Odwiedzin: 97960
Święty Ojcze Onufry módl się za nami, Ikona świętego Onufrego

Artykuły
Яблочинский Листок № 11/2015
    Miesiąc listopad to kopalnia spokoju i wspaniale tonizujący lek na naszą niecierpliwość oraz zadziwienie. Nie wszystko, co wydaje nam się smutne i pozbawione radości jest tym w istocie.
   Wspaniała polska jesień trwa i mogą nam jej pozazdrościć wszyscy ci, którzy znajdują się daleko od przepięknych barw ciekawych liści i drzew. Cała przyroda opowiada nam o możliwościach i niesamowitym czasie, w jakim znajduje się cały kraj. Pozornie smutna, jesień oferuje nam niezwykłe przemiany pogodowe niczym w kalejdoskopie, który zawsze raduje zaskakującymi możliwościami ułożonych barw. Z każdym dniem będziemy świadkami jesiennych przemian, które powinny nam przypomnieć te wiosenne, zupełnie odwrotnie postępujące, by nas pocieszyć nadzieją doczekania wspaniałej wiosny.
   Listopad rozpoczynamy od modlitwy za zmarłych - jest to także polska tradycja - zgodna z duchem słowiańskiej pamięci o przodkach. Ten wyjątkowy dzień zadumy skierował nasze myśli do duchowych zakątków naszej przyszłości - wszyscy nieuchronnie dążymy ku cielesnej śmierci. Warto pamiętać mądre sentencje mądrych ludzi, naszych świętych, mówiące o tym, by nasze życie trwało w swej pełni duchowej tak, byśmy nie byli zadziwieni nowym jego etapem po śmierci. Duchowość prawosławna to przygotowywanie każdego z nas do przestrzeni wieczności już za życia.
   Listopadowe powitanie refleksją o śmierci to nie koniec duchowych wydarzeń. Przed nami wszakże cały miesiąc, przecież dopiero się zaczyna.
   4 listopad to modlitwa przed Kazańską Ikoną Matki Bożej. Tego dnia w sposób szczególny pomodlimy się za rozpoczęty rok szkolny, który pewnie już przyniósł wiele niespodzianek dla wszystkich tych, którzy ociągali się z przestawieniem się z czasu wakacyjnego na szkolny.
   7 listopad to kolejny, prawosławny dzień modlitwy za zmarłych - jest to Sobota Rodzicielska przed świętem św. Dymitra z Tesalonik. Będziemy wspominać naszych wszystkich przodków - Roditielej.
Kolejna sobota - 14-go listopada to lokalne święto śww. Kosmy i Damiana. Imienników będziemy szczerze pozdrawiać, mamy kilku Damianów w naszej klasztornej parafii i wśród grona naszych Przyjaciół z parafii pobliskich.
   21 listopad to świętego Arcystratega Michała i wszystkich mocy niebiańskich. Ważne święto nie tylko dla Imieninników, ponieważ każdy z nas modli się do swego, przyporządkowanego mu podczas świętego Chrztu, Anioła Stróża o naszym Imieniu!
   22 listopad - niedziela - ikony Matki Bożej Skoroposłusznica więc wielu z nas odbędzie pielgrzymkę do pobliskiego Terespola przed Cudotwórczą Mirotoczącą Ikoną wznieść swoje modlitwy pełne próśb, które Bogurodzica spełnia w miarę poziomu wiary zanoszonej prośby wiernego.
   Dwa kolejne wydarzenia wieńczą zbawienną moc oddziaływania listopadowych dni na nasze dusze. Są to:
- początek postu przed Bożym Narodzeniem - 28 listopad, sobota;
- Świętego Apostoła i Ewangelisty Mateusza - 29 listopad.
   Życzymy wspaniałego listopadowego czasu zadumy oraz pozytywnej jesiennej energii naszych przemyślanych modlitw, bo takie są nam potrzebne, takie prędzej poruszają naszych Świętych, którzy chętnie przyłączają się do naszych próśb.
Zgodnie z obietnicą publikujemy trzecvi fragment cennej pracy autorstwa Zbigniewa Dobrzyńskiego Obrządek słowiański w dawnej Polsce:
   Gall pisał swoją Kronikę po roku 1108. Była to doba wielkiego fanatyzmu antysłowiańskiego na Zachodzie. Dowodem tych nastrojów jest ogłoszenie w roku 1108 manifestu antysłowiańskiego, świadectwa mentalności ówczesnego duchowieństwa niemieckiego oraz niemieckich feudałów świeckich, manifestu, w którym arcybiskup magdeburski i wszyscy biskupi nawoływali do bezwzględnej akcji eksterminacyjnej przeciw Słowianom Połabskim. Kogokolwiek zabiliby zwerbowani wówczas przez nich do antysłowiańskiej krucjaty, wszystkich by rozgrzeszyli, a nawet uznaliby im to za zasługę wobec Boga, zaś pomordowanych Słowian, bez względu na ich wyznanie i obrządek, uznaliby za pogan.
