Odwiedzin: 102754
Święty Ojcze Onufry módl się za nami, Ikona świętego Onufrego

Artykuły
Яблочинский Листок № 14/2012
 

Hristo1sL woskre1se

woi1stinu woskre1se !!!

Niedziela VI po święcie Paschy Chrystusa, o ślepcu – mówi nam o realnym wydarzeniu, które miało miejsce za życia i działalności na ziemi Jezusa Chrystusa. Dziś stanowi niezwykłe wspomnienie, liturgicznie przeżywane przez nas w świątyni nowotestamentowej, zupełnie niepodważalny cud uzdrowienia w niespotykany nigdzie sposób. Tak właśnie może uzdrawiać jedynie Stwórca.

Ostatnia niedziela, która wpisana jest w świąteczny cykl Paschy Chrystusa zawiera świadectwo niewyobrażalnego cudu, graniczącego niemalże z pojęciem wskrzeszenia człowieka. Powołanie do życia zmarłego, jak Łazarza w Betanii, podkreśla niezwykłą moc Słowa Bożego i Jego siły; uzdrowienie ślepego od urodzenia człowieka, który nie miał wykształconych narządów wzroku – przy pomocy ziemi i śliny – zadziwia nas w zupełności. Niezwykle trudno oprzeć się pokusy niedowiarstwa dziś, w czasach, gdy medycyna ciągle się rozwija a jej zakres możliwości pomocy ludziom chorym przechodzi najśmielsze oczekiwania.

Ludzie współcześni boją się chorób, niezwykle boją się ślepoty, nie wyobrażają sobie życia bez możliwości oglądania świata fizycznego. Ewangelia, którą w dzisiejszym dniu przedkłada nam Cerkiew, mówi jednak o prawdziwym pojęciu uzdrowienia: fizycznym i duchowym. Takie jest zawsze przesłanie słów zapisanych przez świętych Ewangelistów oraz taki wymiar w Nowym Testamencie posiada cały tekst, wszelkie proroctwa i opisy ze Starego Testamentu. Podchodząc do nich w tym świetle, zawsze odkrywa się kolejny obraz duchowych zależności w naszej duszy. Dobrze jest pamiętać o pierwowzorze takich rozważań, który już od pierwszego dnia Wielkiego Postu rozbrzmiewał w świątyniach jako Wielki Kanon Pokutny autorstwa św. Andrzeja z Krety. To w tym tekście odnajdujemy porównania wielu wydarzeń starotestamentowych do zasad, którymi rządzi się świat duchowy. To tam, właśnie, znajduje się alfabet życia duchowego każdego wierzącego prawosławnego chrześcijanina.

Każdy ze świętych Ojców pozostawił po sobie wskazówki życia duchowego; mamy niepowtarzalną możliwość zbierania ich i kontemplacji w celu wzmożonej pracy nad samym sobą. Działając w ten sposób zaaplikujemy sobie lekarstwa przeciwko duchowej ślepocie, która – wg całej ascetyki Wschodu i Zachodu – jest najgorszą z chorób.

Niejednokrotnie bywa tak, iż kierowanie się jedną i tą samą zasadą duchowego wyboru, staje się w efekcie najsilniejszą bronią przeciwko ograniczeniom ze strony świata duchów zła. Człowiek, który poddawany bywa najrzeróżniejszym sytuacjom i pokusom, w najprostszy sposób wielu z nich nie przyjmuje do wiadomości, inne odrzuca i nie powraca do nich myślami, z innymi walczy, zgodnie z kanonem duchowego postępowania, jaki sam wybrał w swym życiu. Od nas samych zależy jak postąpimy, toteż wspaniałomyślnym jest w dniu dzisiejszym zapoznanie się z dosłownym tłumaczeniem na język polski fragmentu Ewangelii na dziś:

Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale /stało się tak/, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata. To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloam - co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze? Jedni twierdzili: Tak, to jest ten, a inni przeczyli: Nie, jest tylko do tamtego podobny. On zaś mówił: To ja jestem. Mówili więc do niego: Jakżeż oczy ci się otwarły? On odpowiedział: Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: Idź do sadzawki Siloam i obmyj się. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem. Rzekli do niego: Gdzież On jest? On odrzekł: Nie wiem. Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu. Inni powiedzieli: Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki? I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy? Odpowiedział: To prorok. Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi? Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: Ma swoje lata, jego samego zapytajcie! Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem. Na to odpowiedział: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę. Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy? Odpowiedział im: Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami? Wówczas go zelżyli i rzekli: Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi. Na to odpowiedział im ów człowiek: W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić. Na to dali mu taką odpowiedź: Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać? I precz go wyrzucili. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon.

Dodano: 20 maja 2012

Яблочинский Листок № 13/2012
 

Wraz z nastaniem radosnych i pełnych światła świąt Paschy Chrystusowej, wstąpiliśmy w szczególny okres wiosny. Jest to czas siania, sadzenia i wszelakiej dbałości o to, co samo o siebie zadbać nie może a okazuje się później wielce przydatne. Wszelkie prace polowe, w ogrodzie czy sadzie są na miejscu; każdy gospodarz porządkuje otoczenie, które wraz z upływem czasu przeobrazi się w zielony zagajnik, kwitnący sad czy zieloną łąkę albo zbożowe pole.

Pascha Jezusa Chrystusa to motor napędzający naszą wiarę. Dzięki temu wydarzeniu mamy możliwość poczucia się bliżej Boga. Oglądamy światłe nabożeństwa, uczestniczymy w nich i każdy z nas uświadamia sobie jak dalece znajduje się od Źródła, jakim jest Miłujący człowieka Chrystus.

Podobnie, jak w dni Wielkiego Postu każda niedziela była poświęcona kolejnym wydarzeniom bądź szczególnym postaciom świętych, tak też teraz, w paschalnym okresie radości każda niedziela skłania nas do zwrócenia uwagi na charakter naszego świętowania. Każda z tych niedziel, które już przeżyliśmy, niosła swoiste i cenne przesłanie na cały następny tydzień.

Antypascha – Niedziela o Tomaszu uczyła nas pamięci o zmarłych przodkach, stając naprzeciwko wieści o Zmartwychwstaniu Jezusa nie po to, by je podważyć bądź negować lecz w celu ukazania ważności tego jedynego Zmartwychwstania. Jezus Chrystus zszedł bowiem do otchłani, skąd wyprowadził dusze świętych, które nie powinne się tam znaleźć. Pascha Chrystusowa to realna przemiana nieba i ziemi – od momentu chwalebnego Zmartwychwstania stała się możliwa partycypacja i uczestnictwo w dziełach świętych – możliwe obywatelstwo w Królestwie niebieskim, u Boga.

Świadectwo niewiary Apostoła Tomasza nie wykluczało wiary a ukazało pragnienie dążenia do prawdziwej wiary, usilnego poszukiwania jej symptomów w każdym aspekcie życia. Apostoł Tomasz koniecznie musiał osobiście przekonać się o prawdziwości słów, które słyszał od zdumionych współbraci: Chrystus Zmartwychwstał!!! Jak mógłby uwierzyć, skoro jeszcze przed trzema dniami uciekał sprzed oblicza Nauczyciela – cierpiącego Mistrza, Którego później ukrzyżowano. Ogarniony przerażeniem, podobnie jak i inni uczniowie Chrystusa – pragnął ukryć się tak, by żaden człowiek nie wiedział o jego przynależności do grona dwunastu uczniów.

