Odwiedzin: 98772
Święty Ojcze Onufry módl się za nami, Ikona świętego Onufrego

Artykuły
Яблочинский Листок № 15/2012
 

Święty IGNACY JABŁECZYŃSKI, mnich męczennik (Prepodobnomuczenikmuczenik Ignatij Jabłoczynskij), 28 lipca/10 sierpnia (przenoszone na drugą niedzielę czerwca) i pierwsza niedziela czerwca (wg nowego stylu).

Męczennik Ignacy urodził się w latach 60-tych XIX wieku. Poczuł powołanie do życia mniszego i miejscem jego zmagań duchowych stał się monaster św. Onufrego w Jabłecznej - twierdza prawosławia na lewym brzegu Bugu. Przyjął postrzyżyny mnisze otrzymując imię Ignacy.

W okresie międzywojennym mnich Ignacy był jednym z najstarszych wśród braci monasterskiej i cieszył się autorytetem wśród okolicznej ludności prawosławnej. Okres wielkiej próby przyszedł dla niego, jak i dla wszystkich mnichów monasteru w Jabłecznej, w latach drugiej wojny światowej. Monaster działał wówczas w niezwykle trudnych warunkach.

Najbardziej dramatycznym momentem w jego wojennych dziejach stała się noc z 9 na 10 sierpnia 1942 r., kiedy oddział wojskowy dokonał napadu na monaster. Napastnicy podpalili zabudowania monasterskie, nie pozwalali mnichom ugasić pożaru grożąc im rozstrzelaniem. Część mnichów, w tym św. Ignacy, ukryła się w monasterskim sadzie. Jednak św. Ignacy powrócił, wszedł na dzwonnicę i zaczął dzwonić na trwogę.

Przyjął męczeńską śmierć stając w obronie monasteru.

Męczennik Ignacy pochowany został na cmentarzu monasterskim. Wiosną 2003 r. otwarto grób świętego. Relikwie św. męczennika Ignacego umieszczono w soborze św. Onufrego w Jabłecznej.

Imię Ignacy powstało prawdopodobnie z łacińskiego słowa ignis - ogień.

Żywot świętego Onufrego opisuje jego uczeń Pafnucjusz. Oto jego słowa: Kiedy wędrowałem po pustyni, zbliżyłem się do pewnej góry i wówczas zauważyłem zbliżającego się w moim kierunku człowieka. Wygląd miał niesamowity. Cały był pokryty włosami posiwiałymi ze starości, w biodrach przepaska z liści i starej wysłużonej koźlej skóry. Przestraszył mnie taki wygląd, więc w pośpiechu wszedłem nieco wyżej, na wyższy kamień. On natomiast podszedł do miejsca, gdzie wcześniej stałem i usiadł, by trochę odpocząć. Spojrzałem na niego z bliska. Był bardzo stary. Ciało niezmiernie wyniszczone, natomiast wyraz twarzy był bardzo dobrotliwy. Chwilę trwał w milczeniu, potem podniósłszy głowę powiedział przyjaźnie: Podejdź do mnie człowieku Boży, jesteśmy do siebie podobni. Z radością więc podszedłem do niego, upadłem na kolana i ukłoniłem się do ziemi. Usłyszałem wtedy te słowa: Wstań, synu mój, sługo Chrystusowy, Pafnucjuszu.