   Wygląda na to, że tzw. Gall napisał swoją kronikę na zamówienie Bolesława Krzywoustego oraz ówczesnych biskupów polskich obrządku łacińskiego. Jego kronika miała być odpowiedzią polską na manifest antysłowiański feudałów niemieckich z arcybiskupem Adalgotem na czele, przeciw próbom podporządkowania Kościoła polskiego metropolii magdeburskiej. Może dlatego Gall napisał wtedy swoją kronikę, i właśnie w ten, a nie w inny sposób. Przemawiają za tym lata pisania kroniki, 1108-1114. jego kronika miała z góry nadany kierunek, miała udowodnić, że Polska jest od samego początku państwem zachodnio-chrześcijańskim, że w Polsce od samego początku panował nie obrządek słowiański, lecz łaciński. Dlatego Gall musiał ukryć, wówczas jeszcze w Polsce powszechnie pamiętane sprawy związane z obrządkiem słowiańskim z czasów panowania Mieszka I, Bolesława Chrobrego, Mieszka II i jego następców, za to dużo pisał o Kazimierzu, którego uznał za jedynego, legalnego następcę tronu polskiego po Mieszku II. Ale to były już sprawy dynastyczne, bezpośrednio łączące się z prawami dziedziczenia tronu polskiego przez Bolesława Krzywoustego.
   Jeżeli Gall nie był Polakiem i rozpoczął pisać swoją kronikę wkrótce po przybyciu do Polski, to mógłby napisać jedynie to, co mu dyktowano, gdyż jest niemożliwością, aby mógł znać historię Polski w tak szerokim zakresie i tak dokładnie, i poznać ją w tak krótkim czasie.
   Bolesław Krzywousty był wnukiem Kazimierza Odnowiciela. Ale trzeba było udowodnić na piśmie, w kronice, że innych wnuków Kazimierza, konkurentów do tronu polskiego nie było, albo że nie posiadali prawa do dziedziczenia. Dwie były sprawy, o które szło w kronice Galla. Pierwsza taka, by udowodnić nieistnienie w Polsce obrządku słowiańskiego, druga zaś taka, że nie było w Polsce żadnych innych wnuków Kazimierza Odnowiciela, poza Bolesławem Krzywoustym, konkurentów Krzywoustego do tronu polskiego. Mieszko Bolesławowic już nie żył od roku 1089. Zbigniew został zamordowany w roku 1113, ale nie z winy Bolesława Krzywoustego. Zresztą Bolesław Krzywousty śmierć jego odpokutował i został uniewinniony. I na tym kronika Galla się kończy.
   Kronika Galla jest arcydziełem literackim XII stulecia. W kronice Galla historycy nie dostrzegają żadnego kłamstwa, ale jest w niej generalnie wszystko tak przedstawiane, jak wymagało tego ówczesne zamówienie. Dlatego nie bez racji powstanie pytanie: kto znał tak dokładnie ówczesną historię Polski, kto uczestniczył w tych wszystkich politycznych, dynastycznych, kościelnych i wojskowych sprawach, aby mógł tyle wiedzieć, i nie tylko, lecz także wiedzieć jak kłamać, jak napisać to wszystko, co wtedy było potrzebne i to w taki sposób, by uznano to za prawdę. Być może, że tym kimś był Francuz, krakowski biskup Baldwin, a może poznański biskup Michał Awdaniec, a może jeszcze ktoś inny. W każdym razie autor Kroniki nie podpisał się własnym imieniem. Może wstydził się i miał wyrzuty sumienia, że tak przeinaczył historię Polski, i dlatego podpisał się pseudonimem Gall. Może nie mógł inaczej postąpić, może nie mógł odmówić napisania takiej właśnie kroniki, a bał się, bo za odmowę coś mu groziło, a jednocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że wszyscy wówczas wiedzieli, iż obrządek słowiański jest w Polsce bardzo rozpowszechniony, o czym przecież jeszcze w roku 1147 napisał krakowski biskup Mateusz do opata Bernarda z Clairvaux, oraz że jeszcze wszyscy wiedzieli, kto po śmierci Mieszka II był legalnym następcą tronu polskiego i w jaki sposób Kazimierz Odnowiciel doszedł do władzy w Polsce, jakie były prześladowania obrządku słowiańskiego przez św. Wojciecha, przez Bolesława Chrobrego oraz Bolesława Śmiałego i za co biskup Stanisław Szczepanowski został skazany na śmierć.
   Kronika Galla miała uchronić Polskę przed krucjatą rozfanatyzowanych Sasów, miała przysposobić Polskę do udziału razem z Węgrami w koalicji antycesarskiej po stronie papieża Paschalisa przeciw Henrykowi V, miała uspokoić opozycję wewnątrz kraju po zamordowaniu Zbigniewa, prawego dziedzica tronu polskiego po Władysławie Hermanie, miała stworzyć ideologiczne podstawy do następnej reformy Kościoła polskiego, do dalszych przedsięwzięć na drodze do likwidacji obrządku słowiańskiego. Jeżeli więc Gall po to napisał swoją kronikę przy współudziale kanclerza, poznańskiego biskupa Michała z rodu Awdańców, kierujących wtedy przy boku Bolesława Krzywoustego nawą państwową oraz stojących na czele stronnictwa papieskiego w Polsce, to w pełni wywiązał się ze swego zadania. Trzeba jednak wtedy uznać także to, że takie przedstawienie spraw w kronice Galla nie może dziś być wiarygodnym źródłem naszej historii.
   