Słowa Niewiast Niosących Wonności, Apostołów, świadków wydarzeń mających miejsce owego trzeciego dnia nie przekonywały wewnętrznego oporu wiary, która podupadła w trudnym momencie jej próby. Dopiero złożona obietnica, którą Apostoł wplótł w słowa swojej przysięgi wiary wpłynęła na dalsze wydarzenia. Zgodnie ze słowami Apostoła Tomasza, Zmartwychwstały Jezus Chrystus dał się poznać jako prawdziwy Bóg – jego Nauczyciel i Mistrz, ten sam, Który nauczał przed wydarzeniami tej pamiętnej paschy żydowskiej.

Niedziela o Tomaszu uczy nas wagi składanej przysięgi, ponieważ są to słowa, które będą miały bezpośredni wpływ na nasze dalsze życie. Dla potwierdzenia tej konkluzji, można z powodzeniem przytoczyć niezliczoną ilość przypadków cudownego ocalenia pojedynczych osób podczas wydarzeń, związanych z I i II wojną światową w minionym stuleciu. Siła wiary i charakter składanych Bogu słów przysięgi były tym jedynym czynnikiem, który zachował przy życiu tych ludzi, by po zakończeniu wojny mogli wypełnić słowa składanych Bogu obietnic.

Niedziela Świętych Niewiast Niosących Wonności, śww. Józefa i Nikodema z Arymatei to szczególne podkreślenie posługi, jakiej może podjąć się każdy człowiek. Zwyczajne działanie, wymóg tradycji związany z wiernością jej postanowieniom okazuje się niejednokrotnie nagradzany niewspółmiernie do włożonego wysiłku w jej kontynuowanie.

W tym przypadku Niewiasty pragnęły dokończyć namaszczanie ciała Jezusa Chrystusa, które – z powodu braku czasu – nie było prawidłowo namaszczone, jak nakazywała tradycja obrządku ówczesnego pogrzebu. Świadectwo ich gorącej i szczerej wiary jest niezbywalnym przykładem dla nas samych. Niezależnie od epoki, zewnętrznych warunków, panujących przekonań czy mody, zawsze możemy dołączyć do grona oddanych Jezusowi, pokornych uczniów. Ten dzień to prawosławny Dzień Kobiet, więc cały następny tydzień był wyrazem wdzięczności każdej z nich za wierną posługę i obraz prawdziwej kobiety – skromnej, mądrej, umiejącej cierpieć i bogobojnej, stojącej na straży wierności tradycji.

Święty Józef i święty Nikodem z Arymatei zwrócili się  do Poncjusza Piłata z otwartą prośbą o wydanie ciała Chrystusa, nie bojąc się represji ze strony współbraci-żydów. Przez cały czas potajemnie pobierali nową naukę jaką głosił Bogoczłowiek Chrystus, by teraz, w wyjątkowej sytuacji dać upust swojej wierze. Odważnie wystapili z tak dziwną prośbą, że stało się to powodem wielkiego zdziwienia wielu doświadczonych osób, które w swoim życiu wiele już widziały i wiele przeżyły.

Tradycja pochówku wymagała grobu – oddzielnej pieczary, w której składano bogatych przedstawicieli rodu, ze wszelkimi honorami. Grób w pojęciu Starego Testamentu oznaczał posiadanie tej ziemi, na której budowano ową pieczarę. Grób oznaczał trwały związek z krainą a więc także tradycją, panującą na danym obszarze. Józef i Nikodem zdecydowali się oddać własność, która prawnie, społecznie, politycznie i religijnie należała do nich samych. To szczególna odwaga przed całym światem, który Chrystusa nie przyjął.

Niedziela o Paralityku ukazała przepaść pomiędzy smutną beznadzieją egzystencji i ogromem cierpienia jednego człowieka a radością wskrzeszenia do działania tego wszystkiego, co obumarło. Sparaliżowane ciało, które przez niebagatelny okres czasu nie odczuwało radości jakiegokolwiek działania nagle zostało ożywione przez Życiodajne Słowo-Logos. Druga Osoba Trójcy Świętej, Bogoczłowiek Jezus jedynie za pośrednictwem małego polecenia obdarzył sparaliżowanego człowieka władzą nad sobą samym! Prawdopodobnie większą radość odczuwałby człowiek, który byłby wskrzeszony z martwych, choć nie możemy być tego pewni – nie wiemy.

