycznego. Znał literaturę i dzieła antyczne, uchodził za wielkiego człowieka a jego zadania były świętymi dokonaniami ku chwale całego wielkiego Izraela!

Do czasu, aż łaska Boża przemieniła go w najgorliwszego z chrześcijan, największego z Apostołów – do tego czasu miotał się z pianą nienawiści wyszukując niejednokrotnie ukrywające się grupki zastraszonych ale mężnych pierwszych chrześcijan. W środowisku jemu podobnych uchodził za ikonę wyznawcy judaizmu, wśród chrześcijan wieść o jego wizycie zawsze budziła zasłużony strach ale i nadzieję na szybsze spotkanie z Jezusem Chrystusem w niebie. Rozlew  męczeńskiej  krwi  chrześcijan z jednej strony oznaczał agresję świata pozbawionego miłości na ten, który właśnie ze względu na miłość dał setki tysięcy męczenników za wiarę. Z drugiej jednak strony chaos świata nie wpłynął w większym stopniu na miłość kultywowaną w Cerkwi. Pierwsze Liturgie odprawiane były w katakumbach nie tylko ze względu na prześladowania – sprawowano je na grobach zabitych chrześcijan – nowych męczenników za wiarę w Ukrzyżowanego Jezusa. Do dziś w cerkwiach na całym świecie w specjalnej chuście na Ołtarzu – Antymensionie – liturgicznie wszywane są relikwie świętych podczas sprawowania obrzędu poświęcenia świątyni. W Jabłecznej na głównym Ołtarzu znajdują się cząsteczki relikwii św. Onufrego Wielkiego z IV w. Wszystko to z miłości, ponieważ Mistyczne Ciało Jezusa Chrystusa, jakim jest Cerkiew to właśnie miłość.

Stary Zakon i wszelkie przepisy rabinackie pozbawione były miłości, dlatego też zostały tak krytycznie potraktowane w pouczeniach Jezusa Chrystusa, zapisanych na kartach Nowego Testamentu. ..miłości chcę, nie ofiary... to znamienne słowa Syna Bożego, które określają drogę każdego chrześcijanina. Wiemy, iż ofiara to wspaniała rzecz, ofiarność jednych buduje doskonałość innych; jednak miłość przewyższa nawet tę i jednocześnie ją wyprzedza: by zaistniała ofiara musi pojawić się miłość, ofiara to cząstka miłości z niej wypływająca.

Stary Testament nie znał tego zasadniczego przełożenia. Tam ofiara oznaczała rytualne działanie, które swą jałowością wysuszyło z czasem pojęcie samej ofiary. Gdyby wprowadzić odpowiedni skrót lingwistyczny, który odpowiadałby znaczeniu starotestamentowej ofiary, z pewnością możnaby mówić o bezdusznym i niezrozumiałym nakazie, który niczemu nie służy i nic nie znaczy..

Ze względu na brak miłości przyszły Apostoł pogan, jeszcze jako Szaweł, z lubością przyglądał się męczeństwu

św. diakona Stefana i nie rozumiał jego męstwa. Ze względu na miłość Boga do człowieka, ten sam Apostoł został w cudowny sposób pouczony tak, by w efekcie móc pewnie zaświadczać o roli miłości w życiu czlowieka. Jego słowa, którymi opisuje i przedstawia zasadę miłości, są od początku chrześcijaństwa najlepszym świadectwem i najwspanialszym opisem właśnie miłości. Nie wiedział o niej przebywając wśród Żydów, poznał ją w środowisku chrześcijan. Jego własne słowa stanowią po wsze czasy swoisty Hymn o miłości (1Kor 13, 1-8). Warto w wolnej chwili zajrzeć do Nowego Testamentu, by przypomnieć sobie ów ważny tekst jak i pozostałe, niemniej cenne:

 

Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzia dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. (...)

Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się,

Nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego,

Nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy,

Wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi,

Miłość nigdy nie ustaje!