                     Ciąg dalszy nastąpi.



 

Dodano: 04 listopada 2015

Яблочинский Листок № 10/2015
 


 

W październiku ciepło będzie – dlaczego???

 

 – bo cały miesiąc to świętowanie czci najróżniejszych Ikon Bogurodzicy: Celitielnica, Usłyszatielnica, Słowieńska, Mirożska, Bojańska, Hajnowska, Ozierańska, Puchłowska, Lubelska, Mielnicka, Wólko-Wygonowska, Trubczewska, Krasnostocko-Zwierkowska, O Wsiepietaja Mati, Iwierska i jeszcze wielu, wielu innych.

 

Już w niedzielę 4-go października zakończymy uroczyste wspominanie wielkiego święta Podwyższenia Krzyża Pańskiego. Święty Krzyż jak oręż przeciwko złym knowaniom mocy i sług demonów przez cały tydzień znajdował się na centralnym analogionie w cerkwi klasztornej w Monasterze w Jabłecznej. Odświętny wystrój każdej prawosławnej świątyni każe nam zapamiętać to wielkie wydarzenie jak pokrzepiający łyk wody w upalne dni. Gdy po pewnym czasie przypomnimy sobie widok Krzyża Pańskiego na środku cerkwi, poczujemy się lepiej, ponieważ automatycznie w duchu wypowiemy modlitwę: Krestu Twojemu pokłaniajemsia, Władyko! I swiatoje Woskresienije Twoje sławim!