Radość uzdrowienia ciała, które żyło lecz było pozbawione wszelkich możliwości działania i przejawiania siebie w świecie, przewyższa wszelkie pojęcie poprzedniego cierpienia. Jakiż był szczęśliwy ten, którego ciało na powrót stało się ożywione i skore do działania.

Tego dnia ale i przez cały następujący tydzień, każdy wierny mógł uzmysłowić sobie wagę końcowych słów Ewangelii, mówiących o korzeniu wszelkiej choroby, grzechu. Przypatrzyliśmy się dokładnie, by nie wpaść w gorsze grzechy, ponieważ mogą stać się przyczyną utraty fizycznego zdrowia nie tylko nas samych, lecz naszych najbliższych, czego nikt nigdy nie pragnie.

W roku bieżącym radość uzdrowienia paralityka połączona została z radością zwycięstwa nad szatanem i jego knowaniami. Postacią zarówno historyczną, jak i religijną, głęboko czczoną także przez nieprawosławnych był św. Jerzy Zwycięzca, patron żołnierzy na całym świecie. Jego odwaga i niezłomność to cechy, które w życiu świeckim przyniosły tortury i śmierć, zjednały jednakże całe anielskie zastępy i umożliwiły bliskość Boga w niebiosach, skąd św. Jerzy wspomaga nas każdego dnia swoimi gorącymi modlitwami przed Tronem Najwyższego.

Niedziela o Samarytance mówi nam o dążeniu człowieka do poznania prawdy objawionej przez Boga. Mimo, iż została nam, ludziom, przekazana wieść o Bogu, to kazdy z nas, ze względu na swoją niepowtarzalność, inaczej może ją odebrać i interpretować, co stanowi wielkie zagrożenie. Ewangeliczna Samarytanka to współczesna dusza poszukująca odwiecznego rozwiązania ponadczasowych problemów. Żyjąc w codzienności i powtarzalności obowiązków nie zapomina o własnym powołaniu. Będąc istotą ludzką uparcie i usilnie dąży do większego, pełniejszego odkrycia ponad to objawione przez Prawo i Proroków.

Samarytanka jest obrazem nas samych, ponieważ zwraca się do Źródła Prawdy sama żyjąc w grzechu. Będąc kobietą rozwiązłą dąży do utrzymania tematyki rozmowy na poziomie duchowym Ojców i Nauczycieli! Nie jest mistrzem, nie poucza w świątyni a jednak pragnie rozmawiać o sprawach wiary, które już dawno podeptała własnym wyborem życiowym...- czyż nie  bywamy do niej podobni?..

 

Dodano: 13 maja 2012

Яблочинский Листок № 12/2012
 

Hristo1sL woskre1se

woi1stinu woskre1se !!!

Około 13.20 czasu polskiego w Bazylice Zmartwychwstania Pańskiego w Jerozolimie zszedł Święty Ogień. W tym niezwykłym wydarzeniu uczestniczyło kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów.

Patriarcha jerozolimski Teofil III wszedł do kaplicy nad Grobem Pańskim w prostej białej szacie z dwoma pękami zgaszonych świec. Kaplica i patriarcha zostały wcześniej przeszukane przez izraelską policję na wypadek ukrytych źródeł ognia. Po kilku minutach hierarcha wyszedł z kaplicy, a świece płonęły jasnym ogniem. Bazylikę Zmartwychwstania wypełniły dźwięki dzwonów oraz gwizdy i okrzyki uradowanych wiernych.

