Odwiedzin: 98772
Święty Ojcze Onufry módl się za nami, Ikona świętego Onufrego

Artykuły
Яблочинский Листок № 12/2015
 


   Grudzień to prawdziwa zima – jak kiedyś mawiali mądrzejsi od nas :)
   Tymczasem obecnie mamy klimat poprzestawiany pogodowo w porównaniu z grudniem w latach odległych kilka dekad wstecz. Przeważnie leżał już śnieg, który przykrywał wszystko i utulał wybryki kolorów tonując je do maksymalnego minimum. Nie wszystko, wszakże, na straty – dzięki opóźnieniu mamy cieplejsze (!) podwórko i nie rzucamy śnieżkami, bo to ciężka praca. Jesteśmy ciągle jeszcze w przededniu odrzucania łopatą tego białego bogactwa, które ongiś w grudniu padało z nieba na ziemię, gdzie czekały na nie oddziały łopatowe zastępów ludzkich. To wyszło na dobre. Zimno pozostaje nadal.
   Zimowy miesiąc grudzień jest ostatnim w kolejce na rozbłysk w plejadzie  miesięcy należących do kalendarza, dlatego jego pożegnanie bywa uwieńczone niezwykle uroczystymi, podniosłymi ale i pełnymi zadumy pomimo szalejącej radości, chwilami. Warto przypomnieć ważniejsze wydarzenia cerkiewne, by wiedzieć kiedy dokładnie Cerkiew modli się w szczególny sposób i z jakich powodów:
   4 grudzień – piątek – to radosne święto małej Bogarodzicy, Która kieruje się na służbę do świątyni, by nauczyć się pokory i modlitwy dla przyszłej misji. Tego dnia świętujemy Wprowadzenie do świątyni Przenajświętszej Bogarodzicy. To prawosławny Dzień Dziecka – ze względu na Owo Dziecko zmienia się podejście całej ludzkości do pojęcia nadziei – Nadzieja jako chrześcijańska cnota zyskuje w Matce Bożej swoje wypełnienie. Po raz kolejny podczas tego święta zaktualizujemy naszą nadzieję na zbawienie dusz w Bogu. Wspólna modlitwa w cerkwi pomoże każdemu z nas zdobyć potrzebną cząstkę Bożej energii dla pokonywania codziennych wyrzeczeń związanych z Bożonarodzeniowym Postem, w którym trwamy od wczoraj.
   6 grudzień – niedziela – to modlitwa do świętego mnicha-męczennika Archimandryty Grzegorza Peradze. W ubiegłym stuleciu metropolita Dionizy wiązał z osobą tego Świętego wielkie nadzieje, jednak Boża Opatrzność w inny sposób poprowadziła jego męczeńskie służenie całemu światu. Będąc w kwiecie wieku, mając za sobą życie wypełnione obowiązkami mnicha i naukowca – święty Grzegorz podjął najważniejszą decyzję własnego zbawienia – dobrowolnie oddać życie za bliźniego. Jego męczeństwo niech na zawsze będzie dla nas najczystszym wzorcem postępowania w trudnych czasach, które jeszcze mogą nastąpić. O twardość wiary oraz o nadzieję na Boże miłosierdzie i o pomoc w cierpieniu - to nasze szczególne prośby, które możemy tego dnia wznieść do Świętego.
   13 grudnia – niedziela – Świętego Apostoła Andrzeja Pierwszego Powołanego. Jego bezprecedensowe posłuszeństwo Bożemu nakazowi niech określa sposób naszej służby Bogu i bliźnim.
   17 grudnia – czwartek – św. Wielkiej Męczennicy Barbary.
   19 grudnia – sobota – św. Cudotwórcy Mikołaja.
   22 grudzień – wtorek – ikony Bogarodzicy Nieczajannaja Radość.