W piątek 9-go października upomnimy się o modlitwy za nas u świętego Apostoła i Ewangelisty Jana Teologa. Ten dzień będzie idealnym dla takich próśb, to Jego Święto.

 

W następnym tygodniu – 14 października, środa - pokłonimy się Bogurodzicy podczas Jej Pokrowa – wielkiego święta poświęconego wydarzeniu historycznemu. To wtedy właśnie okazała swą pomoc cierpiącym i przerażonym wiernym, którzy gorliwie ale z nadzieją modlili się do Niej. Po raz kolejny nie odmówiła Swej pomocy i z tego względu wspominamy te wydarzenia by o nich nie zapomnieć, by móc zawsze uciekać się do Jej pomocy. Przenajświętsza Bogurodzico, zbaw nas!

Pod koniec miesiąca, w dniu 31-go października, w sobotę, udamy się do świątyń, by wychwalać świętego Apostoła i Ewangelistę Łukasza. Będzie to kolejna okazja do złożenia imieninowych życzeń wszystkim Łukaszom.

W niedzielę 1 listopada rozpoczniemy Boską Liturgię już o 7.00 z rana, ponieważ od godziny 8.00 będziemy wszyscy modlić się nad grobami naszych przodków, które znajdują się na cmentarzu parafialnym w Jabłecznej. Lokalna tradycja naszego kraju dyktuje nam taki zwyczaj, który ochoczo przyjmujemy – jest to dzień modlitwy za wszystkich zmarłych. O godz. 10.00 na tymże cmentarzu odsłużymy nabożeństwo za zmarłych, odczytamy wszystkie zapisane imiona a także te, które nosimy w naszych sercach.

Zgodnie z obietnicą, publikujemy kolejny fragment pracy Obrządek słowiański w dawnej Polsce autorstwa Zbigniewa Dobrzyńskiego:

W wieku XII i XIII, w dobie największego fanatyzmu religijnego, w dobie wypraw krzyżowych, w dobie najazdów tatarskich, krzyżackich, litewskich, ruskich i jaćwieskich, w dobie rozbicia dzielnicowego i wojen domowych oraz w dobie niemieckiej kolonizacji, walka o biologiczne przetrwanie narodu na rdzennych terenach polskich stawała się ważniejsza niż sprawa obrządku. Przewaga obrządku łacińskiego w Polsce pod rządami niemieckiego duchowieństwa stawała się coraz większa. Przeciwnikom obrządku słowiańskiego pozostawało już tylko zacieranie śladów, dowodów, że taki obrządek w ogóle kiedyś istniał. Zaczęto wstydzić się tego, że w poprzednich stuleciach przodkowie nasi byli fałszywymi chrześcijanami lub schizmatykami. Słowiańskie cerkwie przebudowano na kościoły łacińskie, zniszczono stare dokumenty i księgi liturgiczne, skuto nawet stary słowiański napis wyryty na posadzce kościoła w Wiślicy. Szczególnie zaś zadbano o historię. Sprawy obrządku słowiańskiego pomijano milczeniem. Obrządek słowiański przegrał, został zlikwidowany, zaś o pokonanych nie mówi się wcale, a jeżeli się mówi, to źle. A wiadomo, że w następnych stuleciach nikt nie miał prawa zabierania głosu, oprócz łacińskiego duchowieństwa. Toteż, mimo to, że w wieku XX ukazała się niejedna już publikacja o obrządku słowiańskim w Polsce, nadal nie znalazł on swojego miejsca w historii polskiej; ani w historii państwa polskiego, ani w historii polskiego Kościoła. Do dziś w wielu publikacjach historycznych, nie mówiąc już o podręcznikach szkolnych, sprawy obrządku słowiańskiego są pomijane lub traktowane zupełnie marginesowo, tak, jakby zmowa milczenia, narzucona przez średniowiecznych kronikarzy, a później przez historyków ery kontrreformacji, trwała do dziś.