Patriarcha Teofil III przekazał Święty Ogień przedstawicielom Kościołów przedchalcedońskich (koptyjskiego, syryjskiego i ormiańskiego). Swoje pęki świec zapalili również wierni. Część z nich zanurzała twarze w płomieniach, które nie parzą.

Ogień zostanie samolotami przetransportowany do wielu państw, w tym Rosji, Grecji, Rumunii, Bułgarii oraz, po raz trzeci, do Polski. Otrzymała go delegacja PAKP, której przewodniczy arcybiskup białostocki i gdański Jakub. Święty Ogień zostanie przekazany wszystkim diecezjom polskiej Cerkwi.

Pascha Jezusa Chrystusa

Nazwać ten dzień określeniem: święto, nawet największe święto – to, niestety, za mało.  Jest ono ważniejsze niż jakiekolwiek święto i wielokrotnie przewyższa znaczenie każdego wydarzenia w historii świata. Tego dnia cała ludzkość, co oznacza - każdy z nas - ma realną, jak nigdy dotąd, nadzieję na zbawienie, bo Chrystus zmartwychwstał. Ten dzień to Pascha, co oznacza - przejście i jest obchodzony w Kościele prawosławnym jako najważniejszy w roku. Wielkanoc, w końcu, to istota chrześcijaństwa, sedno naszej wiary.

Słowo: Wielkanoc - pisze św. Ambroży z Mediolanu - oznacza przejście, pokonanie. Święto tak zostało nazwane, biorąc swój fundament ze Starego Testamentu - w pamięć wyjścia Izraelitów z Egiptu i jednocześnie uwalniając ich z niewoli duchowej w Nowym Testamencie. Kościół prawosławny, w sposób niezwykle wyjątkowy przeżywa ten dzień - aby uczcić fakt, iż Syn Boży, przez zmartwychwstanie umarłych uwolnił nas od wiecznej śmierci i niewoli nieprzyjaciela, dając nam moc, aby się stali dziećmi Bożymi (J 1, 12).

Ukrzyżowanie Chrystusa miało miejsce w piątek, co obecnie nazywamy pasją, w Górze Kalwarii, w pobliżu murów miejskich Jerozolimy. Jeden z ukrytych uczniów Zbawiciela, Józef z Arymatei, za zgodą prokuratora Judei Poncjusza Piłata zabrał ciało Zbawiciela z krzyża i je pochował we własnym grobowcu. Arcykapłani izraelscy kazali ustawić straże przy tym grobie, który później nazwany zostanie Świętym Grobem. (To z niego rokrocznie schodzi św. ogień.)

W żydowskim zwyczaju grobowcem była jaskinia, wydrążona w skale. Ciało zmarłego smarowano aromatycznymi olejkami, namaszczano ziołami  i owinięte materiałem – umieszczano na kamiennej płycie. Wejście do takiej jaskini zamykał ogromny kamień. Podobnie było z ciałem Jezusa - z jednym jednakże wyjątkiem. Jego pogrzeb przeprowadzono w pośpiechu – w piątek wieczór rozpoczynała się izraelska starotestamentowa Pascha, która ściśle wiązała się z zakazem wykonywania wszelkich czynności poza ustalonymi i dopuszczonymi przez Prawo. Ciało Jezusa nie zostało więc  należycie namaszczone właśnie z braku czasu.

Pewne pobożne kobiety, uczennice Chrystusa, bardzo martwiły się o to. Kochały Chrystusa, i chciały aby udał się w tą ostatnią ziemską wędrówkę jak należy. Dlatego już w niedzielę rano, zabierając ze sobą pachnące olejki, pośpieszyły do grobu, aby spełnić wszystko, co było wymagane.