   Ostatnia niedziela grudnia – 27 – Świętych Praojców. Przedostatnia niedziela przed Bożym Narodzeniem – naszą zimową Paschą!
   Niech ten grudzień będzie Bogiem błogosławiony dla wszelkich duchowych ćwiczeń, dla postu i wstrzemięźliwości oraz dla modlitwy za bliskich i tych, którzy żywią do nas urazę – modlitwy za cały świat, który jej niezwykle potrzebuje. Nie zapominajmy, że nie ilość a jakość modlitwy podpiera świat i jego istnienie, więc starajmy się o niej nie zapominać, dążyć do wyciszenia i spokoju właśnie w modlitwie, także za zmarłych.
   Publikujemy kolejną odsłonę dzieła Zbigniewa Dobrzyńskiego; Obrządek słowiański w dawnej Polsce:
   Najbardziej prawdopodobnym wydaje się być pogląd, że Gall był emisariuszem papieża Paschalisa II. Miał za zadanie utrzymać łączność i zapewnić dobre stosunki Węgier i Polski ze Stolicą Apostolską. Papież w tych latach znalazł się w ciężkim położeniu wobec przewagi cesarza Henryka V. sojusznicy papiescy, Węgry i Polska, przeżywali kryzys dynastyczny i przestali liczyć się w rozgrywce papieża z cesarzem. Gall – zdolny, energiczny, wszechstronnie wykształcony oraz obyty w świecie zakonnik, uczestnik pierwszej wyprawy krzyżowej, biorący udział w zdobywaniu Jerozolimy – został wysłany przez papieża na Węgry, aby pomóc królowi Kolomanowi do powrotu na arenę międzynarodową.
   W roku 1113 Bolesław Krzywousty został po zamordowaniu Zbigniewa wyklęty przez arcybiskupa Marcina. Arcybiskup Marcin nie uznawał Paschalisa II za prawego papieża. Krzywousty utracił wtedy posłuch w kraju i uciekł na Węgry w poszukiwaniu pomocy u króla Kolomana. Koloman nie mógł mu przyjść z pomocą i udzielił mu tylko moralnego poparcia. Tym moralnym poparciem był Gall, który przybył w roku 1113 wraz z Bolesławem Krzywoustym do Polski. Dlatego pogląd Mariana Plezi wydaje się być najbardziej słuszny. To Gall nakłonił Bolesława Krzywoustego do pokuty, do kajania się, do kompromisu z biskupami polskimi i przy ich udziale stworzył ideologiczne podstawy, na których miał opierać się sojusz Polski ze Stolicą Apostolską. Gall udowodnił w swej kronice, że Bolesław Krzywousty był jedynym i prawym dziedzicem tronu polskiego oraz że cała Polska przyjęła od samego początku obrządek łaciński. Te ideologiczne podstawy były wówczas potrzebne do utrzymania się przy władzy w Polsce stronnictwa papieskiego z Bolesławem Krzywoustym na czele. Z Krzywoustym jako wiernym sojusznikiem, gotowym w każdej chwili wystąpić zbrojnie przeciw stronnictwu cesarskiemu. I ten nurt utrwalił się w polityce polskiej na dalsze stulecia, a wspierany coraz bardziej legendami oraz kultem trzech wielkich Bolesławów stał się stereotypem polityczno-kościelnym w naszej historii. Od czasów Galla Polska zawsze stała przy Kościele i przy papieżu. Broniła interesów Kościoła na wschodzie Europy. Otrzymała za to później miano przedmurza chrześcijaństwa. Te ideologiczne podstawy stania przy Kościele i przy papieżu, zawarte w kronice Galla, utrwaliły się przez stulecia na stałe w matrycy świadomości historycznej polskiego narodu.
   Pierwszym kronikarzem prawdziwym Polakiem był dopiero błogosławiony Wincenty Kadłubek, biskup krakowski, który urodził się w roku 1160, a zmarł w roku 1223. Pisał więc o sto lat później niż Gall, dwieście lat później od Thietmara, a około 350 lat później od czasów przyjęcia chrześcijaństwa w obrządku słowiańskim przez Wiślan. Kadłubek pisał swoją kronikę już w okresie, gdy obrządek słowiański w Polsce był zlikwidowany, a wspominać go nawet nie wypadało. Byłoby to źle widziane, tym bardziej, że sam Kadłubek brał wówczas osobiście udział w polskiej misji obrządku łacińskiego na Rusi Halickiej, zamieszkanej przez prawosławnych Rusinów. Kadłubek nie lubił Czechów, Niemców, ale jak scharakteryzował go Tadeusz Wojciechowski, pisał w sposób zupełnie subiektywny: Poznawszy dokładnie dzieje tych czasów, które obejmuje ta rzekoma kronika, wiemy już teraz, że Kadłubek, jak nie umiał podać czytelnikowi ani jednej trzeźwo wypowiedzianej wiadomości o dziejach ojczystych, tak natomiast umiał doskonale tworzyć i wymyślać przeróżne historie. Ale co gorsza, można wykazać na kilkunastu przykładach, że kłamał świadomie i rozmyślnie, tylko – i to właśnie jego specjalność – że miał przy tym zawsze jakąś intencję, która wydawała mu się dobrą i pożyteczną i patriotyczną.
   W ten sposób polska świadomość historyczna, przez całe stulecia oparta na stereotypie utworzonym w interesie Kościoła rzymskiego przez średniowiecznych kronikarzy-biskupów, stała się odwróceniem ważności i prawdy podstawowych faktów dziejów naszego narodu. To, co było w naszej historii zdrowe i piękne, zostało przemilczane lub przedstawione jako chore i złe, i na odwrót. Jest coś głęboko wstrząsającego w odwróceniu kryteriów widzenia naszej przeszłości. Powinniśmy poddać rewizji pojmowanie naszej historii, narzucone nam od czasów średniowiecza, kiedy to powstała matryca ideologiczna naszej świadomości historycznej.
   Do wieku XIX pamięć o obrządku słowiańskim była jeszcze żywa. Dopiero w okresie zaborów polska nauka nie chciała się przyznawać do żadnych związków z Rosją. Z tych patriotycznych pozycji, uważając to za swój obowiązek, atakowali wszystkie publikacje na ten temat (na temat obrządku słowiańskiego) Abraham i Bruckner, podaje Zofia Wartołowska, a za nią pisze Janusz Roszko: I ten nurt utrzymał się do dzisiaj, chociaż nie widzę w nim już teraz sensu. Jest to wstydliwa sprawa dla historii polskiej i dla Kościoła polskiego. Bo z jakich pozycji miałaby być ta średniowieczna matryca polskiej świadomości historycznej nadal powielana i jaki miałoby sens utrzymywanie tego nurtu polskiej historii jeszcze dziś.

