Odwiedzin: 104387
Święty Ojcze Onufry módl się za nami, Ikona świętego Onufrego

Artykuły
Яблочинский Листок - Преполовение Пятидесятницы



Połowa okresu Pięćdziesiątnicy


     Dzień ten wpisuje się w paschalny okres świątecznej radości i, jak wskazuje jego nazwa, znajduje się dokładnie po środku, pomiędzy świętem Paschy Chrystusa a Zesłaniem Świętego Ducha. Genezą tego święta jest fragment Ewangelii, gdzie mówi się, że Jezus Chrystus, w trzecim roku nauczania, podczas połowy okresu starotestamentowego święta Namiotów, wszedł do świątyni i pouczał (J 7, 14-36).
     Warto wspomnieć, że święto Namiotów – jedno z trzech wielkich świąt Izraela w Starym Testamencie - zostało ustanowione jako pamiątka z wędrówki Narodu Wybranego do Ziemi Obiecanej. W tym okresie, gdy podążali przez żar pustyni, ich mieszkaniem były właśnie namioty (szałasy). Powstanie tego święta w starotestamentowej religii wskazywało też na pierwszy i najważniejszy namiot, w którym dokładnie określona, znajdowała się Świątynia (Wyj 39,43; 40,1), jaką Bóg opisał Mojżeszowi oraz przykazał, by dokładnie wypełnione zostały wszystkie zalecenia dotyczące jej wystroju i materiałów, z jakich miała być wykonana (Wyj 25,40). To w niej strzeżono Arkę Przymierza. Święto Namiotów trwało osiem dni, z których najbardziej uroczystymi i świętymi były pierwszy i ostatni. To właśnie ósmy dzień tego święta Starego Testamentu wiąże się bezpośrednio z chrześcijańskim świętem Połowy Okresu Pięćdziesiątnicy. Najważniejszym obrzędem tamtego było rozlewanie wody oznaczające rozlewanie się Ducha Bożego, zaś my w dniu dzisiejszym oświęcaliśmy wodę w obrzędzie tzw. małego poświęcenia wody. Pośrednim nawiązaniem do dzisiejszej uroczystości jest niewątpliwie ewangeliczna historia paralityka, który 38 lat oczekiwał u źródła uzdrowienia a doczekał się Źródła wszelkiego Życia. Zgodnie ze słowami Jezusa Chrystusa, nauka, którą głosi, oznacza źródło wody żywej, która nie tylko gasi pragnienie ale oferuje życie i mądrość pragnącemu zbawienia grzesznikowi.
     Gdy Jezus Chrystus w dniu Połowy Święta Namiotów wszedł do Świątyni Jerozolimskiej i nauczał, Jego słowa, nad wyraz mądre i przepełnione siłą, nie tylko zaskoczyły faryzeuszy i uczonych w Piśmie, lecz stały się zarzewiem irytacji wszystkich zebranych o twardych sercach, przeciwników. Ich zadziwienie Apostoł i Ewangelista Jan Teolog zapisał za pomocą jednego zdania: Skąd ta jego uczoność, skoro się nie uczył? (J 7,15) Wśród zebranych słuchaczy w krótkim czasie pojawiły się najprzeróżniejsze idee dotyczące osoby głoszącego takie mądrości Jezusa: A wielu z ludu uwierzyło w niego i mówiło: Czy Chrystus, gdy przyjdzie, uczyni więcej cudów, niż Ten ich uczynił? (J 7,31) Tedy niektórzy z ludu, usłyszawszy te słowa, rzekli: To jest naprawdę prorok. (J 7,40).
     Za pośrednictwem takiej odważnej i nieskrępowanej wysokiej nauki Jezus ukazał wszystkim Swoją moc jako prawdziwy Mesjasz oraz obrońca człowieka, jako Prawodawca i równy Bogu Ojcu. Dzisiejszy więc dzień swoim przesłaniem teologicznym jednoczy zarówno Paschę Chrystusa, jak i Zesłanie Ducha Świętego, należąc jednocześnie do radosnego okresu Pięćdziesiątnicy – owych 50 dni po Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. To właśnie w Świątyni Jerozolimskiej Chrystus nauczał o Świętym Duchu, Który zostanie zesłany tym wszystkim, którzy uwierzą: A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w niego uwierzyli (J 7,39).
      W taki oto sposób święto Połowy Okresu Pięćdziesiątnicy (Преполовение Пятидесятницы) stało się objawieniem Boskiej mocy i siły Jezusa jako Mesjasza, Który miał przyjść, Którego ludzkość oczekiwała tysiące lat, Który też posyła na świat Ducha Świętego.
      Dzień tego święta to tradycja wczesnochrześcijańska. O nim pisał już św. Jan Złotousty (Chryzostom), także inni autorzy kościelni: w V w. - Anatol Konstantynopolitański, w VII w. – św. Andrzej bp Krety, w VIII w. – św. Jan Damasceński, w IX w. – św. Teofan Wyznawca, którzy wychwalili w pieśniach i hymnach duchowych Jezusa, znajdującego się w centrum Połowy Okresu Pięćdziesiątnicy.
 