Zrozumiałe może okazać się w tym momencie zadziwienie wielu z nas, iż tak trafne i cenne słowa zapisał człowiek, który początkowo nie był świadomy pojęcia, tak pięknie i wspaniałomyślnie przedstawionego przez niego samego w kilkunastu słowach. Nie tylko nas zadziwiały te wersety, podobne uczucie stało się udziałem ponad dwóch tysięcy lat pokoleniowej historii chrześcijaństwa. W zachwyt wpadały rzesze czytelników, gdy odczytywany był lub rozpowszechniany   Hymn  o  miłości autorstwa Apostoła Pawła. Nie zachwyt odbiorców jednak czy peany autorowi były motywem stworzenia tego tekstu a najprawdziwsze uczucie, którego żar nakazał Apostołowi wyrażenie się w taki właśnie sposób do mieszkańców Koryntu.

Co reprezentował sobą Korynt tamtych czasów? – duch całego świata, który nakazywał zdobywać swoje, gromadzić bez względu na wszystko, żyć pełnią rozpusty i zapominać o wyższych przejawach duszy, kierując się niskimi pobudkami ciała.

     Skąd taka krytyka, cóż to za słowa? Dawnego Koryntu już nie ma, po cóż więc toczyć pianę; może kieruje pragnienie osądzania pokoleń, które nie moga się obronić bo już nie istnieją? Nic bardziej mylnego. Fragment o miłości Apostoł kiedyś, jak Monaster współcześnie, kieruje do wiernych, by niektórzy z nich zrozumieli określone cechy i pojęcia. Rzeczywistość nazywana codziennością niekiedy wymyka się z jednorodności pojęć i niejednokrotnie przeistacza się w paradoksalność piekła na ziemi. Sami jesteśmy tego autorami. Miast boczyć się i osądzać, przyjrzyjmy się prawdziwemu pojęciu miłości – najważniejszego układu wewnętrznego w Bosko-ludzkim organizmie, jakim jest Cerkiew. Wszystko w Niej odbywa się i jest budowane na zasadzie miłości, którą opisał nam już dawno Apostoł Paweł. Sam przeżył duchowe oświecenie od Boga, jego słowa są więc najaktualniejsze, bo zawsze szczere. Nie my je wymyśliliśmy; cała Cerkiew je przyjęła i ich słucha – z miłości do Chrystusa. Przychodząc do świątyni i modląc się w niej, starajmy się zaświadczać o Cerkwi w codziennym życiu – nie będzie nigdy szare i bezkształtne, zawsze będzie wspaniałe i pełne znaczenia oraz kształtu Krzyża Jezusa Chrystusa, Któremu chwała na wieki. Amiń.

Dodano: 06 lipca 2012

Яблочинский Листок № 15/2012
 

Święty IGNACY JABŁECZYŃSKI, mnich męczennik (Prepodobnomuczenikmuczenik Ignatij Jabłoczynskij), 28 lipca/10 sierpnia (przenoszone na drugą niedzielę czerwca) i pierwsza niedziela czerwca (wg nowego stylu).

Męczennik Ignacy urodził się w latach 60-tych XIX wieku. Poczuł powołanie do życia mniszego i miejscem jego zmagań duchowych stał się monaster św. Onufrego w Jabłecznej - twierdza prawosławia na lewym brzegu Bugu. Przyjął postrzyżyny mnisze otrzymując imię Ignacy.

W okresie międzywojennym mnich Ignacy był jednym z najstarszych wśród braci monasterskiej i cieszył się autorytetem wśród okolicznej ludności prawosławnej. Okres wielkiej próby przyszedł dla niego, jak i dla wszystkich mnichów monasteru w Jabłecznej, w latach drugiej wojny światowej. Monaster działał wówczas w niezwykle trudnych warunkach.