    Ciąg dalszy nastąpi.

Prowadzone przez nas prace remontowe w refektarzowej – zimowej - kaplicy pw. św. Apostoła i Ewangelisty Jana Teologa mają na celu zupełne jej odnowienie. Zwracamy się z gorącą prośbą do wszystkich o modlitwy w intencji pomyślnego i spokojnego remontu tej wspaniałej świątyni.

Wszystkim dotychczasowym ofiarodawcom serdecznie dziękujemy i zapewniamy o naszych modlitwach a potencjalnych dobroczyńców zapraszamy w odwiedziny oraz na modlitwę do tej kaplicy.

Wszystkim życzymy pełni zdrowia dusz a także odporności cielesnej na wszelkie kaprysy zimowej aury – pocieszając, przypominamy, że na Syberii bywa tylko przez 10 miesięcy zimno a pozostały kawał roku to niekończące się lato !!!



Dodano: 28 listopada 2015

Яблочинский Листок № 11/2015
    Miesiąc listopad to kopalnia spokoju i wspaniale tonizujący lek na naszą niecierpliwość oraz zadziwienie. Nie wszystko, co wydaje nam się smutne i pozbawione radości jest tym w istocie.
   Wspaniała polska jesień trwa i mogą nam jej pozazdrościć wszyscy ci, którzy znajdują się daleko od przepięknych barw ciekawych liści i drzew. Cała przyroda opowiada nam o możliwościach i niesamowitym czasie, w jakim znajduje się cały kraj. Pozornie smutna, jesień oferuje nam niezwykłe przemiany pogodowe niczym w kalejdoskopie, który zawsze raduje zaskakującymi możliwościami ułożonych barw. Z każdym dniem będziemy świadkami jesiennych przemian, które powinny nam przypomnieć te wiosenne, zupełnie odwrotnie postępujące, by nas pocieszyć nadzieją doczekania wspaniałej wiosny.
   Listopad rozpoczynamy od modlitwy za zmarłych - jest to także polska tradycja - zgodna z duchem słowiańskiej pamięci o przodkach. Ten wyjątkowy dzień zadumy skierował nasze myśli do duchowych zakątków naszej przyszłości - wszyscy nieuchronnie dążymy ku cielesnej śmierci. Warto pamiętać mądre sentencje mądrych ludzi, naszych świętych, mówiące o tym, by nasze życie trwało w swej pełni duchowej tak, byśmy nie byli zadziwieni nowym jego etapem po śmierci. Duchowość prawosławna to przygotowywanie każdego z nas do przestrzeni wieczności już za życia.
   Listopadowe powitanie refleksją o śmierci to nie koniec duchowych wydarzeń. Przed nami wszakże cały miesiąc, przecież dopiero się zaczyna.
   4 listopad to modlitwa przed Kazańską Ikoną Matki Bożej. Tego dnia w sposób szczególny pomodlimy się za rozpoczęty rok szkolny, który pewnie już przyniósł wiele niespodzianek dla wszystkich tych, którzy ociągali się z przestawieniem się z czasu wakacyjnego na szkolny.
   7 listopad to kolejny, prawosławny dzień modlitwy za zmarłych - jest to Sobota Rodzicielska przed świętem św. Dymitra z Tesalonik. Będziemy wspominać naszych wszystkich przodków - Roditielej.
Kolejna sobota - 14-go listopada to lokalne święto śww. Kosmy i Damiana. Imienników będziemy szczerze pozdrawiać, mamy kilku Damianów w naszej klasztornej parafii i wśród grona naszych Przyjaciół z parafii pobliskich.
   21 listopad to świętego Arcystratega Michała i wszystkich mocy niebiańskich. Ważne święto nie tylko dla Imieninników, ponieważ każdy z nas modli się do swego, przyporządkowanego mu podczas świętego Chrztu, Anioła Stróża o naszym Imieniu!