Pierwszy wśród kronikarzy piszący o polskich sprawach to Thietmar, niemiecki biskup z Merseburga, urodzony w 975 r. zmarły w roku 1018. jego kronika stanowi najważniejsze źródło naszej najdawniejszej historii. Ale Thietmar wszystko to, co leżało na wschód od Niemiec, uważał za strefę niemieckich wpływów. Thietmar pisał swoją kronikę na chwałę Boga i prosił Boga o pomoc dla Niemców z Sasami na czele. Jego nienawiść do Polski podsycała świadomość klęski pod Cedynią w roku 972, w której jego ojciec Zygfryd von Valbeck razem z margrabią Hodonem ledwie uratowali się ucieczką z pola bitwy, oraz pamięć o tym, że pradziadkowie Thietmara, grafowie germańscy Lotar von Valbeck oraz Lotar von Stade, zginęli w bitwie ze Słowianami pod Łączną w dniu 5 września 992 roku. Thietmar znał tylko jednego polskiego biskupa sprzed 992 r., poznańskiego biskupa Jordana, zaś z lat między rokiem 992 a 998 jeszcze tylko dwóch polskich biskupów, Niemców, Ungera i Reinberna. O wszystkich innych biskupach polskich, biskupach obrządku słowiańskiego, ani nie wiedział, ani nie słyszał, a nawet dla niego nie istnieli, bo nie byli Niemcami ani nawet biskupami obrządku łacińskiego. Tadeusz Silnicki w Posłowiu do książki W. Abrahama: Organizacja Kościoła w Polsce do połowy wieku XII, tak pisze o Thietmarze: Otóż kronika Thietmara jest jednym z głównych i nader cennym źródłem całej tej epoki, a więc i do ówczesnych dziejów polskiego Kościoła. Ale źródło to skażone jest miejscami tendencyjnością, a niełatwe to zadanie oddzielić fałsz od prawdy i z umyślnie mętnego przedstawienia prawdę wydobyć.

Nasz najstarszy kronikarz polski, tzw. Gall-Anonim, piszący swoją kronikę za czasów Bolesława Krzywoustego, a więc o całe sto lat później od Thietmara, także był obcokrajowcem i także, tak jak wszyscy ówcześni kronikarze, był księdzem łacińskim w randze biskupa, prawdopodobnie był opatem. Przybył do Polski z Węgier, gdzie był zakonnikiem w klasztorze benedyktynów w Somogyvar, ale prawdopodobnie pochodził z Francji i dlatego został nazwany Gallem, bo Galią w języku starożytnym nazywano Francję, zaś przydomek Anonim otrzymał, bo nikt nie wiedział, jak się naprawdę nazywał. Wiemy tylko, że tajemniczy Gall przybył do Polski z Zachodu, z rozfantazjowanej wyprawami krzyżowymi Europy Zachodniej. Nie wiemy także, jakim sposobem czy przy jakiej okazji Gall przybył do Polski. Mógł go przywieźć do Polski biskup krakowski Francuz Baldwin w roku 1104. Mógł przybyć do Polski wraz z Piotrem Włostowicem, powracającym do kraju z wyprawy krzyżowej do Ziemi Świętej przez Italię i Francję około roku 1106. Gall nie lubił Rusinów, a za to bardzo lubił Niemców. Jest to główna cecha kroniki Galla – tak pisze o nim Paweł Jasienica – ilekroć sprzymierzeni z Piastami Rusini przybywali Polsce na pomoc, Gall albo zbywa to jednym zdaniem, albo w ogóle przemilcza. Wizja historyczna zawarta w kronice Galla jednak przysłoniła następnym kronikarzom, a także późniejszym historykom obiektywny osąd naszych dziejów. Przyjęto zasadę, że nie wolno było pisać niczego, co mogłoby przeczyć tej wizji.