Dodano: 28 kwietnia 2010

Яблочинский Листок - Pascha Chrystusowa 2010
 

Hristo1sL Woskre1se!!!

 

Ponad 2000 lat temu miały miejsce chwalebne wydarzenia związane z powstaniem chrześcijaństwa, które odtąd stały się podwaliną naszej wiary jako wyznawców Zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa.

Tamtego poranka, zarówno u Apostołów, jak i Niewiast Niosących Mirrę, podobnie jak współcześnie podczas Jutrzni paschalnej i Liturgii Świętej, zatrzepotały niczym ptasie skrzydła także nasze serca. Stało się to z jednego i tego samego powodu – tak wtedy, ponad dwa tysiąclecia temu, jak i dziś – ogromnej radości duchowej, która kieruje wyłącznie ku dobremu działaniu oraz zakłada szeroko zakrojone plany zgodne z wolą Bożą.

 Powitanie, które określa wszystko, co związane z sensem naszej prawosławnej wiary, na stałe oznacza nasz stosunek do świata. Nic nie miałoby sensu, gdyby nie Zmartwychwstanie Chrystusa Pana z grobu. To nie slogan ani napis, to realna rzeczywistość: Chrystus Zmartwychwstał! – Naprawdę Zmartwychwstał!

Właśnie na tę nowinę czekaliśmy cały Wielki Post oraz Tydzień Męki Pańskiej. W minionym czasie mieliśmy realna możliwość uczestnictwa w staraniach o łaskę Bożą za pośrednictwem naszych osobistych wyrzeczeń. Jaki jest ten obraz – tę kwestię powinniśmy przemyśleć i osądzić samych siebie. Cały włożony wysiłek podczas minionych dni z pewnością pójdzie na marne, jeśli okaże się, że pozbawiony był miłości do Boga i ludzi. Cały trud nie będzie nic znaczyć przed obliczem Pańskim, jeśli głównym celem było jedynie materialne zdobywanie, jeśli nasze dążenia były egoistyczne, jeśli zasłona grzechu nie opadła z naszych oczu.

Każdy wysiłek cielesny powinien dostarczyć potrzebnej energii duchowej, która zabezpieczy nasze dusze przed działalnością i wpływem złego. Jeśli wspomnimy słowa Wielkiego Kanonu Pokutnego, których słuchaliśmy w pierwszym tygodniu Wielkiego Postu, zauważymy, że nadal są one aktualne. Nawet dziś, gdy radośnie śpiewamy wraz z całym niebem tę wspaniałą pieśń paschalną wiemy, że to właśnie dzięki łzom i pokucie możemy odczuć radość Paschy – Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Bez Krzyża nie ma Paschy, mówił o.Serafim (Rose), który doskonale znał wagę tych słów, ponieważ prawosławie dopiero od pewnego momentu stało się jego drogą życiową. Wcześniej, będąc młodym studentem sądził, że Boga nie ma – ten właśnie czas wspomina jako swój osobisty Krzyż, czyli przygotowanie do przyjęcia prawdziwej Paschy – przyjęcia prawosławia i trwania w nim aż do śmierci, stając się także doświadczonym hieromnichem.

 Postać ojca Serafima (Rose) jest dla nas najbardziej aktualna z dostępnych, ponieważ żył w naszych czasach (1934-1982) a w kręgach hierarchii prawosławnej mówi się już od kilku lat o potrzebie jego kanonizacji z uwagi na świętość życia, jakie prowadził, oraz zasługi na rzecz upowszechniania wiedzy o prawosławiu. To, w głównej mierze, jego dzieła zaowocowały wzrostem zainteresowania naszym wyznaniem wśród mieszkańców Stanów Zjednoczonych i Kanady. 