   22 listopad - niedziela - ikony Matki Bożej Skoroposłusznica więc wielu z nas odbędzie pielgrzymkę do pobliskiego Terespola przed Cudotwórczą Mirotoczącą Ikoną wznieść swoje modlitwy pełne próśb, które Bogurodzica spełnia w miarę poziomu wiary zanoszonej prośby wiernego.
   Dwa kolejne wydarzenia wieńczą zbawienną moc oddziaływania listopadowych dni na nasze dusze. Są to:
- początek postu przed Bożym Narodzeniem - 28 listopad, sobota;
- Świętego Apostoła i Ewangelisty Mateusza - 29 listopad.
   Życzymy wspaniałego listopadowego czasu zadumy oraz pozytywnej jesiennej energii naszych przemyślanych modlitw, bo takie są nam potrzebne, takie prędzej poruszają naszych Świętych, którzy chętnie przyłączają się do naszych próśb.
Zgodnie z obietnicą publikujemy trzecvi fragment cennej pracy autorstwa Zbigniewa Dobrzyńskiego Obrządek słowiański w dawnej Polsce:
   Gall pisał swoją Kronikę po roku 1108. Była to doba wielkiego fanatyzmu antysłowiańskiego na Zachodzie. Dowodem tych nastrojów jest ogłoszenie w roku 1108 manifestu antysłowiańskiego, świadectwa mentalności ówczesnego duchowieństwa niemieckiego oraz niemieckich feudałów świeckich, manifestu, w którym arcybiskup magdeburski i wszyscy biskupi nawoływali do bezwzględnej akcji eksterminacyjnej przeciw Słowianom Połabskim. Kogokolwiek zabiliby zwerbowani wówczas przez nich do antysłowiańskiej krucjaty, wszystkich by rozgrzeszyli, a nawet uznaliby im to za zasługę wobec Boga, zaś pomordowanych Słowian, bez względu na ich wyznanie i obrządek, uznaliby za pogan.
   Wygląda na to, że tzw. Gall napisał swoją kronikę na zamówienie Bolesława Krzywoustego oraz ówczesnych biskupów polskich obrządku łacińskiego. Jego kronika miała być odpowiedzią polską na manifest antysłowiański feudałów niemieckich z arcybiskupem Adalgotem na czele, przeciw próbom podporządkowania Kościoła polskiego metropolii magdeburskiej. Może dlatego Gall napisał wtedy swoją kronikę, i właśnie w ten, a nie w inny sposób. Przemawiają za tym lata pisania kroniki, 1108-1114. jego kronika miała z góry nadany kierunek, miała udowodnić, że Polska jest od samego początku państwem zachodnio-chrześcijańskim, że w Polsce od samego początku panował nie obrządek słowiański, lecz łaciński. Dlatego Gall musiał ukryć, wówczas jeszcze w Polsce powszechnie pamiętane sprawy związane z obrządkiem słowiańskim z czasów panowania Mieszka I, Bolesława Chrobrego, Mieszka II i jego następców, za to dużo pisał o Kazimierzu, którego uznał za jedynego, legalnego następcę tronu polskiego po Mieszku II. Ale to były już sprawy dynastyczne, bezpośrednio łączące się z prawami dziedziczenia tronu polskiego przez Bolesława Krzywoustego.
   Jeżeli Gall nie był Polakiem i rozpoczął pisać swoją kronikę wkrótce po przybyciu do Polski, to mógłby napisać jedynie to, co mu dyktowano, gdyż jest niemożliwością, aby mógł znać historię Polski w tak szerokim zakresie i tak dokładnie, i poznać ją w tak krótkim czasie.