Zawiązała się przyjazna rozmowa, w czasie której Onufry opowiadał, w jaki sposób dotarł do tego miejsca i dlaczego został na pustyni. Po tej rozmowie Pafnucjusz zapytał Świętego    o początkowe trudy pustelniczego życia, o pierwsze chwile w ubogiej pustelni. W odpowiedzi usłyszał: Wierz mi bracie, że to był bardzo wielki trud. Cierpiałem głód i znosiłem straszne pragnienie. Z jedzenia często miałem tylko trawę pustynną. Pragnienie gasiłem rosą. W dzień dokuczała mi spiekota, nocą zaś chłód. Mokłem w deszczu i wiele innych mąk przecierpiałem. Miłosierny Bóg widząc moje całkowite poświęcenie, znojne życie pustelnicze, post, głód i pragnienie, posłał Anioła, by czuwał nade mną, przynosząc trochę chleba i wody dla zachowania mnie przy życiu. I tak minęło 30 lat. Po upływie tego czasu Bóg podarował mi inny pokarm. W pobliżu mojej pieczary wyrosło daktylowe drzewo z dwunastoma konarami. Każdy z nich owocował przez miesiąc, dostarczając mi owoców na pokarm. Zmieniał się miesiąc, zmieniał się i konar owocowania.  A że Bóg nie zapomina o swoich sługach, pojawiło się  źródełko czystej wody. Było i tak, że anioł przynosił mi chleb. Na pytanie Pafnucjusza, czy przyjmuje Najświętszy Sakrament odpowiedział: Anioł przynosi mi kielich z Ciałem i Krwią Chrystusa i serce moje napełnia się wtedy wielką radością. Po tym Onufry poprosił przybysza, aby zobaczył jego pustelnię. Skierowali się więc do miejsca, gdzie mieszkał. Z dala dało się widzieć daktylowe drzewo. Byli blisko celu. Przed wejściem do pieczary pomodlili się i dopiero po wypowiedzeniu słowa amiń weszli do środka.

Długo rozmawiali o radości i szczęściu, które zsyła Bóg, a także o celu życie pustelniczego; niepostrzeżenie upłynął dzień, a kiedy zaczęło się  ściemniać Pafnucjusz zobaczył obok siebie przygotowany chleb i wodę. Starzec rzekł: Posil się nieco, bo widzę, że jesteś wycieńczony głodem. Podzielili się chlebem. Jedli i nasycili się; pozostały okruchy. Napili się wody i podziękowali Bogu za posiłek. Noc spędzili na modlitwie. O świcie Pafnucjusz był zdumiony, kiedy zobaczył jaśniejące oblicze świętego Onufrego. Nie lękaj się – usłyszał – Bóg posłał cię, abyś mnie złożył do grobu, gdyż dzisiaj odejdę w życie wieczne, do Chrystusa - mojego Pana. Do Niego chciałem się upodobnić. Jemu przypodobać. Pożegnawszy się z Pafnucjuszem, Święty modlił się gorliwie. Wołał słowami Psalmu: Pokrop mnie hizopem, a stanę się czysty, obmyj mnie, a nad  śnieg wybieleję. Boże, moją ofiarą jest duch skruszony, pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz. Słońce chyliło się na drugą stronę...  Twarz stała się jakaś inna, rozjaśniona, szczęśliwa. Do Pafnucjusza dotarły słowa modlitwy, już ostatniej: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego.

Nad pustelnią rozległy się głosy Aniołów wielbiących Boga i unieśli duszę świętego Onufrego przed Oblicze Chrystusa Pana.

Po jakimś czasie Pafnucjusz oderwał podszewkę ze swego ubrania i okrył ciało zmarłego. Nie posiadał żadnych narzędzi do wykopania grobu. Z pomocą przychodzi Boża Opatrzność, która sprawia, że z pustyni przybiegają dwa lwy, ryją dół i oddalają się. W ten właśnie dół składa ciało, pokrywa kamieniami, by zabezpieczyć je przed zwierzętami. W ikonografii św. Onufrego przedstawia się z długimi włosami i brodą. Jego atrybutami są: anioł z Kielichem, czaszka, grota przy źródle, dwa lwy kopiące mu dół, korona, kruk z chlebem w dziobie, krzyż w dłoni; duży, stojący krzyż, łańcuch wokół go opasujący.