 Jego osobista przemiana duchowa obrazuje prawdziwą drogę pokuty w określonym celu, było nim Prawosławie, które oznaczało naśladowanie Chrystusa. W podobny sposób każdy z nas powinien przemienić się za pośrednictwem Wielkiego Postu w nowego człowieka, który jest bardziej duchowy niż przedtem, ceni Prawosławie i jego wymogi, nie narzeka i nie osądza.

  Miniony Wielki Post to czas, w którym ograniczaliśmy się w pokarmach, potrafiliśmy sobie odmówic pewnych słodyczy, lecz nic nie stoi na przeszkodzie, by nawet dziś, świętując, weseląc się i spotykając z rodziną bądź znajomymi – zachować umiar. Niezwykle często bywa bowiem tak, że wszelkie długotrwałe wysiłki polegające na  zdobywaniu cnót chrześcijańskich zostają zaprzepaszczone, unieważnione przez jeden niepotrzebny gest, słowo, myśl. Nie zaniedbujmy naszej pracy, niech to, co wchodzi do wnętrza człowieka nie powoduje skalania czy zepsucia duszy a ją wzmacnia, ponieważ zdrowa dusza to najprawdziwszy obraz Boży w nas samych.

Drodzy Bracia i Siostry!!

Prawdziwie Zmartwychwstał Chrystus!

Niech zmartwychwstanie z Nim także nasza dusza i odnowi się całe życie, niech podniosą się ku górze nasze upokorzone, niekiedy, głowy, zamknięte kręgiem codziennych obowiązków, niech powstaną do działania dobre myśli.

Namiestnik i bracia Klasztoru św. Onufrego Wielkiego w Jabłecznej składają życzenia wszelkich dóbr oraz Bożego błogosławieństwa i mocy na każdy dzień życia.  Życzymy ponadto, by Jaśniejący z grobu Jezus Chrystus oświecił wszystkich Swoją światłością poznania paschalnej radości.

Woi!stinu woskre!se Hri4sto!sL !