   Bolesław Krzywousty był wnukiem Kazimierza Odnowiciela. Ale trzeba było udowodnić na piśmie, w kronice, że innych wnuków Kazimierza, konkurentów do tronu polskiego nie było, albo że nie posiadali prawa do dziedziczenia. Dwie były sprawy, o które szło w kronice Galla. Pierwsza taka, by udowodnić nieistnienie w Polsce obrządku słowiańskiego, druga zaś taka, że nie było w Polsce żadnych innych wnuków Kazimierza Odnowiciela, poza Bolesławem Krzywoustym, konkurentów Krzywoustego do tronu polskiego. Mieszko Bolesławowic już nie żył od roku 1089. Zbigniew został zamordowany w roku 1113, ale nie z winy Bolesława Krzywoustego. Zresztą Bolesław Krzywousty śmierć jego odpokutował i został uniewinniony. I na tym kronika Galla się kończy.
   Kronika Galla jest arcydziełem literackim XII stulecia. W kronice Galla historycy nie dostrzegają żadnego kłamstwa, ale jest w niej generalnie wszystko tak przedstawiane, jak wymagało tego ówczesne zamówienie. Dlatego nie bez racji powstanie pytanie: kto znał tak dokładnie ówczesną historię Polski, kto uczestniczył w tych wszystkich politycznych, dynastycznych, kościelnych i wojskowych sprawach, aby mógł tyle wiedzieć, i nie tylko, lecz także wiedzieć jak kłamać, jak napisać to wszystko, co wtedy było potrzebne i to w taki sposób, by uznano to za prawdę. Być może, że tym kimś był Francuz, krakowski biskup Baldwin, a może poznański biskup Michał Awdaniec, a może jeszcze ktoś inny. W każdym razie autor Kroniki nie podpisał się własnym imieniem. Może wstydził się i miał wyrzuty sumienia, że tak przeinaczył historię Polski, i dlatego podpisał się pseudonimem Gall. Może nie mógł inaczej postąpić, może nie mógł odmówić napisania takiej właśnie kroniki, a bał się, bo za odmowę coś mu groziło, a jednocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że wszyscy wówczas wiedzieli, iż obrządek słowiański jest w Polsce bardzo rozpowszechniony, o czym przecież jeszcze w roku 1147 napisał krakowski biskup Mateusz do opata Bernarda z Clairvaux, oraz że jeszcze wszyscy wiedzieli, kto po śmierci Mieszka II był legalnym następcą tronu polskiego i w jaki sposób Kazimierz Odnowiciel doszedł do władzy w Polsce, jakie były prześladowania obrządku słowiańskiego przez św. Wojciecha, przez Bolesława Chrobrego oraz Bolesława Śmiałego i za co biskup Stanisław Szczepanowski został skazany na śmierć.
   Kronika Galla miała uchronić Polskę przed krucjatą rozfanatyzowanych Sasów, miała przysposobić Polskę do udziału razem z Węgrami w koalicji antycesarskiej po stronie papieża Paschalisa przeciw Henrykowi V, miała uspokoić opozycję wewnątrz kraju po zamordowaniu Zbigniewa, prawego dziedzica tronu polskiego po Władysławie Hermanie, miała stworzyć ideologiczne podstawy do następnej reformy Kościoła polskiego, do dalszych przedsięwzięć na drodze do likwidacji obrządku słowiańskiego. Jeżeli więc Gall po to napisał swoją kronikę przy współudziale kanclerza, poznańskiego biskupa Michała z rodu Awdańców, kierujących wtedy przy boku Bolesława Krzywoustego nawą państwową oraz stojących na czele stronnictwa papieskiego w Polsce, to w pełni wywiązał się ze swego zadania. Trzeba jednak wtedy uznać także to, że takie przedstawienie spraw w kronice Galla nie może dziś być wiarygodnym źródłem naszej historii.
   