Najbardziej dramatycznym momentem w jego wojennych dziejach stała się noc z 9 na 10 sierpnia 1942 r., kiedy oddział wojskowy dokonał napadu na monaster. Napastnicy podpalili zabudowania monasterskie, nie pozwalali mnichom ugasić pożaru grożąc im rozstrzelaniem. Część mnichów, w tym św. Ignacy, ukryła się w monasterskim sadzie. Jednak św. Ignacy powrócił, wszedł na dzwonnicę i zaczął dzwonić na trwogę.

Przyjął męczeńską śmierć stając w obronie monasteru.

Męczennik Ignacy pochowany został na cmentarzu monasterskim. Wiosną 2003 r. otwarto grób świętego. Relikwie św. męczennika Ignacego umieszczono w soborze św. Onufrego w Jabłecznej.

Imię Ignacy powstało prawdopodobnie z łacińskiego słowa ignis - ogień.

Żywot świętego Onufrego opisuje jego uczeń Pafnucjusz. Oto jego słowa: Kiedy wędrowałem po pustyni, zbliżyłem się do pewnej góry i wówczas zauważyłem zbliżającego się w moim kierunku człowieka. Wygląd miał niesamowity. Cały był pokryty włosami posiwiałymi ze starości, w biodrach przepaska z liści i starej wysłużonej koźlej skóry. Przestraszył mnie taki wygląd, więc w pośpiechu wszedłem nieco wyżej, na wyższy kamień. On natomiast podszedł do miejsca, gdzie wcześniej stałem i usiadł, by trochę odpocząć. Spojrzałem na niego z bliska. Był bardzo stary. Ciało niezmiernie wyniszczone, natomiast wyraz twarzy był bardzo dobrotliwy. Chwilę trwał w milczeniu, potem podniósłszy głowę powiedział przyjaźnie: Podejdź do mnie człowieku Boży, jesteśmy do siebie podobni. Z radością więc podszedłem do niego, upadłem na kolana i ukłoniłem się do ziemi. Usłyszałem wtedy te słowa: Wstań, synu mój, sługo Chrystusowy, Pafnucjuszu.

Zawiązała się przyjazna rozmowa, w czasie której Onufry opowiadał, w jaki sposób dotarł do tego miejsca i dlaczego został na pustyni. Po tej rozmowie Pafnucjusz zapytał Świętego    o początkowe trudy pustelniczego życia, o pierwsze chwile w ubogiej pustelni. W odpowiedzi usłyszał: Wierz mi bracie, że to był bardzo wielki trud. Cierpiałem głód i znosiłem straszne pragnienie. Z jedzenia często miałem tylko trawę pustynną. Pragnienie gasiłem rosą. W dzień dokuczała mi spiekota, nocą zaś chłód. Mokłem w deszczu i wiele innych mąk przecierpiałem. Miłosierny Bóg widząc moje całkowite poświęcenie, znojne życie pustelnicze, post, głód i pragnienie, posłał Anioła, by czuwał nade mną, przynosząc trochę chleba i wody dla zachowania mnie przy życiu. I tak minęło 30 lat. Po upływie tego czasu Bóg podarował mi inny pokarm. W pobliżu mojej pieczary wyrosło daktylowe drzewo z dwunastoma konarami. Każdy z nich owocował przez miesiąc, dostarczając mi owoców na pokarm. Zmieniał się miesiąc, zmieniał się i konar owocowania.  A że Bóg nie zapomina o swoich sługach, pojawiło się  źródełko czystej wody. Było i tak, że anioł przynosił mi chleb. Na pytanie Pafnucjusza, czy przyjmuje Najświętszy Sakrament odpowiedział: Anioł przynosi mi kielich z Ciałem i Krwią Chrystusa i serce moje napełnia się wtedy wielką radością. Po tym Onufry poprosił przybysza, aby zobaczył jego pustelnię. Skierowali się więc do miejsca, gdzie mieszkał. Z dala dało się widzieć daktylowe drzewo. Byli blisko celu. Przed wejściem do pieczary pomodlili się i dopiero po wypowiedzeniu słowa amiń weszli do środka.