Dodano: 08 kwietnia 2010

Яблочинский Листок Nr 7/2010

IV Niedziela Wielkiego Postu

Świętego Jana Klimaka
V Niedziela Wielkiego Postu
Świętej Marii Egipskiej
        W ubiegłą niedzielę wspominaliśmy liturgicznie osobę  wielkiego świętego, mnicha - ascety, żyjącego w VI wieku. Kościół nadaje mu określenie Klimak, które odpowiada tytułowi pisarskiego dzieła o tematyce duchowej, jakie stworzył w wyniku wieloletnich zmagań życia w odosobnieniu.
        Jego utwór Drabina Лествица, dotyczy możliwości konsekwentnego wstępowania po stopniach duchowego rozwoju, prowadzących do doskonałości każdego człowieka. Jest to długotrwały proces umożliwiający przybliżanie się wiernego ku istocie egzystencji każdego człowieka na ziemi – ku zbawieniu.
        Sam święty najprawdopodobniej pochodził z bogobojnej rodziny śww. Ksenofonta i Marii, pamięć których Kościół liturgicznie wspomina 26 stycznia. Istnieje przekaz mówiący o czasie narodzin św. Jana Klimaka i traktujący o 570 roku po Chrystusie. W wieku 16 lat przyszły święty dotarł do monasteru na św. Górze Synaj, gdzie jego nauczycielem i duchowym kierownikiem został abba Martyriusz. W ciągu 4 lat młody Jan stał się godnym złożenia wieczystych ślubów zakonnych, podczas tego obrzędu abba Strategiusz przepowiedział przyszłe czyny młodego mnicha oraz opisał znaczenie, jakie przyniosą dla dobra całego Kościoła. Przez 19 lat młody mnich Jan uczył się szkoły życia monastycznego u abby Martyriusza, po jego zaś śmierci opuścił dotychczasowe miejsce wyrzeczeń ascetycznych, by je kontynuować już w innym - bardziej pustynnym i wyludnionym. Znalazłszy najodpowiedniejsze z dostępnych, św. Jan osiadł tam i spędził kolejne 40 lat w modlitwie, poście oraz milczeniu. Nie stanowi więc nowości fakt, że późniejsza Lestwica, czyli dzieło  jego autorstwa, zawiera mnóstwo tekstów wychwalających milczenie, łzy pokutne oraz post: albowiem podobnie do ognia spalającego i niszczącego chrust, tak też czysta łza pokuty omywa człowieka z jego nieczystości zewnętrznych i wewnętrznych.
        Św. Jan Klimak miał ucznia a był nim mnich Mojżesz. Pewnego upalnego dnia Mojżesz, wykonując posłuszanije postanowił odpocząć chwilkę w pewnym wąwozie bądź rozpadlinie, która gwarantowała maluteńką połać cienia strudzonemu mnichowi. W tym samym czasie św. Jan miał widzenie: obudził go pewien zacny mąż i zapytał, dlaczego Jan jest taki spokojny podczas, gdy jego jedyny uczeń znajduje się w wielkim niebezpieczeństwie? W wyniku tego objawienia św. Jan zaczął z wielką gorliwością modlić się za mnicha Mojżesza. Po powrocie zaś ucznia do celi, szybko go zapytał, czy w ciągu minionego dnia były jakieś powody do niepokoju, związane z bezpieczeństwem pracującego podczas posłuszanija brata. Jego odpowiedź zadziwiła nauczyciela, ponieważ wspomniał od razu o zdarzeniu, które odcisnęło głęboki ślad na duszy młodego mnicha. Okazało się, że w tym czasie, gdy mnich Mojżesz usnął w cieniu wąwozu, usłyszał we śnie wołający głos swego nauczyciela, toteż  od razu zbudził się oraz wybiegł by wykonać kolejne posłuszanije. Zaledwie opuścił cieniste miejsce odpoczynku, gdy z nieznanych przyczyn runął ogromny kamień prosto w jego sylwetkę odbitą na piasku pustynnym!
        Przepełniony głębokim przenikliwym umysłem, ubogacony wieloletnim doświadczeniem ascetycznym, św. Jan był dla wszystkich jak  dobry ojciec, który całą wiedzę chętnie przekazuje dzieciom z pełną miłością i zrozumieniem. Niestety, wróg człowieka – diabeł, nie mógł i w tym przypadku pozostawić tej sytuacji bez swojej ingerencji. Po pewnym czasie pojawili się ludzie, którzy stawiając siebie ponad dobrotliwego i bogobojnego św. Jana Klimaka uważali, że jego słowa to wyłącznie czcza gadanina podyktowana żądzą sławy. Gdy święty usłyszał ich zarzuty, jego serce ścisnął początkowo żal, jednak szybką reakcją było działanie. W ciągu następnego roku milczał, co ponownie skłoniło te same osoby do kolejnej interwencji. Podczas jednego ze spotkań ci sami ludzie, którzy rok wcześniej przyszli go osądzić za gadulstwo (czyli wielki grzech), prosili go usilnie, by nie pozbawiał już nikogo możliwości duchowej nauki z jego mądrych słów oraz, by nie odbierał nikomu daru rozmowy z sobą, ponieważ domniemana sława świętego była właśnie głównym powodem odwiedzin przez mnichów, poszukujących porad służących do kontynuacji życia duchowego i kontemplacyjnej modlitwy. Przychodzili do niego po duchową poradę przedstawiciele wszystkich warstw społecznych. Jego imię znane było daleko poza granicami Ojczyzny.