                     Ciąg dalszy nastąpi.



 

Dodano: 04 listopada 2015

Яблочинский Листок № 10/2015
 


 

W październiku ciepło będzie – dlaczego???

 

 – bo cały miesiąc to świętowanie czci najróżniejszych Ikon Bogurodzicy: Celitielnica, Usłyszatielnica, Słowieńska, Mirożska, Bojańska, Hajnowska, Ozierańska, Puchłowska, Lubelska, Mielnicka, Wólko-Wygonowska, Trubczewska, Krasnostocko-Zwierkowska, O Wsiepietaja Mati, Iwierska i jeszcze wielu, wielu innych.

 

Już w niedzielę 4-go października zakończymy uroczyste wspominanie wielkiego święta Podwyższenia Krzyża Pańskiego. Święty Krzyż jak oręż przeciwko złym knowaniom mocy i sług demonów przez cały tydzień znajdował się na centralnym analogionie w cerkwi klasztornej w Monasterze w Jabłecznej. Odświętny wystrój każdej prawosławnej świątyni każe nam zapamiętać to wielkie wydarzenie jak pokrzepiający łyk wody w upalne dni. Gdy po pewnym czasie przypomnimy sobie widok Krzyża Pańskiego na środku cerkwi, poczujemy się lepiej, ponieważ automatycznie w duchu wypowiemy modlitwę: Krestu Twojemu pokłaniajemsia, Władyko! I swiatoje Woskresienije Twoje sławim!

W piątek 9-go października upomnimy się o modlitwy za nas u świętego Apostoła i Ewangelisty Jana Teologa. Ten dzień będzie idealnym dla takich próśb, to Jego Święto.

 

W następnym tygodniu – 14 października, środa - pokłonimy się Bogurodzicy podczas Jej Pokrowa – wielkiego święta poświęconego wydarzeniu historycznemu. To wtedy właśnie okazała swą pomoc cierpiącym i przerażonym wiernym, którzy gorliwie ale z nadzieją modlili się do Niej. Po raz kolejny nie odmówiła Swej pomocy i z tego względu wspominamy te wydarzenia by o nich nie zapomnieć, by móc zawsze uciekać się do Jej pomocy. Przenajświętsza Bogurodzico, zbaw nas!

Pod koniec miesiąca, w dniu 31-go października, w sobotę, udamy się do świątyń, by wychwalać świętego Apostoła i Ewangelistę Łukasza. Będzie to kolejna okazja do złożenia imieninowych życzeń wszystkim Łukaszom.

W niedzielę 1 listopada rozpoczniemy Boską Liturgię już o 7.00 z rana, ponieważ od godziny 8.00 będziemy wszyscy modlić się nad grobami naszych przodków, które znajdują się na cmentarzu parafialnym w Jabłecznej. Lokalna tradycja naszego kraju dyktuje nam taki zwyczaj, który ochoczo przyjmujemy – jest to dzień modlitwy za wszystkich zmarłych. O godz. 10.00 na tymże cmentarzu odsłużymy nabożeństwo za zmarłych, odczytamy wszystkie zapisane imiona a także te, które nosimy w naszych sercach.