A po sabacie, o świcie pierwszego dnia tygodnia, przyszła Maria Magdalena i druga Maria, aby obejrzeć grób. I oto powstało wielkie trzęsienie ziemi, albowiem Anioł Pański zstąpił z nieba i przystąpiwszy odwalił kamieńi usiadł na nim. A obliczejego było jak błyskawica, a jego szata biała jak śnieg. A strażnicy zadrżeli przed nim i stali się jak nieżywi. Wtedy anioł odezwał się i rzekł do niewiast: Wy się nie bójcie; wiem bowiem, że szukacie Jezusa ukrzyżowanego. Nie ma go tu, bo wstał z martwych, jak powiedział; chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idąć śpiesznie powiedzcie uczniom jego, że zmartwychwstał, i oto poprzedza was do Galilei, tam go ujrzycie; oto powiedziałem wam (Mt 28,1-7) - tak mówi Ewangelia.

Kobiety, zdumione samym faktem zjawienia się przed nimi anioła, rzeczywiście podeszły i obejrzały pusty grobowiec, co jeszcze bardziej je zaskoczyło. W jaskini leżał tylko materiał, w który bylo zawinięte ciało Jezusa Chrystusa oraz chusta, która okrywała Jego głowę. Wkrótce przypomniały słowa, które Zbawiciel mówił do nich: Albowiem jak Jonasz był  w brzuchu wieloryba trzy dni i trzy noce, tak i Syn Człowieczy będzie w łonie ziemi trzy dni i trzy noce (Mt 12, 40). Pamiętali też inne słowa Chrystusa dotyczące zmartwychwstania trzy dni po jego śmierci, lecz te zdawały im się niejasne i zagmatwane. Uczniowie Chrystusa sądzili, że słowa o Zmartwychwstaniu to jedynie metafora, że ​​Jezus w rzeczywistości  mówił o czymś innym! Okazało się, że Chrystus zmartwychwstał - w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu! Smutek kobiety przemienił  się w radość, więc czym prędzej udały się oznajmić apostołom o Jego  Zmartwychwstania ... Strażnicy zaś, którzy w tym czasie byli na służbie przy grobie, pełni zdziwienia i strachu prędko oznajmili wszystko arcykapłanom.

Żyjąc współcześnie wiemy, iż po męczeńskiej śmierci Zbawiciela na krzyżu dokona się Jego pełne chwały Zartwychwstanie. Takiego komfortu wiedzy uczniowie nie posiadali; ponadto: ich Nauczyciel sam umierał na krzyżu ze słowami: Boże mój, czemuś mnie opuścił?! (Łk 15,34). W takim momencie przybiegły do uczniów Niewiasty niosące wonności i oznajmiły im tę Dobrą Nowinę!

 

Tego samego wieczoru, apostołowie zgromadzeni w Jerozolimie w jednym domu, powinni byli omówić zaistniałe wydarzenia: po pierwsze, nie chcieli wierzyć, że Chrystus zmartwychwstał - to wydawało się być zbyt nielogiczne. Drzwi w tym czasie pozostawały szczelnie zamknięte - apostołowie bali się prześladowań ze strony władz. W tym właśnie momencie nagle przyszedł Jezus Chrystus i stanął pośród nich mówiąc: Pokój wam!

W niedzielę wieczorem apostoła Tomasza nie było w gronie zdumionych uczniów oglądających Zbawiciela przechodzącego przez zamknięte drzwi, toteż na wieść o Zmartwychwstaniu Nauczyciela odpowiedział słowami, które na zawsze oznaczać będą go jako niewiernego Tomasza. Był skłonny uwierzyć jedynie wtedy, gdy na własne oczy oraz zmysłami dotyku przekona się o fakcie, który wydawał mu się nierealny. Po przekonaniu się jednak o prawdziwości słów Zbawiciela nawet groźba śmierci nigdy nie mogła powstrzymać apostoła Tomasza przed głoszeniem wszystkim ludziom i narodom dobrej nowiny o Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. On to wiedział najlepiej, przekonał się bowiem osobiście, zgodnie z własnymi słowami...

 

 

Dodano: 14 kwietnia 2012


© 2009 Monaster św. Onufrego w Jabłecznej