        Mający 75 lat św. Jan Klimak został powołany na stanowisko Ihumena klasztoru na św. Górze Synaj, którym kierował około 4 lat. Trudną do wypełnienia okazała się prośba jednego z Ihumenów, który zwrócił się do niego z zapytaniem o możliwość stworzenia swego rodzaju podręcznika życia duchowego. Zagadnienie było poważne, ponieważ Ihumen poruszył taki temat na prośbę mnichów swojego klasztoru, którzy znali i cenili mądrość i duchowy rozsądek św. Jana Klimaka. Po niedługim czasie, ze względu na okazanie posłuszeństwa,  powstała Drabina – dzieło, w którym św. Jan dokładnie przedstawił 30 kolejnych szczebli wstępowania na niebo. Jej zalecenia dotyczą każdego chrześcijanina, choć pisane były z myślą o konkretnych mnichach – stanowi to niedoścignioną wielkość tego utworu, ponadczasowość i nieocenioną jego wartość.
         Po czterech latach służby Ihumena klasztoru na Synaju, św. Jan Klimak oddalił się w odosobnione miejsce, by tam w ciszy i ascetycznym spokoju oddać swego ducha Panu.
        Pojęcie ascezy, życia duchowego i zagadnienie postu nie zostaje odłożone na dalszy plan także dziś, w V niedzielę Wielkiego Postu. Wspominamy i przeżywamy bowiem liturgicznie życie i niezwykłe wyrzeczenia św. Marii Egipskiej, zwracając całą naszą uwagę na cudowną przemianę z jawnej grzesznicy w wielką świętą.
        Św. Maria Egipska żyła na przełomie V-VI wieku, czyli w czasie, gdy św. Jan Klimak tworzył swoją Drabinę. Nie mogła jej jeszcze wtedy znać, dlatego  też  tym  większy  wydaje  się nam jej trud i wyrzeczenia włożone do walki z wewnętrznym starym człowiekiem na drodze duchowego doskonalenia, o czym pisał św. Jan Klimak.
        Warto pokrótce wspomnieć najważniejsze wiadomości z życia św. Marii, która początkowo była gotowa na wszelki grzech w imię przyjemności cielesnej, później zaś pod wpływem wewnętrznej przemiany – w wyniku działania łaski Bożej, zupełnie się zmieniła. Będąc młodą osobą uwielbiała życie pełne przyjemności, dostatek i wspaniałe potrawy. Otaczała się zdemoralizowanymi ludźmi, ponieważ dawało jej to dreszcz emocji, którego w zwykłych zajęciach nie odnalazła. Jej dusza stała się przez to na tyle nieczuła na wszelkie świętości, że wraz z innymi ludźmi zapragnęła wejść do świątyni Grobu Pańskiego, by tam nadal oddawać się wszelkiej rozpuście i dokonać nieobliczalnej profanacji. Nie mając pojęcia o paradoksie takiego postanowienia, nagle przez nieokreśloną i niewidzialną  siłę została  zatrzymana  w  drzwiach  owej świątyni, w momencie, gdy pozostali ludzie najzwyczajniej przekraczali jej próg. Początkowe zdziwienie doprowadziło do  błogosławionego żalu za popełnione grzechy i zrozumienia zaistniałej sytuacji oraz – co najważniejsze – odnalezienia przyczyny takiego stanu!
        Widać więc wyraźnie, że wszystko to, co w sposób odkrywczy i nowatorski poruszył św. Jan Klimak – o spojrzeniu w głąb siebie, o walce ze starym wewnętrznym człowiekiem i o drodze duchowej samonaprawy – św. Maria Egipska odnalazła na progu świątyni. To tam dokonała się jej przemiana, jej osobiste zmartwychwstanie, ponieważ zrozumiała potrzebę modlitwy oraz odczuła siłę od niej płynącą, gdy już z twardym postanowieniem podchodziła do Życiodajnego Grobu Pana i Boga naszego, Jezusa Chrystusa, by oddać Mu należną cześć płynącą z serca przepełnionego bólem duszy, która odrodziła się na nowo by żyć.
             Późniejszy przebieg życia św. Marii stał się zupełnym i bezwarunkowym pokajaniem. Nie było mowy o ustępstwach w walce z nagromadzonym w duszy złem. Św. Maria Egipska potrzebowała nie tylko momentu krótkiego zdziwienia mającego miejsce w świątyni, której nazwy i znaczenia nawet sobie nie uświadamiała, potrzebowała niemal półwiecza, by w trudnej i nierównej duchowej walce zgładzić i całkowicie wyplenić szatana, oraz, by dobrowolnie wybrać Chrystusa. Dopiero kilkadziesiąt lat dobrowolnej i najprawdziwszej skruchy doprowadziło ją do stanu równego aniołom. Po upływie tak długiego okresu czasu zobaczył ją starzec Zosima, który wielokrotnie widział jeszcze jak w modlitwie unosiła się nad ziemią lub gdy chodziła po wodzie suchą stopą. Dary łaski Bożej, która objawiła się jej w świątyni, dopiero po długoletniej walce ze złem nagromadzonym wewnątrz siebie miały okazję przejawić się właśnie na pustyni. Życie w srogich wymogach postu, czystości i milczenia stało się kamieniem węgielnym nowego wewnętrznego człowieka pomimo tego, że zewnętrznie przypominała bardziej zwierzę niż istotę ludzką. Wszystko, czego pragnęła jej dusza to życie z Chrystusem i w Jego bliskości, życie bez grzechu i namiętności a możliwość przepowiadania przyszłości także wynikała z głębokiej pokory i świadczyła o jej uświęceniu duchowym.  

Dodano: 08 kwietnia 2010


© 2009 Monaster św. Onufrego w Jabłecznej