Gall pisał swoją kronikę za życia Bolesława Krzywoustego, w pierwszej ćwierci XII wieku, kiedy reforma Kościoła w Polsce została podjęta na nowo, już po raz trzeci, i to w znacznie  trudniejszych   niż   poprzednio    warunkach.      Ponieważ słowiańskiej metropolii w Krakowie nie udało się zlatynizować, tak jak to było zaplanowane już w chwili jej utworzenia, przeto trzeba było ją ostatecznie zlikwidować, a skoro reforma Kościoła była w toku, a sam kronikarz należał także do grona reformatorów, to pisanie o istnieniu obrządku słowiańskiego przed stu czy dwustu lat byłoby nonsensem, byłoby samobójstwem, jeżeli nie fizycznym, to literackim. Jeżeli obrządek słowiański miał zostać ostatecznie zlikwidowany, to musiała także zginąć pamięć o nim. Mimo to wspomniał Gall o słowiańskiej metropolii w Krakowie, ale tylko jakby mimochodem, tylko w jednym zdaniu, nie podając żadnych szczegółów i nie nazywając ją słowiańską.

Bo cóż mógł Gall w tej sytuacji napisać o obrządku słowiańskim? Napisał jak tylko mógł najgorzej o jego protektorach, o Mieszku II, przemilczał zupełnie panowanie Bolesława II Zapomnianego, starał się zohydzić Mieszka III-Masława, Władysława Hermana i Sieciecza. Przemilczenie spraw obrządku słowiańskiego było dla Galla i dla jego księcia jedynym wyjściem. Jego kronika była raportem o stanie państwa i o stanie Kościoła w Polsce, napisanym na zamówienie księcia dla papieża, dla całego Zachodu i dla opozycji wewnątrz kraju. Domyślano się dawniej aż ośmiu oryginałów lub autoryzowanych kopii dzieła – Kroniki Galla.

                                                                   Ciąg dalszy nastąpi.




 


Dodano: 03 pazdziernika 2015

Яблочинский Листок № 9/2015
 


Wrzesień = Nowy Rok cerkiewny i szkoła.

Wszyscy wiemy z czym najbardziej kojarzy nam się początek września każdego roku. Bez wątpienia pierwszy po wakacjach dźwięk ukochanego szkolnego dzwonka (na przerwę – ten każdy lubi) nastawia pozytywne myślenie w umysłach tysięcy uczniów. Ten rok szkolny będzie jeszcze lepszy niż poprzedni, bo każdy jest mądrzejszy wraz z wiekiem. Dla pierwszaków będzie to odkrycie kolejnej odsłony wielkiej i pełnej odpowiedzialności ich osobistej Drogi Życiowej.

Cerkiew także ukierunkowuje nas na określony początek duchowej drogi nabożeństw. Cały rok to pewien cykl, który ma swoje odzwierciedlenie w odpowiednich liczbach i podporządkowanych im celebracjach z okazji najróżniejszych świąt cerkiewnych. Nowy Rok cerkiewny rozpocznie się według kalendarza juliańskiego, więc dwa tygodnie po rozbrzmieniu nawołującego do szkoły dzwonka szkolnego.

Po odsłużeniu molebnów o pomyślność w nauce oraz sukcesy w szkole, cały kraj zapełnił się wędrującymi młodymi naukowcami, przyszłością naszej Cerkwi. Przed nimi kolejne zadania oraz naukowy materiał, który pomoże im później rozwiązywać wiele zadań codzienności. Im więcej poznamy, tym szybciej zrozumiemy wiele mechanizmów, które rządzą zasadami świeckiego i duchowego kołowrotka wydarzeń. Tu nigdy nic nie stoi w miejscu, zawsze coś należy zrobić i podjąć konkretne decyzje. To się nazywa Życie.