Długo rozmawiali o radości i szczęściu, które zsyła Bóg, a także o celu życie pustelniczego; niepostrzeżenie upłynął dzień, a kiedy zaczęło się  ściemniać Pafnucjusz zobaczył obok siebie przygotowany chleb i wodę. Starzec rzekł: Posil się nieco, bo widzę, że jesteś wycieńczony głodem. Podzielili się chlebem. Jedli i nasycili się; pozostały okruchy. Napili się wody i podziękowali Bogu za posiłek. Noc spędzili na modlitwie. O świcie Pafnucjusz był zdumiony, kiedy zobaczył jaśniejące oblicze świętego Onufrego. Nie lękaj się – usłyszał – Bóg posłał cię, abyś mnie złożył do grobu, gdyż dzisiaj odejdę w życie wieczne, do Chrystusa - mojego Pana. Do Niego chciałem się upodobnić. Jemu przypodobać. Pożegnawszy się z Pafnucjuszem, Święty modlił się gorliwie. Wołał słowami Psalmu: Pokrop mnie hizopem, a stanę się czysty, obmyj mnie, a nad  śnieg wybieleję. Boże, moją ofiarą jest duch skruszony, pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz. Słońce chyliło się na drugą stronę...  Twarz stała się jakaś inna, rozjaśniona, szczęśliwa. Do Pafnucjusza dotarły słowa modlitwy, już ostatniej: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego.

Nad pustelnią rozległy się głosy Aniołów wielbiących Boga i unieśli duszę świętego Onufrego przed Oblicze Chrystusa Pana.

Po jakimś czasie Pafnucjusz oderwał podszewkę ze swego ubrania i okrył ciało zmarłego. Nie posiadał żadnych narzędzi do wykopania grobu. Z pomocą przychodzi Boża Opatrzność, która sprawia, że z pustyni przybiegają dwa lwy, ryją dół i oddalają się. W ten właśnie dół składa ciało, pokrywa kamieniami, by zabezpieczyć je przed zwierzętami. W ikonografii św. Onufrego przedstawia się z długimi włosami i brodą. Jego atrybutami są: anioł z Kielichem, czaszka, grota przy źródle, dwa lwy kopiące mu dół, korona, kruk z chlebem w dziobie, krzyż w dłoni; duży, stojący krzyż, łańcuch wokół go opasujący.

Kult wizerunku św. Onufrego ma swój początek w cudownym pojawieniu się nad rzeką Bug. Jak głoszą ludowe przekazy, nad Bugiem, gdzie obecnie wznosi się monaster, ukazał się zaskoczonym rybakom św. Onufry i powiedział, że w tym miejscu będzie sławione jego imię. Niedługo po tym  wydarzeniu przypłynęła Ikona Świętego. W miejsce cudu przybyła procesja z prawosławnym kapłanem, a po kilku zaledwie dniach stanęła w tym miejscu kapliczka i w niej umieszczono obraz. 

Na pamiątkę odzyskania ikon św. Onufrego i Bogurodzicy (po zrabowaniu ich w nocy z 21 na 22 września 1990 r.) i umieszczenia ich ponownie w cerkwi 4 i 5 września 1994 r. ustanowiono lokalne święto obchodzone w pierwszą niedzielę września.

Obecnie w każdy piątek celebrowany jest Akatyst do Św. Onufrego Wielkiego, a każdej niedzieli - Akatyst ku Zwiastowaniu Najświętszej Marii Pannie.

Jabłeczna ożywa również 24 i 25 czerwca, gdyż przybywają wtedy tłumy wiernych na Dzień Świętego Onufrego. Po wieczornym nabożeństwie i nocnym czuwaniu w cerkwi około 3 rano  odbywa się procesja w stronę kaplicy Świętego Ducha.

Dodano: 17 czerwca 2012


© 2009 Monaster św. Onufrego w Jabłecznej