Kult wizerunku św. Onufrego ma swój początek w cudownym pojawieniu się nad rzeką Bug. Jak głoszą ludowe przekazy, nad Bugiem, gdzie obecnie wznosi się monaster, ukazał się zaskoczonym rybakom św. Onufry i powiedział, że w tym miejscu będzie sławione jego imię. Niedługo po tym  wydarzeniu przypłynęła Ikona Świętego. W miejsce cudu przybyła procesja z prawosławnym kapłanem, a po kilku zaledwie dniach stanęła w tym miejscu kapliczka i w niej umieszczono obraz. 

Na pamiątkę odzyskania ikon św. Onufrego i Bogurodzicy (po zrabowaniu ich w nocy z 21 na 22 września 1990 r.) i umieszczenia ich ponownie w cerkwi 4 i 5 września 1994 r. ustanowiono lokalne święto obchodzone w pierwszą niedzielę września.

Obecnie w każdy piątek celebrowany jest Akatyst do Św. Onufrego Wielkiego, a każdej niedzieli - Akatyst ku Zwiastowaniu Najświętszej Marii Pannie.

Jabłeczna ożywa również 24 i 25 czerwca, gdyż przybywają wtedy tłumy wiernych na Dzień Świętego Onufrego. Po wieczornym nabożeństwie i nocnym czuwaniu w cerkwi około 3 rano  odbywa się procesja w stronę kaplicy Świętego Ducha.

Dodano: 17 czerwca 2012

Яблочинский Листок № 14/2012
 

Hristo1sL woskre1se

woi1stinu woskre1se !!!

Niedziela VI po święcie Paschy Chrystusa, o ślepcu – mówi nam o realnym wydarzeniu, które miało miejsce za życia i działalności na ziemi Jezusa Chrystusa. Dziś stanowi niezwykłe wspomnienie, liturgicznie przeżywane przez nas w świątyni nowotestamentowej, zupełnie niepodważalny cud uzdrowienia w niespotykany nigdzie sposób. Tak właśnie może uzdrawiać jedynie Stwórca.

Ostatnia niedziela, która wpisana jest w świąteczny cykl Paschy Chrystusa zawiera świadectwo niewyobrażalnego cudu, graniczącego niemalże z pojęciem wskrzeszenia człowieka. Powołanie do życia zmarłego, jak Łazarza w Betanii, podkreśla niezwykłą moc Słowa Bożego i Jego siły; uzdrowienie ślepego od urodzenia człowieka, który nie miał wykształconych narządów wzroku – przy pomocy ziemi i śliny – zadziwia nas w zupełności. Niezwykle trudno oprzeć się pokusy niedowiarstwa dziś, w czasach, gdy medycyna ciągle się rozwija a jej zakres możliwości pomocy ludziom chorym przechodzi najśmielsze oczekiwania.

Ludzie współcześni boją się chorób, niezwykle boją się ślepoty, nie wyobrażają sobie życia bez możliwości oglądania świata fizycznego. Ewangelia, którą w dzisiejszym dniu przedkłada nam Cerkiew, mówi jednak o prawdziwym pojęciu uzdrowienia: fizycznym i duchowym. Takie jest zawsze przesłanie słów zapisanych przez świętych Ewangelistów oraz taki wymiar w Nowym Testamencie posiada cały tekst, wszelkie proroctwa i opisy ze Starego Testamentu. Podchodząc do nich w tym świetle, zawsze odkrywa się kolejny obraz duchowych zależności w naszej duszy. Dobrze jest pamiętać o pierwowzorze takich rozważań, który już od pierwszego dnia Wielkiego Postu rozbrzmiewał w świątyniach jako Wielki Kanon Pokutny autorstwa św. Andrzeja z Krety. To w tym tekście odnajdujemy porównania wielu wydarzeń starotestamentowych do zasad, którymi rządzi się świat duchowy. To tam, właśnie, znajduje się alfabet życia duchowego każdego wierzącego prawosławnego chrześcijanina.