Wrzesień oferuje nam kilka lokalnych ważniejszych świąt ale i te większe, cerkiewne, które pomogą nam w duchowym postrzeganiu fizycznego świata. To dzięki nim spróbujemy jeszcze raz uduchowić naszą świeckość.

 

Dwa święta plasują się najwyżej na drabinie cerkiewnych wydarzeń: 21 września (poniedziałek) to Narodzenie Bogurodzicy Marii a Podwyższenie Życiodajnego Krzyża Pańskiego – niedziela - to 27 września.

Do tego spisu docłączamy jeszcze pomniejsze święta:

6.IX – św. kapłana męczennika Maksyma Gorlickiego

11.IX – ścięcie głowy św. Jana Chrzciciela (srogi post)

 

14.IX – Początek Nowego Roku cerkiewnego

 

19.IX – Świętego Archanioła Michała
              22.IX – przeniesienie relikwii św. męcz. Młodzieńca Gabriela

 

 

W celu osłodzenia błogosławionych minut przeżywania cerkiewnych świąt, proponujemy cykl historycznego przeglądu historii obrządku słowiańskiego na naszych ziemiach, bo przecież był on pierwszym, który rozwinął się i utrwalił na początku historii chrześcijańskiej Polski. Jest to fragment III części pracy Obrządek słowiański w dawnej Polsce autorstwa Zbigniewa Dobrzyńskiego. Wydanie Warszawskiej Metropolii Prawosławnej z 1989 roku. Publikujemy pierwszy urywek:

 

 

Państwo polskie powstało z dwóch części, z państwa Wiślan i państwa Polan. Wiślanie przyjęli chrzest w roku 875 w obrządku słowiańskim od Morawian. Polanie przyjęli chrzest w roku 966 od Czechów także w obrządku słowiańskim. Dopiero względy polityczne i dynastyczne zmusiły Mieszka I do przejścia na obrządek łaciński, a następcy Mieszka I, a zwłaszcza trzej wielcy Bolesławowie, przez dwa stulecia przeprowadzali reformy kościelne zanim udało im się w wieku XII doprowadzić do likwidacji obrządku słowiańskiego w Polsce.

 

 

H.F. Schmid, mając na myśli niczym nie zastąpione ubóstwo źródeł od początków dziejów i organizacji Kościoła w Polsce, orzekł, że: pytanie, jak kształtowały się początki kościelnej organizacji na polskiej ziemi, należy do najbardziej spornych nie tylko w polskiej historii, ale także w historii zasięgu i roszerzania się zachodniego Kościoła w Europie środkowej i wschodniej, zaś P. Kehr uznał za pewnik tylko dwa fakty: przyjęcie chrztu przez Mieszka I przed rokiem 967, bo pod tym rokiem zwie go saski kronikarz Widukind przyjacielem cesarza – amicus imperatoris – i osobę Jordana, pierwszego w Polsce biskupa misyjnego. Wszystko zaś inne określił jako hipotezy mniej lub więcej prawdopodobne. Co gorsza wyraził obawę, że „daremny będzie wszelki trud, aby wyjaśnić ciemności, które zalegają nad pierwszymi przejawami chrześcijańskiego życia na wschodzie.

 

 

Ten pogląd niemieckich historyków, przytoczony przez W. Abrahama, uwzględniający tylko zapiski saskiego kronikarza, jest dla nas nie do przyjęcia. Niemieccy historycy nie biorą wcale pod uwagę działalności świętych Cyryla i Metodego w wieku IX, która została przecież historiograficznie udowodniona, nie uwzględniają również udowodnionych dziejów obrządku słowiańskiego w innych krajach słowiańskich. Te ciemności, o których pisze P. Kehr: zalegające nad przejawami chrześcijańskiego życia na wschodzie, dadzą się szybko rozjaśnić, gdy tylko sięgniemy po kronikarzy słowiańskich: ruskich, czeskich, bułgarskich, polskich, a nawet bizantyjskich, oraz gdy uwzględnimy najnowsze odkrycia archeologiczne.