Zgodnie z obietnicą, publikujemy kolejny fragment pracy Obrządek słowiański w dawnej Polsce autorstwa Zbigniewa Dobrzyńskiego:

W wieku XII i XIII, w dobie największego fanatyzmu religijnego, w dobie wypraw krzyżowych, w dobie najazdów tatarskich, krzyżackich, litewskich, ruskich i jaćwieskich, w dobie rozbicia dzielnicowego i wojen domowych oraz w dobie niemieckiej kolonizacji, walka o biologiczne przetrwanie narodu na rdzennych terenach polskich stawała się ważniejsza niż sprawa obrządku. Przewaga obrządku łacińskiego w Polsce pod rządami niemieckiego duchowieństwa stawała się coraz większa. Przeciwnikom obrządku słowiańskiego pozostawało już tylko zacieranie śladów, dowodów, że taki obrządek w ogóle kiedyś istniał. Zaczęto wstydzić się tego, że w poprzednich stuleciach przodkowie nasi byli fałszywymi chrześcijanami lub schizmatykami. Słowiańskie cerkwie przebudowano na kościoły łacińskie, zniszczono stare dokumenty i księgi liturgiczne, skuto nawet stary słowiański napis wyryty na posadzce kościoła w Wiślicy. Szczególnie zaś zadbano o historię. Sprawy obrządku słowiańskiego pomijano milczeniem. Obrządek słowiański przegrał, został zlikwidowany, zaś o pokonanych nie mówi się wcale, a jeżeli się mówi, to źle. A wiadomo, że w następnych stuleciach nikt nie miał prawa zabierania głosu, oprócz łacińskiego duchowieństwa. Toteż, mimo to, że w wieku XX ukazała się niejedna już publikacja o obrządku słowiańskim w Polsce, nadal nie znalazł on swojego miejsca w historii polskiej; ani w historii państwa polskiego, ani w historii polskiego Kościoła. Do dziś w wielu publikacjach historycznych, nie mówiąc już o podręcznikach szkolnych, sprawy obrządku słowiańskiego są pomijane lub traktowane zupełnie marginesowo, tak, jakby zmowa milczenia, narzucona przez średniowiecznych kronikarzy, a później przez historyków ery kontrreformacji, trwała do dziś.

Pierwszy wśród kronikarzy piszący o polskich sprawach to Thietmar, niemiecki biskup z Merseburga, urodzony w 975 r. zmarły w roku 1018. jego kronika stanowi najważniejsze źródło naszej najdawniejszej historii. Ale Thietmar wszystko to, co leżało na wschód od Niemiec, uważał za strefę niemieckich wpływów. Thietmar pisał swoją kronikę na chwałę Boga i prosił Boga o pomoc dla Niemców z Sasami na czele. Jego nienawiść do Polski podsycała świadomość klęski pod Cedynią w roku 972, w której jego ojciec Zygfryd von Valbeck razem z margrabią Hodonem ledwie uratowali się ucieczką z pola bitwy, oraz pamięć o tym, że pradziadkowie Thietmara, grafowie germańscy Lotar von Valbeck oraz Lotar von Stade, zginęli w bitwie ze Słowianami pod Łączną w dniu 5 września 992 roku. Thietmar znał tylko jednego polskiego biskupa sprzed 992 r., poznańskiego biskupa Jordana, zaś z lat między rokiem 992 a 998 jeszcze tylko dwóch polskich biskupów, Niemców, Ungera i Reinberna. O wszystkich innych biskupach polskich, biskupach obrządku słowiańskiego, ani nie wiedział, ani nie słyszał, a nawet dla niego nie istnieli, bo nie byli Niemcami ani nawet biskupami obrządku łacińskiego. Tadeusz Silnicki w Posłowiu do książki W. Abrahama: Organizacja Kościoła w Polsce do połowy wieku XII, tak pisze o Thietmarze: Otóż kronika Thietmara jest jednym z głównych i nader cennym źródłem całej tej epoki, a więc i do ówczesnych dziejów polskiego Kościoła. Ale źródło to skażone jest miejscami tendencyjnością, a niełatwe to zadanie oddzielić fałsz od prawdy i z umyślnie mętnego przedstawienia prawdę wydobyć.