Każdy ze świętych Ojców pozostawił po sobie wskazówki życia duchowego; mamy niepowtarzalną możliwość zbierania ich i kontemplacji w celu wzmożonej pracy nad samym sobą. Działając w ten sposób zaaplikujemy sobie lekarstwa przeciwko duchowej ślepocie, która – wg całej ascetyki Wschodu i Zachodu – jest najgorszą z chorób.

Niejednokrotnie bywa tak, iż kierowanie się jedną i tą samą zasadą duchowego wyboru, staje się w efekcie najsilniejszą bronią przeciwko ograniczeniom ze strony świata duchów zła. Człowiek, który poddawany bywa najrzeróżniejszym sytuacjom i pokusom, w najprostszy sposób wielu z nich nie przyjmuje do wiadomości, inne odrzuca i nie powraca do nich myślami, z innymi walczy, zgodnie z kanonem duchowego postępowania, jaki sam wybrał w swym życiu. Od nas samych zależy jak postąpimy, toteż wspaniałomyślnym jest w dniu dzisiejszym zapoznanie się z dosłownym tłumaczeniem na język polski fragmentu Ewangelii na dziś:

Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale /stało się tak/, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata. To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloam - co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze? Jedni twierdzili: Tak, to jest ten, a inni przeczyli: Nie, jest tylko do tamtego podobny. On zaś mówił: To ja jestem. Mówili więc do niego: Jakżeż oczy ci się otwarły? On odpowiedział: Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: Idź do sadzawki Siloam i obmyj się. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem. Rzekli do niego: Gdzież On jest? On odrzekł: Nie wiem. Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu. Inni powiedzieli: Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki? I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy? Odpowiedział: To prorok. Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi? Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: Ma swoje lata, jego samego zapytajcie! Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem. Na to odpowiedział: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę. Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy? Odpowiedział im: Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami? Wówczas go zelżyli i rzekli: Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi. Na to odpowiedział im ów człowiek: W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić. Na to dali mu taką odpowiedź: Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać? I precz go wyrzucili. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon.

Dodano: 20 maja 2012

Яблочинский Листок № 13/2012
 

Wraz z nastaniem radosnych i pełnych światła świąt Paschy Chrystusowej, wstąpiliśmy w szczególny okres wiosny. Jest to czas siania, sadzenia i wszelakiej dbałości o to, co samo o siebie zadbać nie może a okazuje się później wielce przydatne. Wszelkie prace polowe, w ogrodzie czy sadzie są na miejscu; każdy gospodarz porządkuje otoczenie, które wraz z upływem czasu przeobrazi się w zielony zagajnik, kwitnący sad czy zieloną łąkę albo zbożowe pole.

Pascha Jezusa Chrystusa to motor napędzający naszą wiarę. Dzięki temu wydarzeniu mamy możliwość poczucia się bliżej Boga. Oglądamy światłe nabożeństwa, uczestniczymy w nich i każdy z nas uświadamia sobie jak dalece znajduje się od Źródła, jakim jest Miłujący człowieka Chrystus.

Podobnie, jak w dni Wielkiego Postu każda niedziela była poświęcona kolejnym wydarzeniom bądź szczególnym postaciom świętych, tak też teraz, w paschalnym okresie radości każda niedziela skłania nas do zwrócenia uwagi na charakter naszego świętowania. Każda z tych niedziel, które już przeżyliśmy, niosła swoiste i cenne przesłanie na cały następny tydzień.

Antypascha – Niedziela o Tomaszu uczyła nas pamięci o zmarłych przodkach, stając naprzeciwko wieści o Zmartwychwstaniu Jezusa nie po to, by je podważyć bądź negować lecz w celu ukazania ważności tego jedynego Zmartwychwstania. Jezus Chrystus zszedł bowiem do otchłani, skąd wyprowadził dusze świętych, które nie powinne się tam znaleźć. Pascha Chrystusowa to realna przemiana nieba i ziemi – od momentu chwalebnego Zmartwychwstania stała się możliwa partycypacja i uczestnictwo w dziełach świętych – możliwe obywatelstwo w Królestwie niebieskim, u Boga.