 

 

Dlatego warto przytoczyć inne poglądy na zagadnienia historyczne okresu powstania państwa polskiego i początków chrześcijaństwa polskiego, które pozwalają historię naszą rozjaśnić i wzbogacić.

 

 

Aleksander Gieysztor w Posłowiu do książki Stanisława Kętrzyńskiego pt. Polska X-XI wieku cytuje jego słowa: ...w wielu przypadkach lepiej pióro złamać i powiedziec sobie „non liguet” - niż puszczać się na bystre fale przypuszczeń, hipotez i kombinacji. Sprzeczać się z tym zdaniem nie myślę – pisze dalej S. Kętrzyński – pozwolę sobie zrobić porównanie czy przypowieść: zwolennicy non liguet podobni są do ślepca błądzącego: dla niego i dla nich noc i dzień są jednakową, wieczną nocą, która drogi nie oświeca. Człowiek dobrze widzący może się łatwo zgubić wśród czarnej nocy, lecz gdy gwiazdy zobaczy lub gdy mu słońce zaświeci, prędko na dobrą drogę zejdzie. Może niejedna dziś na szerokim polu nauki stojąca hipoteza upadnie, zawsze jednak z tą sławą, iż była szczeblem w ogólnym rozwoju i zwyciężona dała nowy impuls w pracy w dążeniu za prawdą.

 

 

Podobny pogląd wyraża Stefan Kieniewicz: Zawodowy historyk nigdy się nie zgodzi z postawą sceptycyzmu poznawczego, nigdy nie zgodzi się skapitulować mówiąc: ignoramus et ignorabimus. Im mniej źródeł ma do dyspozycji, tym bardziej wyostrza się jego rozumowanie i zapala się wyobraźnia. Dosyć przypomnieć ogromną i narastającą wciąż literaturę poświęconą takim problemom średniowiecza, jak dokument Dagome iudex albo factum biskupa Stanisława, kiedy to wszystkie istniejące źródła dadzą się spisać na jednej – dwóch stronach. Hipotezy to sieci; ten tylko łowi, kto je zarzuca.

 

 

Pewniejsze wiadomości o Kościele polskim mamy już z okresu XII i XIII wieku. Tak, Polska XIII wieku to już kraj katolicki, kraj całkowicie zlatynizowany. Ale nie należy tego stanu stosunków kościelnych wieku XIII przenosić na wiek X i XI, a nawet pierwszą połowę wieku XII, by w ten sposób zaprzeczyć istnieniu w Polsce przed wiekiem XIII liturgii słowiańskiej.

 

Aleksander Gieysztor przestrzega przed uznawaniem w historii stereotypów. A właśnie na stereotypach opiera się dotychczasowa historia początków państwa polskiego, na stereotypach utworzonych przez średniowiecznych kronikarzy – biskupów, przez Galla-Anonima, Kadłubka i ich następców, których kroniki nie są dziełami historycznymi w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, gdyż nie podają obiektywnych wiadomości. Są to raczej utwory literackie biskupów, posiadających swoje siedziby na dworach królów i książąt, piszących swoje dzieła na chwałę Boga, na chwałę Kościoła, na chwałę swojego króla i na chwałę dynastii panującej. Wszystko to, co mogłoby być niemiłe księciu lub niekorzystne dla spraw Kościoła, trzeba było przemilczeć lub przedstawić w takim świetle, by stawało się miłe i pożyteczne zarówno dla księcia jak i dla Kościoła.

Ciąg dalszy nastąpi.


Dodano: 05 wrzesnia 2015


© 2009 Monaster św. Onufrego w Jabłecznej