Nasz najstarszy kronikarz polski, tzw. Gall-Anonim, piszący swoją kronikę za czasów Bolesława Krzywoustego, a więc o całe sto lat później od Thietmara, także był obcokrajowcem i także, tak jak wszyscy ówcześni kronikarze, był księdzem łacińskim w randze biskupa, prawdopodobnie był opatem. Przybył do Polski z Węgier, gdzie był zakonnikiem w klasztorze benedyktynów w Somogyvar, ale prawdopodobnie pochodził z Francji i dlatego został nazwany Gallem, bo Galią w języku starożytnym nazywano Francję, zaś przydomek Anonim otrzymał, bo nikt nie wiedział, jak się naprawdę nazywał. Wiemy tylko, że tajemniczy Gall przybył do Polski z Zachodu, z rozfantazjowanej wyprawami krzyżowymi Europy Zachodniej. Nie wiemy także, jakim sposobem czy przy jakiej okazji Gall przybył do Polski. Mógł go przywieźć do Polski biskup krakowski Francuz Baldwin w roku 1104. Mógł przybyć do Polski wraz z Piotrem Włostowicem, powracającym do kraju z wyprawy krzyżowej do Ziemi Świętej przez Italię i Francję około roku 1106. Gall nie lubił Rusinów, a za to bardzo lubił Niemców. Jest to główna cecha kroniki Galla – tak pisze o nim Paweł Jasienica – ilekroć sprzymierzeni z Piastami Rusini przybywali Polsce na pomoc, Gall albo zbywa to jednym zdaniem, albo w ogóle przemilcza. Wizja historyczna zawarta w kronice Galla jednak przysłoniła następnym kronikarzom, a także późniejszym historykom obiektywny osąd naszych dziejów. Przyjęto zasadę, że nie wolno było pisać niczego, co mogłoby przeczyć tej wizji.

Gall pisał swoją kronikę za życia Bolesława Krzywoustego, w pierwszej ćwierci XII wieku, kiedy reforma Kościoła w Polsce została podjęta na nowo, już po raz trzeci, i to w znacznie  trudniejszych   niż   poprzednio    warunkach.      Ponieważ słowiańskiej metropolii w Krakowie nie udało się zlatynizować, tak jak to było zaplanowane już w chwili jej utworzenia, przeto trzeba było ją ostatecznie zlikwidować, a skoro reforma Kościoła była w toku, a sam kronikarz należał także do grona reformatorów, to pisanie o istnieniu obrządku słowiańskiego przed stu czy dwustu lat byłoby nonsensem, byłoby samobójstwem, jeżeli nie fizycznym, to literackim. Jeżeli obrządek słowiański miał zostać ostatecznie zlikwidowany, to musiała także zginąć pamięć o nim. Mimo to wspomniał Gall o słowiańskiej metropolii w Krakowie, ale tylko jakby mimochodem, tylko w jednym zdaniu, nie podając żadnych szczegółów i nie nazywając ją słowiańską.

Bo cóż mógł Gall w tej sytuacji napisać o obrządku słowiańskim? Napisał jak tylko mógł najgorzej o jego protektorach, o Mieszku II, przemilczał zupełnie panowanie Bolesława II Zapomnianego, starał się zohydzić Mieszka III-Masława, Władysława Hermana i Sieciecza. Przemilczenie spraw obrządku słowiańskiego było dla Galla i dla jego księcia jedynym wyjściem. Jego kronika była raportem o stanie państwa i o stanie Kościoła w Polsce, napisanym na zamówienie księcia dla papieża, dla całego Zachodu i dla opozycji wewnątrz kraju. Domyślano się dawniej aż ośmiu oryginałów lub autoryzowanych kopii dzieła – Kroniki Galla.

                                                                   Ciąg dalszy nastąpi.




 


Dodano: 03 pazdziernika 2015


© 2009 Monaster św. Onufrego w Jabłecznej