Świadectwo niewiary Apostoła Tomasza nie wykluczało wiary a ukazało pragnienie dążenia do prawdziwej wiary, usilnego poszukiwania jej symptomów w każdym aspekcie życia. Apostoł Tomasz koniecznie musiał osobiście przekonać się o prawdziwości słów, które słyszał od zdumionych współbraci: Chrystus Zmartwychwstał!!! Jak mógłby uwierzyć, skoro jeszcze przed trzema dniami uciekał sprzed oblicza Nauczyciela – cierpiącego Mistrza, Którego później ukrzyżowano. Ogarniony przerażeniem, podobnie jak i inni uczniowie Chrystusa – pragnął ukryć się tak, by żaden człowiek nie wiedział o jego przynależności do grona dwunastu uczniów.

Słowa Niewiast Niosących Wonności, Apostołów, świadków wydarzeń mających miejsce owego trzeciego dnia nie przekonywały wewnętrznego oporu wiary, która podupadła w trudnym momencie jej próby. Dopiero złożona obietnica, którą Apostoł wplótł w słowa swojej przysięgi wiary wpłynęła na dalsze wydarzenia. Zgodnie ze słowami Apostoła Tomasza, Zmartwychwstały Jezus Chrystus dał się poznać jako prawdziwy Bóg – jego Nauczyciel i Mistrz, ten sam, Który nauczał przed wydarzeniami tej pamiętnej paschy żydowskiej.

Niedziela o Tomaszu uczy nas wagi składanej przysięgi, ponieważ są to słowa, które będą miały bezpośredni wpływ na nasze dalsze życie. Dla potwierdzenia tej konkluzji, można z powodzeniem przytoczyć niezliczoną ilość przypadków cudownego ocalenia pojedynczych osób podczas wydarzeń, związanych z I i II wojną światową w minionym stuleciu. Siła wiary i charakter składanych Bogu słów przysięgi były tym jedynym czynnikiem, który zachował przy życiu tych ludzi, by po zakończeniu wojny mogli wypełnić słowa składanych Bogu obietnic.

Niedziela Świętych Niewiast Niosących Wonności, śww. Józefa i Nikodema z Arymatei to szczególne podkreślenie posługi, jakiej może podjąć się każdy człowiek. Zwyczajne działanie, wymóg tradycji związany z wiernością jej postanowieniom okazuje się niejednokrotnie nagradzany niewspółmiernie do włożonego wysiłku w jej kontynuowanie.

W tym przypadku Niewiasty pragnęły dokończyć namaszczanie ciała Jezusa Chrystusa, które – z powodu braku czasu – nie było prawidłowo namaszczone, jak nakazywała tradycja obrządku ówczesnego pogrzebu. Świadectwo ich gorącej i szczerej wiary jest niezbywalnym przykładem dla nas samych. Niezależnie od epoki, zewnętrznych warunków, panujących przekonań czy mody, zawsze możemy dołączyć do grona oddanych Jezusowi, pokornych uczniów. Ten dzień to prawosławny Dzień Kobiet, więc cały następny tydzień był wyrazem wdzięczności każdej z nich za wierną posługę i obraz prawdziwej kobiety – skromnej, mądrej, umiejącej cierpieć i bogobojnej, stojącej na straży wierności tradycji.

Święty Józef i święty Nikodem z Arymatei zwrócili się  do Poncjusza Piłata z otwartą prośbą o wydanie ciała Chrystusa, nie bojąc się represji ze strony współbraci-żydów. Przez cały czas potajemnie pobierali nową naukę jaką głosił Bogoczłowiek Chrystus, by teraz, w wyjątkowej sytuacji dać upust swojej wierze. Odważnie wystapili z tak dziwną prośbą, że stało się to powodem wielkiego zdziwienia wielu doświadczonych osób, które w swoim życiu wiele już widziały i wiele przeżyły.

Tradycja pochówku wymagała grobu – oddzielnej pieczary, w której składano bogatych przedstawicieli rodu, ze wszelkimi honorami. Grób w pojęciu Starego Testamentu oznaczał posiadanie tej ziemi, na której budowano ową pieczarę. Grób oznaczał trwały związek z krainą a więc także tradycją, panującą na danym obszarze. Józef i Nikodem zdecydowali się oddać własność, która prawnie, społecznie, politycznie i religijnie należała do nich samych. To szczególna odwaga przed całym światem, który Chrystusa nie przyjął.

Niedziela o Paralityku ukazała przepaść pomiędzy smutną beznadzieją egzystencji i ogromem cierpienia jednego człowieka a radością wskrzeszenia do działania tego wszystkiego, co obumarło. Sparaliżowane ciało, które przez niebagatelny okres czasu nie odczuwało radości jakiegokolwiek działania nagle zostało ożywione przez Życiodajne Słowo-Logos. Druga Osoba Trójcy Świętej, Bogoczłowiek Jezus jedynie za pośrednictwem małego polecenia obdarzył sparaliżowanego człowieka władzą nad sobą samym! Prawdopodobnie większą radość odczuwałby człowiek, który byłby wskrzeszony z martwych, choć nie możemy być tego pewni – nie wiemy.

Radość uzdrowienia ciała, które żyło lecz było pozbawione wszelkich możliwości działania i przejawiania siebie w świecie, przewyższa wszelkie pojęcie poprzedniego cierpienia. Jakiż był szczęśliwy ten, którego ciało na powrót stało się ożywione i skore do działania.

Tego dnia ale i przez cały następujący tydzień, każdy wierny mógł uzmysłowić sobie wagę końcowych słów Ewangelii, mówiących o korzeniu wszelkiej choroby, grzechu. Przypatrzyliśmy się dokładnie, by nie wpaść w gorsze grzechy, ponieważ mogą stać się przyczyną utraty fizycznego zdrowia nie tylko nas samych, lecz naszych najbliższych, czego nikt nigdy nie pragnie.

W roku bieżącym radość uzdrowienia paralityka połączona została z radością zwycięstwa nad szatanem i jego knowaniami. Postacią zarówno historyczną, jak i religijną, głęboko czczoną także przez nieprawosławnych był św. Jerzy Zwycięzca, patron żołnierzy na całym świecie. Jego odwaga i niezłomność to cechy, które w życiu świeckim przyniosły tortury i śmierć, zjednały jednakże całe anielskie zastępy i umożliwiły bliskość Boga w niebiosach, skąd św. Jerzy wspomaga nas każdego dnia swoimi gorącymi modlitwami przed Tronem Najwyższego.

Niedziela o Samarytance mówi nam o dążeniu człowieka do poznania prawdy objawionej przez Boga. Mimo, iż została nam, ludziom, przekazana wieść o Bogu, to kazdy z nas, ze względu na swoją niepowtarzalność, inaczej może ją odebrać i interpretować, co stanowi wielkie zagrożenie. Ewangeliczna Samarytanka to współczesna dusza poszukująca odwiecznego rozwiązania ponadczasowych problemów. Żyjąc w codzienności i powtarzalności obowiązków nie zapomina o własnym powołaniu. Będąc istotą ludzką uparcie i usilnie dąży do większego, pełniejszego odkrycia ponad to objawione przez Prawo i Proroków.

Samarytanka jest obrazem nas samych, ponieważ zwraca się do Źródła Prawdy sama żyjąc w grzechu. Będąc kobietą rozwiązłą dąży do utrzymania tematyki rozmowy na poziomie duchowym Ojców i Nauczycieli! Nie jest mistrzem, nie poucza w świątyni a jednak pragnie rozmawiać o sprawach wiary, które już dawno podeptała własnym wyborem życiowym...- czyż nie  bywamy do niej podobni?..

 

Dodano: 13 maja 2012


© 2009 Monaster św. Onufrego w Jabłecznej